22 września 2014

Rozdział 10

Postanowiłam nie odzywać się do chłopaka obok. W głębi duszy modliłam się żeby go nigdy więcej nie spotkać. Jest przystojny, to prawda, ale wygląd to nie wszytko. Jego zachowanie jest po prostu irytujące. Co on sobie myśli? Że kim jest? Nikim.
Odwróciłam głowę i przymknęłam oczy. Nie mam zamiaru całego lotu spędzić na siedzeniu i gapieniu się w szybę. Zmiany czasowe źle na mnie działają. Zawsze jestem strasznie zmęczona. Niestety, nie dane mi było odpocząć bo już po chwili usłyszałam radosny głos intruza tuż przy moim uchu.
-Nie mów, że masz zamiar przespać cały lot.
-Taki był plan - odpowiedziałam nie fatygując się żeby otworzyć oczy. Mam nadzieję, że da mi spokój. Niestety...
-Ohh no weź daj spokój. Nie zostawiaj mnie samego. Obiecuję, że będę miły.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego ukradkiem. Wpatrywał się we mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się głośno całkowicie otwierając oczy.
-Nie znam Cię więc skąd mogę wiedzieć czy dotrzymujesz obietnic czy nie?
-Trochę zaufania, słońce.
Spojrzał na mnie i poruszył brwiami. Słucham? Słońce? Pff... jeśli myśli, że słodkim określeniem coś u mnie zdziała to się grubo myli. Ja nie z takich co lecą na ładne buźki u chłopaków, którzy zasypują dziewczyny tandetnymi komplementami, określeniami czy co tam jeszcze mówią. 
Przewróciłam oczami i oparłam się plecami o fotel. Ktoś z obsługi samolotu ogłosił nam, że możemy rozpiąć pasy bezpieczeństwa i tak właśnie zrobiliśmy. Przechodząca stewardessa zapytała nas czy czegoś nie potrzebujemy. Poprosiłam jedynie o butelkę wody, którą od razu otrzymałam. Szatyn grzecznie odmówił zalotnie uśmiechając się do dziewczyny. Wow nie sądziłam, że potrafi być miły. Chociaż w sumie gdyby nie miała tak krótkiej spódnicy i tak dużego dekoltu za pewnie nie zwrócił by na nią uwagi. Typowe dla tego typu chłopaka. No proszę znam go tak krótko a ile już mogę o nim powiedzieć. Podrywacz. Zapatrzony w siebie. Egoista. Bezczelny. Zarozumiały.
Upiłam łyk wody i z torby, która stała przy moich nogach, wyjęłam swojego iPod'a. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam swoją ulubioną piosenkę. Muzyka jest dla mnie wszystkim. Nie potrafię zrozumieć ludzi którzy w ogóle nie słuchają muzyki. Dla mnie to rzecz nieodłączna. Potrzebna do życia prawie tak bardzo jak tlen. To moja jedyna ucieczka od wszystkich problemów. Przynajmniej na jakiś czas bo przecież nie da się uciekać od nich wiecznie. Zamknęłam oczy z nadzieją, że w końcu uda mi się zasnąć. Lubie słuchać muzyki nawet podczas snu. Zawsze lepiej mi się wtedy odpoczywa. Każdy ma jakieś swoje dziwactwa a moje jest właśnie takie. W głowie już powoli zaczęły się pojawiać pierwsze obrazy ze snu kiedy moja prawa słuchawka została z siłą wyrwana z miejsca gdzie powinna się znajdować dopóki sama jej nie wyjmę. To już jest przesada. Czy on do jasnej cholery nie może mi dać spokoju. No ile kurwa można? Otworzyłam oczy pozbywając się także drugiej słuchawki i spojrzałam wrogo na chłopaka.
-Masz jakiś problem?! Nie możesz mi dać nawet chwili spokoju? Za kogo ty się uważasz? - krzyknęłam nieco głośniej niż zamierzałam. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Uśmiech zniknął mu z twarzy. Ludzie zaczęli się nam przyglądać. Cholera... może rzeczywiście trochę przesadziłam ale sam się w końcu o to prosił. Na ogół jestem opanowana. Trzeba na prawdę dużo starania żeby wyprowadzić mnie z równowagi. A jemu się udało. Nie wiem czy taki był jego zamiar żeby testować moja cierpliwość czy nie ale po tym jest u mnie na pozycji straconej. A chciałam dać mu szanse, jakoś z nim pogadać. Niestety zjebał wszytko. Z resztą nie ważne i tak się pewnie nigdy więcej nie spotkamy. Spojrzałam mu w oczy. Wyglądał na lekko przerażonego. Czyżby to był jego słaby punkt? Może żadna dziewczyna nigdy na niego nie "nakrzyczała". Z drugiej strony zrobiło mi się go trochę przykro. Nie powinnam tak zareagować. On po prostu chciał być miły. Na swój dziwny i pokręcony sposób ale chciał.
-Ymm.. przepraszam nie powinnam tak reagować, ja... przepraszam.
Spuściłam wzrok na swoje palce. Nagle cała odwaga mnie opuściła i nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wtedy usłyszałam coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Chłopak zaczął się śmiać. I to głośno. Spojrzałam na niego pytająco. Ludzie znowu zaczęli się nam przyglądać. Pewnie uznali nas za dwójkę idiotów którzy uciekli z wariatkowa i opuszczają kontynent żeby ich nikt nie znalazł.
-Czy ty jesteś normalny?
-Wiesz co... zupełnie mnie zaskoczyłaś. Jesteś pełna sprzeczności a mnie to kręci - powiedział ignorując moje pytanie i uśmiechnął się zalotnie. Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-A tak w ogóle to jestem Luke. Luke Bennett.
A ja jestem Bond. James Bond przewróciłam oczami. Chłopak wyciągną rękę w moją stronę. Spojrzałam na nią z wahaniem, ale w końcu ją uścisnęłam.
-Eleanor. Dla znajomych El.

(Liam)
Co to znaczy wyjechała? Gdzie? Co ona wyprawia? Myślałem, że jesteśmy dla siebie kimś bliskim, że mi ufa. Bez jakichkolwiek wyjaśnień odwróciłam się i wybiegłem z boiska prosto do swojego samochodu. Kierunek jazdy - dom państwa White. Może jej rodzice powiedzą mi coś więcej. Swoją drogą niezła z Emily przyjaciółka. Jak mogła nie zauważyć, że El planuje wyjechać, że coś się z nią dzieje. Przecież znają się od tylu lat. Powinna jakoś zareagować. Zrobić coś. Nie dopuścić do tego, żebyśmy stracili Eleanor.
Zatrzymałem samochód przed samym wejściem i podbiegłem do drzwi. Mam nadzieję, że jej rodzice będą w domu. Na prawdę muszę wiedzieć gdzie ona jest, albo chociaż przynajmniej czy nic jej nie jest. Pierwsza opcja byłaby najlepsza, ale nie pogardzę żadną informacją. Nacisnąłem klamkę do drzwi. Zamknięte. Poirytowany całą sytuacją przewróciłem oczami i z głośnym westchnieniem zapukałem w białe, drewniane drzwi. Długo nikt nie otwierał co zaczęło mnie bardzo denerwować. Ponownie zapukałem, tym razem mocniej żeby mieć pewność, że ktoś mnie usłyszy. Kiedy chciałem po praz kolejny upomnieć się, że czekam na wpuszczenie do środka, usłyszałem przekręcany zamek. Drzwi otworzyła mi zdezorientowana mama El. 
-Liam? Co ty tutaj robisz? 
Bez zaproszenia wszedłem do środka. Ręce już mi się trzęsły. Sam nie wiem czy z nerwów czy ze strachu przed tym jaką odpowiedź od niej otrzymam. I czy w ogóle jakąś otrzymam. 
-Co ja tu robię?! Eleanor bez słowa wyjechała! To ja tu robię! Mogłaby mi Pani łaskawie powiedzieć co się stało? Myślałem, że wszytko z nią w porządku, że mi ufa i mnie nie zostawi! Ja bym jej nigdy nie zostawił. Jest dla mnie ważna! Gdzie ona jest?! - wykrzyczałem jej w twarz. Spojrzała na mnie wyraźnie zaskoczona moim wybuchem. Widocznie nie spodziewała się po mnie takiego zachowania. Cóż, nikt kto nie znał mnie wcześniej by się nie spodziewał. Kobieta opuściła głowę i spojrzała na swoje złączone palce. Już wiedziałem, że niczego mi nie powie. 
-Liam... posłuchaj. Ja rozmawiałam z El przed jej wyjazdem. Ona nie zrobiła tego przeciwko Tobie. Nie zrobiła tego przeciwko Emily. Jej też na Tobie zależy. Po prostu nie widziała innego wyjścia. Sama nie bardzo mogę zrozumieć przez czym ona uciekła. Ale prosiła mnie żebym nikomu nie mówiła, nawet Tobie czy Emily...
Ja pierdole. Co to ma kurwa znaczyć? Co tu się kurwa dzieje? 
-Więc jej też na mnie zależy, skoro nam obojgu na sobie zależy to proszę panią, proszę mi powiedzieć gdzie ona jest - złapałem ją za rękę i spojrzałem w jej oczy. W takie same oczy jak jej córki. W oczy, w których zaczęły zbierać się łzy. Pokręciła przecząco głową i wyjęła rękę z mojej dłoni. 
-Przepraszam... - szepnęła a łza spłynęła po jej policzku. Nie wytrzymałem. Wybiegłem z domu, trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem co mam za sobą zrobić. Kopanie, krzyczenie, bicie, przeklinanie nie działa. Sprawdziłem to na własnej osobie. Nie wiedziałem jak sobie pomóc, więc po prostu usiadłem na krawężniku, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Płakać z bezsilności. Z niewiedzy. Z miłości. Straciłem osobę, na której pierwszy raz od długiego czasu zaczęło mi zależeć. Osobę, którą zaczynałem kochać.

                                                   

No więc mamy rozdział 10 ;) Mam nadzieję, że się wam spodoba. Ja osobiście nie jestem z niego zadowolona ;/ 

Miałam go dodać jutro ale na usilne nalegania mojej współpraktykantki (jest w ogóle takie słowo? xD ) jest dzisiaj :p i jej również dedykuję ten rozdział <3

Mogę już dzisiaj powiedzieć, że kolejny rozdział pojawi się w sobotę ^^

No więc tak. Nowa postać jak już pewnie zauważyliście po przeczytaniu rozdziału nazywa się Luke Bennett. W zakładce bohaterowie jest jego zdjęcie. I proszę jak byście mogli to napiszcie komentarz również tam. Chciałabym wiedzieć jak wam się (jak na razie ) podoba Luke i kim byście chcieli żeby się okazał. Jakieś wasze domysły, sugestie, pomysły wszystko co wam przyjdzie do głowy :D 

Zapraszam też do czytania prologu, ponieważ został on delikatnie edytowany xD 

To chyba tyle więc do następnego ;*
ily <3

Pattie x

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)
czytam = komentuję

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział kochana! Naprawdę! :) z niecierpliwością czekam na to co befIe dalej, płaczący Liam ;_; to takie słodkie <3 caluski i czekam na następny z NIECIERPLIWOSCIA! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. WoW..tego się niespodziewałam...taki obrót akcji że szokk.. Niewiem co mam napisać..wiem tyle że chce nexta. Pozdrawiam @OlaLudwikowska ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja sugestia? Niech Liam się szybko do wie gdzie jest i tam natychmiast poleci i zrobi jej taką romantyczną scenę.
    Sugestia do postaci Luka? Niech zacznie zarywać do El i Liam zrobi się zazdrosny.
    Ale wszytko w twoich rękach.
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń