30 września 2014

Rozdział 11

 Notatka pod rozdziałem bardzo ważna!!!

Reszta lotu minęła całkiem nieźle. Luke nie jest aż taki zły jak się go lepiej pozna, ale i tak nie sądzę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Udało mi się nawet kilka godzin przespać. Po wylądowaniu w Londynie wysiedliśmy z samolotu, odebraliśmy nasze bagaże i pożegnaliśmy się. Chłopak nalegał, że musi mnie przytulić. Nigdy więcej się nie spotkamy, więc zgodziłam się. Nich mu będzie. Wzięłam swój bagaż do ręki i ruszyłam w stronę postoju taksówek. Wyjęłam z kieszeni moich jeansów kartkę z dokładnym adresem babci i podałam kierowcy. Wsiadłam do samochodu i wyjęłam telefon. Wiem bardzo dobrze, że będę miała dużo połączeń od Em i Liam'a. A może nie? Może tak na prawdę im na mnie nie zależy. Wyłączyłam tryb samolotowy. Od razu pojawiło mi się 98 nieodebranych połączeń i 47 nowych wiadomości. Zgasiłam ekran i włożyłam telefon z powrotem do kieszonki. Przeczytam to wszystko wieczorem. W Londynie jest dopiero 11 rano więc przede mną jeszcze sporo dnia. Trochę mi to zajmie zanim przyzwyczaję się do zmiany strefy czasowej. Kierowca zatrzymał się tuż przed domem mojej babci. Był on całkiem spory jak na jedną osobę. Ale to dom w którym wychowała się moja mama, i to ona nie pozwoliła na jego sprzedaż. Pomagają babci finansowo w opłacaniu wszystkich rachunków. Podałam taksówkarzowi banknot z zapłatą za podwózkę i pożegnałam go lekkim uśmiechem. Pokonałam niewielką odległość dzieląca mnie z drzwiami i bez pukania weszłam do środka. W korytarzu panowała cisza. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W dzieciństwie spędzałam tu z mamą całe wakacje. Pomimo, że nie byłam w UK ponad 10 lat dobrze pamiętałam każdy zakamarek w tym domu. Miałam tu nawet własny pokój. Znajome ściany, niezmienne od tak dawna wywołały uśmiech na mojej twarzy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo tęskniłam za tym miejscem. Zostawiłam walizki przy schodach i weszłam do kuchni. Wszędzie jest cicho i pusto. Gdzie jest babcia? Wyszła i zostawiła otwarty dom? Niemożliwe. 
-Babciu? Jesteś tu? 
Cisza. Nikt mi nie odpowiedział. Dziwne. Weszłam do salonu i spróbowałam jeszcze raz. 
-Babciu?! 
-Eleanor? Jestem na górze! 
Odetchnęłam z ulgą. Już zaczęłam się martwic. Niby babcia mieszka w spokojnej dzielnicy Londynu ale nigdy nic nie wiadomo. Z uśmiechem na twarzy wbiegłam po schodach na piętro. Babcia właśnie wychodziła z mojego dawnego pokoju. Na mój widok upuściła trzymane w rękach ręczniki. Podbiegłam do niej i mocna ją przytuliłam. W oczach już miała łzy, z resztą tak samo jak ja. Nie widziałyśmy się tyle lat, jedynie rozmawiałyśmy przez telefon a ja nadal czułam z nią tą wieź. Tą naszą specjalna wieź. Z babcią zawsze mogłam porozmawiać na każdy temat. Jak u niej byłam mówiłam jej dosłownie o wszystkim. Co wieczór chodziłam do niej do sypialni kładłam się obok i opowiadałam jej jak mi minął dzień a ona opowiadała o swoim. Mogłam się do niej zwrócić z każdym problemem. 
-El skarbie tak bardzo za Tobą tęskniłam. 
Babcia spojrzała mi w oczy o otarła łzy z mojego policzka. Uśmiechnęłam się szeroko. 
-Ja za Tobą też babciu. Nawet nie wiesz jak bardzo. 
Jeszcze raz bardzo mocno ją przytuliłam. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że kobieta wyszła z mojego pokoju. Co tam robiła?
-Babciu? Co robiłaś w moim pokoju?
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. 
-Tak sobie pomyślałam, że nie masz już 8 lat i te wszystkie zabawki, które tam były nie będą Ci potrzebne. No i łóżko też by Ci się większe przydało. Nic wielkiego tam nie zmieniłam. Odświeżyłam tylko kolor ścian i wstawiłam nowe meble. Wszystko żebyś czuła się tu jak we własnym domu. 
-To jest mój dom babciu. 
-Wiem skarbie.
Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. 
-A teraz idź i powiedz czy Ci się podoba. 
Już nie mogę się doczekać. Na pewno jest super. Podniosłam upuszczone wcześniej przez babcię ręczniki, podałam je jej i weszłam do środka. Nic wielkiego nie zmieniła? Tu jest całkowicie inaczej! Wszystkie zabawki zniknęły, stare meble zastąpiły nowe w kolorze jasnego brązu, małą rozkładaną sofę na której zawsze zapałam zastąpiło wielkie łóżko z baldachimem. Na jednej ze ścian wisiał duży płaski telewizor a przed nim stała jasna, skórzana sofa. Ściany z jasnego różu zmieniły kolor na śnieżno-biały. Tu jest idealnie! Zakryłam usta dłonią. Przy moim boku stanęła babcia. 
-I jak podoba się? Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty i to w tak krótkim czasie. 
-Tu jest cudownie! Ale chwila? Jakie chłopaki? W jakim czasie?
-No chyba nie myślałaś, że sama to wszystko zrobiłam - powiedziała babcia ze śmiechem - ekipa remontowa, którą załatwił twój tata. I tak, w krótkim czasie bo powiedziałaś mi tak nagle, że przyjeżdżasz.
-A więc to sprawka mojego taty? 
-Nie, skąd. Pomysł był mój, on tylko pomógł z jego realizacją.
Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam "dziękuję" prosto do jej ucha. 
Resztę dnia spędziłam z babcią. Pomogła mi się rozpakować, w międzyczasie na zmianę opowiadałyśmy sobie co się działo u nas przez ostanie 10 lat. Dużo się śmiałyśmy. Dowiedziałam się również, że mamy nowych sąsiadów po drugiej stronie ulicy, którzy w tym tygodniu dopiero zaczęli się wprowadzać. Reszta domów pozostała bez zmian jeśli chodzi o mieszkańców. Ciekawe czy ktoś tu jeszcze mnie pamięta. W dzieciństwie miałam tu wielu przyjaciół w swoim wieku. Według babci nadal tu mieszkają i nasza paczka z piaskownicy nadal trzyma się razem. Twierdz, że brakuje tam tylko mnie. Mam nadzieję, że nadal będziemy się dogadywać bo tak w sumie to nie chciałabym spędzić całych wakacji sama. 
Po długim, gorącym prysznicu wskoczyłam w piżamy i położyłam się do łóżka. Ten dzień był bardzo męczący. Długa podróż, rozpakowywanie, spotkanie z babcią. Długo leżałam pod cieplutka kołdrą wpatrując się w sufit. Dopiero po chwili wzięłam telefon do ręki i przejrzałam wiadomości i połączenia. Wszystkie o podobnej treści "gdzie jesteś?", "co ty wyprawiasz?", "wracaj do domu", "zadzwoń". Nie chciałam z nimi rozmawiać. Przynajmniej nie teraz. Ja wiem, że oni nie są niczemu winni ale przypominają mi o tym co się stało w domu. A ja po to wyjechałam, żeby o tym nie myśleć. Weszłam w ustawienia i wybrałam opcję "usuń wszystko". Moja skrzynka została pusta. Odłożyłam telefon i zamknęłam oczy. Pomimo tych wszystkich wiadomości, pierwszy raz od dłuższego czasu zasnęłam z uśmiechem na twarzy. 

***

Kolejnego dnia obudziłam się o 11. To dosyć późno jak na mnie zwłaszcza, że zasnęłam koło 21. Ale zmiana czasu, kontynentu i w ogóle wszystkie wydarzenia były bardzo męczące. Musiałam odpocząć.
Wyszłam z łózka i odsłoniłam rolety w oknach. Od razu poraziły mnie promienie słoneczne. Tak jak zapowiadali, ten tydzień miał być dość ciepły. W sumie dobrze, bo moja garderoba nie jest jeszcze przygotowana na deszczowe dni. Zapytam babci jakie ma plany na dzisiaj. Może uda mi się ją namówić, żeby pożyczyła mi samochód to wybiorę się na jakieś zakupy. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że cały tydzień będzie świeciło słońce. No na pewno nie tak  mocno jak w Ameryce. Wyjęła z szafy czarne leginsy, luźną koszulkę na ramiączkach oraz czystą bieliznę i podbiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni w której była babcia. Na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Odwykłam już od widoku ukochanej osoby, która robi Ci śniadanie. Na ogół była to nasza gospodyni a rodziców już nie było w domu więc to miła odmiana.
-Dzień dobry. Jak się spało?
-Cześć babciu - odpowiedziałam od razu po usłyszeniu pytania. Mój humor jak na razie jest niesamowity i nie zapowiada się, żeby coś miało go zepsuć. - spało się świetnie. Chyba potrzebowałam takiego odpoczynku już od dawna. Co na śniadanie?
-Byłam rano w sklepie i kupiłam twoje ulubione płatki. Masz ochotę?
Spojrzałam na pudełko moich ulubionych płatków, które trzymała w dłoni.
-Skąd wiedziałaś, że to moje ulubione?
-Takich rzeczy się nie zapomina.
To prawda. Te płatki są moimi ulubionymi odkąd skończyłam 4 lata. Pomimo, że już niedługo będę miała 19 mój gust kulinarny nie bardzo uległ zmianie. Nadal lubię te same rzeczy.
Po skończonym śniadaniu włożyłam brudne naczynia do zmywarki. To trochę dziwne uczucie bo w domu nie musiałam tego robić, ale nie sprawiało mi to problemu. Wręcz przeciwnie lubię sprzątać po sobie. Podczas posiłku, jedzonego tylko tylko przeze mnie bo przecież dla babci to nie była pora śniadaniowa, uzgodniłam z babcią, że wezmę dzisiaj od niej samochód i pojadę kupić jakieś ubrania na te chłodniejsze dni. Dzisiaj jest sobota więc może być sporo ludzi ale nie przeszkadza mi to. Jestem przyzwyczajona do tłumów. Szkoda tylko, że nie mam z kim pojechać na te zakupy. Zawsze była to Em. Na wspomnienie o przyjaciółce w moich oczach pojawiły się łzy. Oczywiście, że bardzo za nią tęsknię ale nie mogę się do tego przyznać. Nie mogę jej powiedzieć gdzie jestem. Nie po to było to wszystko. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Rozejrzałam się w poszukiwaniu babci. Niestety nigdzie jej nie było więc postanowiłam sama otworzyć.  Zamurowało mnie. Zupełnie się nie spodziewałam tego co ujrzałam. Przed moimi drzwiami stali Kate i Josh moi przyjaciele z dzieciństwa. Tak mam pewność, że to oni bo utrzymywaliśmy kontakt ze sobą bardzo długo po tym jak przestałam przyjeżdżać na wakacje no UK. Jedyne co czułam to SZOK.
-Co? Co wy tu robicie?
-My? Co my tu robimy? El! Co ty tu robisz?
Jako pierwszy odezwał się chłopak. Nie mogłam uwierzyć, że ich widzę. Bez słowa rzuciłam się mu na szyję. Kate zaczęła się śmiać ale po chwili dołączyła do naszego uścisku. Oczy zaszkliły mi się łzami. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Odsunęłam się od nich i zaprosiłam do środka. Bez wahania weszli prosto do salonu w którym już po chwili pojawiła się moja babcia.
-Kate, Josh miło was znowu widzieć! Przyszliście odwiedzić El?
-Pani Ross, panią też miło widzieć - cała Kate, jak zwykle milutka - mama mi mówiła, że rozmawiała z panią rano w sklepie i wspominała o przyjeździe El. Chcieliśmy sprawdzić czy to prawda.
Babcia uśmiechnęła się do mnie.
-Tak. El zostaje u mnie do końca sierpnia.
-Naprawdę? - zaskoczony Josh zwrócił się do mnie. W dzieciństwie z nim najlepiej się dogadywałam. No jasne, jest jeszcze Kate no i cała reszta ale to Josh zawsze dotrzymywał mi towarzystwa, zawsze mieliśmy te same pomysły na wszystko. Potwierdziłam kiwnięciem głowy. Chłopak uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje idealnie równe i białe zęby. Nie wytrzymałam i ponownie zarzuciłam mu ręce na szyje.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam - wyszeptałam prosto do jego ucha. Poczułam jak się uśmiecha.
-Ja za tobą też mała - tak mała. Josh jest ode mnie ( od Kate i całej reszty też, tak w roli ścisłości ) o rok starszy. Zawsze uważał, że rok to dużo i dlatego nazywał mnie mała. Możliwe, że tez dlatego, że w wieku 6 lat byłam o wiele niższa od moich rówieśników ale teraz mam 169cm wzrostu więc chyba nie jest aż tak źle.
-Dobra zakochani, wystarczy. Reszta czeka na nas na zewnątrz.
-Co? Reszta tez tu jest? - zapytałam zaskoczona ale i bardzo szczęśliwa, że będę mogła spotkać starych przyjaciół.
-No jasne. Wszyscy nadal razem się trzymamy. Bardzo nam ciebie brakowało.
Uśmiechnęłam się szeroko na ta wiadomość. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Do salonu znowu weszła moja babcia.
-Chcecie coś do picia? Kawę? Herbatę? Sok?
-Bardzo dziękujemy, ale następnym razem, bo właśnie wychodziliśmy.
Josh ruchami głowy potwierdził słowa Kate. Spojrzałam na babcię w wyczekiwaniu. Mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko, że tak od razu drugiego dnia po przyjeździe wychodzę z przyjaciółmi i zostawiam ją samą.
-Oh no oczywiście. Mam nadzieję, że będziecie nas częściej odwiedzać. Zapraszam serdecznie.
Cała nasza trójka uśmiechnęła się do kobiety i ruszyliśmy do wyjścia. Pobiegłam szybko na górę do swojego pokoju bo przecież nie wzięłam ze sobą żadnych butów ani bluzy. Wiem, że teraz jest ciepło ale z pogoda, zwłaszcza tutaj nigdy nic nie wiadomo. Wzięłam moje rzadko używane, czarne vansy i  jedyna bluzę jaką miałam w tym domu. Zdecydowanie muszę wybrać się na zakupy. Moi przyjaciele czekali na mnie przy wyjściu. Przed domem stało dwa samochody. Nie znam się na markach ale jeden to chyba było czarne Audi RS6 a drugi większy ale nie mam bladego pojęcia jaki to samochód. Od razu domyśliłam się, że Audi jest Josh'a. Od zawsze gustował w takich samochodach.
-Tak w ogóle to gdzie jedziemy? - zapytałam Kate. Josh już wsiadł do swojego samochodu którym miałam jechać jeszcze ja i Kate, a reszta tym drugim. Reszta to znaczy Lydia, Tina, Eddie i Tom. Cała nasza paczka z dzieciństwa. 
-Otworzyli nam nowy park i chłopaki bardzo chcą pojeździć na deskach. Będzie fajnie - uśmiechnęła się i wsiadła do auta. Wsiadłam do Audi i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Telefon w kieszonce mojej bluzy zaczął wibrować. Bez zastanowienia wyjęłam go i odebrałam. Byłam tak bardzo podekscytowana spotkaniem z przyjaciółmi, że zupełnie zapomniałam, że nie powinnam tak pochopnie odbierać każdego połączenia.
-Halo?
-El? Kurwa w końcu! Możesz mi powiedzieć gdzie ty do cholery jesteś?
Zamurowało mnie. Od razu pożałowałam, że pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia. 

(Liam) Nowy Jork
W tę i z powrotem przemierzałem odległość od okna do drzwi w pokoju Emily. Jej tata jest w pracy od 6 a ja niewiele później do niej przyjechałem. Musimy razem wymyślić jak się dowiedzieć gdzie jest El. Nie wytrzymam tej niewiedzy. To mnie niszczy. Dzisiaj jest sobota, Emily nie musi iść do szkoły więc cały dzień poświęcimy na szukaniu informacji na temat Eleanor. Nie pozwolę na to żebym stracił ja przez jej głupotę. Jest dla mnie zbyt ważna. 
-Może spróbuj do niej jeszcze raz zadzwonić? 
-Liam... dzwoniłam już ze 100 razy, Ty z resztą też...
-Co Ci kurwa szkodzi zadzwonić 101 raz? 
Czemu ona jest taka wkurwiająca? Nie może zrobić tego o co ją proszę? Czy to takie kurwa trudne zadzwonić do swojej przyjaciółki? Posłałem jej wrogie spojrzenie. Niech się kurwa domyśli, że ze mną się nie zadziera. Z jej pomocą czy nie dowiem się w końcu gdzie jest El. Dziewczyna siedziała na łóżku a ja stałem obok niego. Wzięła telefon do ręki i wybrała numer, który nawet ja już znałem na pamięć. Przyłożyła smartfona do ucha. Po jej minie widziałem, że nie spodziewa się odpowiedzi ale zrobiła co jej kazałem, za co byłem jej wdzięczny ale nigdy jej tego nie powiem. Wtedy usłyszałem odpowiedź w głośniku smartfona. Ja pierdole odebrała. 
-El? Kurwa w końcu! Możesz mi powiedzieć gdzie ty do cholery jesteś?
Woho co tak ostro? Rozumiem, że jest zła ale od razu tak z grubej rury? Gestami pokazałem jej żeby przełączyła na głośnomówiący. Chciałem wiedzieć co powie El ale nie chciałem żeby ona wiedziała, że ja słucham bo wtedy mogłaby nic nie powiedzieć. 
-Em.. ja nie mogę. Nie mogę Ci powiedzieć.
Co kurwa? Co to znaczy nie może? Co ona sobie myśli?!
-El co to znaczy nie możesz? Jak to nie możesz? Co to ma znaczyć?  Znikasz bez słowa, twoi rodzice robią jakąś tajemnicę, Ty z resztą też. Co to do cholery ma być? 
-Ja... przepraszam.
Rozłączyła się? Kurwa mać rozłączyła się! 

                                         

Tak wiem rozdział spóźniony to moja wina nawet nie będę wam tłumaczyła przyczyny bo za dużo pisania -.- 

Więc mamy nowych bohaterów których możecie zobaczyć w zakładce bohaterowie. 

Teraz NOWOŚĆ!
Wprowadzam limit komentarzy. 
Jak pewnie łatwo zauważyć nie ma ich tu dużo. Nie wiem czy jej sens pisać nowe rozdziały skoro mało osób to czyta. Więc za to kiedy będzie nowy rozdział i czy w ogóle będzie od teraz będziecie decydować wy. Jak na razie limit to 10 komentarzy. Będzie 10 ja to zobaczę to za dzień lub dwa pojawia się nowy rozdział. Jeśli komuś zależy żeby był rozdział to nwm niech poleci znajomemu któremu też może się spodoba i skomentuje, cokolwiek. 

To chyba tyle mam nadzieję, że do następnego ;* 

Pattie x
Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)
czytam = komentuję

10 komentarzy = nowy rozdział

 rozdział nie sprawdzony mogą wystąpić błędy!

EDIT:
nie udało mi się złapać dokładnego 2000 ale mam takiego screena :D
DZIĘKUJE BARDZO ZA 2K TO DLA MNIE WIELE ZNACZY!!! <3
KOCHAM WAS BARDZO ! ;*

22 września 2014

Rozdział 10

Postanowiłam nie odzywać się do chłopaka obok. W głębi duszy modliłam się żeby go nigdy więcej nie spotkać. Jest przystojny, to prawda, ale wygląd to nie wszytko. Jego zachowanie jest po prostu irytujące. Co on sobie myśli? Że kim jest? Nikim.
Odwróciłam głowę i przymknęłam oczy. Nie mam zamiaru całego lotu spędzić na siedzeniu i gapieniu się w szybę. Zmiany czasowe źle na mnie działają. Zawsze jestem strasznie zmęczona. Niestety, nie dane mi było odpocząć bo już po chwili usłyszałam radosny głos intruza tuż przy moim uchu.
-Nie mów, że masz zamiar przespać cały lot.
-Taki był plan - odpowiedziałam nie fatygując się żeby otworzyć oczy. Mam nadzieję, że da mi spokój. Niestety...
-Ohh no weź daj spokój. Nie zostawiaj mnie samego. Obiecuję, że będę miły.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego ukradkiem. Wpatrywał się we mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się głośno całkowicie otwierając oczy.
-Nie znam Cię więc skąd mogę wiedzieć czy dotrzymujesz obietnic czy nie?
-Trochę zaufania, słońce.
Spojrzał na mnie i poruszył brwiami. Słucham? Słońce? Pff... jeśli myśli, że słodkim określeniem coś u mnie zdziała to się grubo myli. Ja nie z takich co lecą na ładne buźki u chłopaków, którzy zasypują dziewczyny tandetnymi komplementami, określeniami czy co tam jeszcze mówią. 
Przewróciłam oczami i oparłam się plecami o fotel. Ktoś z obsługi samolotu ogłosił nam, że możemy rozpiąć pasy bezpieczeństwa i tak właśnie zrobiliśmy. Przechodząca stewardessa zapytała nas czy czegoś nie potrzebujemy. Poprosiłam jedynie o butelkę wody, którą od razu otrzymałam. Szatyn grzecznie odmówił zalotnie uśmiechając się do dziewczyny. Wow nie sądziłam, że potrafi być miły. Chociaż w sumie gdyby nie miała tak krótkiej spódnicy i tak dużego dekoltu za pewnie nie zwrócił by na nią uwagi. Typowe dla tego typu chłopaka. No proszę znam go tak krótko a ile już mogę o nim powiedzieć. Podrywacz. Zapatrzony w siebie. Egoista. Bezczelny. Zarozumiały.
Upiłam łyk wody i z torby, która stała przy moich nogach, wyjęłam swojego iPod'a. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam swoją ulubioną piosenkę. Muzyka jest dla mnie wszystkim. Nie potrafię zrozumieć ludzi którzy w ogóle nie słuchają muzyki. Dla mnie to rzecz nieodłączna. Potrzebna do życia prawie tak bardzo jak tlen. To moja jedyna ucieczka od wszystkich problemów. Przynajmniej na jakiś czas bo przecież nie da się uciekać od nich wiecznie. Zamknęłam oczy z nadzieją, że w końcu uda mi się zasnąć. Lubie słuchać muzyki nawet podczas snu. Zawsze lepiej mi się wtedy odpoczywa. Każdy ma jakieś swoje dziwactwa a moje jest właśnie takie. W głowie już powoli zaczęły się pojawiać pierwsze obrazy ze snu kiedy moja prawa słuchawka została z siłą wyrwana z miejsca gdzie powinna się znajdować dopóki sama jej nie wyjmę. To już jest przesada. Czy on do jasnej cholery nie może mi dać spokoju. No ile kurwa można? Otworzyłam oczy pozbywając się także drugiej słuchawki i spojrzałam wrogo na chłopaka.
-Masz jakiś problem?! Nie możesz mi dać nawet chwili spokoju? Za kogo ty się uważasz? - krzyknęłam nieco głośniej niż zamierzałam. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Uśmiech zniknął mu z twarzy. Ludzie zaczęli się nam przyglądać. Cholera... może rzeczywiście trochę przesadziłam ale sam się w końcu o to prosił. Na ogół jestem opanowana. Trzeba na prawdę dużo starania żeby wyprowadzić mnie z równowagi. A jemu się udało. Nie wiem czy taki był jego zamiar żeby testować moja cierpliwość czy nie ale po tym jest u mnie na pozycji straconej. A chciałam dać mu szanse, jakoś z nim pogadać. Niestety zjebał wszytko. Z resztą nie ważne i tak się pewnie nigdy więcej nie spotkamy. Spojrzałam mu w oczy. Wyglądał na lekko przerażonego. Czyżby to był jego słaby punkt? Może żadna dziewczyna nigdy na niego nie "nakrzyczała". Z drugiej strony zrobiło mi się go trochę przykro. Nie powinnam tak zareagować. On po prostu chciał być miły. Na swój dziwny i pokręcony sposób ale chciał.
-Ymm.. przepraszam nie powinnam tak reagować, ja... przepraszam.
Spuściłam wzrok na swoje palce. Nagle cała odwaga mnie opuściła i nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wtedy usłyszałam coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Chłopak zaczął się śmiać. I to głośno. Spojrzałam na niego pytająco. Ludzie znowu zaczęli się nam przyglądać. Pewnie uznali nas za dwójkę idiotów którzy uciekli z wariatkowa i opuszczają kontynent żeby ich nikt nie znalazł.
-Czy ty jesteś normalny?
-Wiesz co... zupełnie mnie zaskoczyłaś. Jesteś pełna sprzeczności a mnie to kręci - powiedział ignorując moje pytanie i uśmiechnął się zalotnie. Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-A tak w ogóle to jestem Luke. Luke Bennett.
A ja jestem Bond. James Bond przewróciłam oczami. Chłopak wyciągną rękę w moją stronę. Spojrzałam na nią z wahaniem, ale w końcu ją uścisnęłam.
-Eleanor. Dla znajomych El.

(Liam)
Co to znaczy wyjechała? Gdzie? Co ona wyprawia? Myślałem, że jesteśmy dla siebie kimś bliskim, że mi ufa. Bez jakichkolwiek wyjaśnień odwróciłam się i wybiegłem z boiska prosto do swojego samochodu. Kierunek jazdy - dom państwa White. Może jej rodzice powiedzą mi coś więcej. Swoją drogą niezła z Emily przyjaciółka. Jak mogła nie zauważyć, że El planuje wyjechać, że coś się z nią dzieje. Przecież znają się od tylu lat. Powinna jakoś zareagować. Zrobić coś. Nie dopuścić do tego, żebyśmy stracili Eleanor.
Zatrzymałem samochód przed samym wejściem i podbiegłem do drzwi. Mam nadzieję, że jej rodzice będą w domu. Na prawdę muszę wiedzieć gdzie ona jest, albo chociaż przynajmniej czy nic jej nie jest. Pierwsza opcja byłaby najlepsza, ale nie pogardzę żadną informacją. Nacisnąłem klamkę do drzwi. Zamknięte. Poirytowany całą sytuacją przewróciłem oczami i z głośnym westchnieniem zapukałem w białe, drewniane drzwi. Długo nikt nie otwierał co zaczęło mnie bardzo denerwować. Ponownie zapukałem, tym razem mocniej żeby mieć pewność, że ktoś mnie usłyszy. Kiedy chciałem po praz kolejny upomnieć się, że czekam na wpuszczenie do środka, usłyszałem przekręcany zamek. Drzwi otworzyła mi zdezorientowana mama El. 
-Liam? Co ty tutaj robisz? 
Bez zaproszenia wszedłem do środka. Ręce już mi się trzęsły. Sam nie wiem czy z nerwów czy ze strachu przed tym jaką odpowiedź od niej otrzymam. I czy w ogóle jakąś otrzymam. 
-Co ja tu robię?! Eleanor bez słowa wyjechała! To ja tu robię! Mogłaby mi Pani łaskawie powiedzieć co się stało? Myślałem, że wszytko z nią w porządku, że mi ufa i mnie nie zostawi! Ja bym jej nigdy nie zostawił. Jest dla mnie ważna! Gdzie ona jest?! - wykrzyczałem jej w twarz. Spojrzała na mnie wyraźnie zaskoczona moim wybuchem. Widocznie nie spodziewała się po mnie takiego zachowania. Cóż, nikt kto nie znał mnie wcześniej by się nie spodziewał. Kobieta opuściła głowę i spojrzała na swoje złączone palce. Już wiedziałem, że niczego mi nie powie. 
-Liam... posłuchaj. Ja rozmawiałam z El przed jej wyjazdem. Ona nie zrobiła tego przeciwko Tobie. Nie zrobiła tego przeciwko Emily. Jej też na Tobie zależy. Po prostu nie widziała innego wyjścia. Sama nie bardzo mogę zrozumieć przez czym ona uciekła. Ale prosiła mnie żebym nikomu nie mówiła, nawet Tobie czy Emily...
Ja pierdole. Co to ma kurwa znaczyć? Co tu się kurwa dzieje? 
-Więc jej też na mnie zależy, skoro nam obojgu na sobie zależy to proszę panią, proszę mi powiedzieć gdzie ona jest - złapałem ją za rękę i spojrzałem w jej oczy. W takie same oczy jak jej córki. W oczy, w których zaczęły zbierać się łzy. Pokręciła przecząco głową i wyjęła rękę z mojej dłoni. 
-Przepraszam... - szepnęła a łza spłynęła po jej policzku. Nie wytrzymałem. Wybiegłem z domu, trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem co mam za sobą zrobić. Kopanie, krzyczenie, bicie, przeklinanie nie działa. Sprawdziłem to na własnej osobie. Nie wiedziałem jak sobie pomóc, więc po prostu usiadłem na krawężniku, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Płakać z bezsilności. Z niewiedzy. Z miłości. Straciłem osobę, na której pierwszy raz od długiego czasu zaczęło mi zależeć. Osobę, którą zaczynałem kochać.

                                                   

No więc mamy rozdział 10 ;) Mam nadzieję, że się wam spodoba. Ja osobiście nie jestem z niego zadowolona ;/ 

Miałam go dodać jutro ale na usilne nalegania mojej współpraktykantki (jest w ogóle takie słowo? xD ) jest dzisiaj :p i jej również dedykuję ten rozdział <3

Mogę już dzisiaj powiedzieć, że kolejny rozdział pojawi się w sobotę ^^

No więc tak. Nowa postać jak już pewnie zauważyliście po przeczytaniu rozdziału nazywa się Luke Bennett. W zakładce bohaterowie jest jego zdjęcie. I proszę jak byście mogli to napiszcie komentarz również tam. Chciałabym wiedzieć jak wam się (jak na razie ) podoba Luke i kim byście chcieli żeby się okazał. Jakieś wasze domysły, sugestie, pomysły wszystko co wam przyjdzie do głowy :D 

Zapraszam też do czytania prologu, ponieważ został on delikatnie edytowany xD 

To chyba tyle więc do następnego ;*
ily <3

Pattie x

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)
czytam = komentuję

17 września 2014

Rozdział 9

 Rozdział dedykuję @DrugsForZayn :D
                                                                                                        

-Chciałabym wyjechać - powiedziałam do rodziców za raz po tym jak Liam i Em opuścili nasz dom. Mama zatrzymała się gwałtownie i spojrzała na tatę, który również miał zdezorientowana minę. 
-Ale.. jak to? Gdzie? A szkoła? - tata podszedł do mnie. Położył rękę na moim ramieniu. 
-Do Londynu. Do babci, dawno się z nią widziałam. A szkoła to i tak już praktycznie koniec. Wrócę przecież na rozdanie świadectw. - w głowie miałam już wszystko zaplanowane. Każdy nawet drobny szczegół idealnie przemyślany. Rodzice spojrzeli po sobie. Widziałam po ich twarzach, że nie wiedzą co maja mi odpowiedzieć ale wiedzą też, że nie mogą mi się sprzeciwić bo i tak zrobię co zechcę.
-Czemu tak nagle postanowiłaś pojechać do mojej mamy? Przecież nigdy nie miałaś z nią dobrego kontaktu przez to, że rzadko się widujecie.
Zastanowiłam się chwilę co im powiedzieć. W sumie to sama nie wiem. Tak jakoś przyszedł mi ten pomysł do głowy. Zmiana otoczenia, ludzi dobrze mi zrobi. Przemyślę wszystko co się stało w ostatnim czasie. Przygotuje się na zmianę szkoły. 
-Chciałam po prostu trochę się wyrwać z domu. Dawno nie byłam w Europie a u babci to już z 10 lat. Mieszka tam sama to czemu miałabym z nią nie spędzić tych wakacji?
Mama stanęła koło taty patrząc na niego pytająco. Oboje westchnęli w tym samym czasie i tata zgodził się na mój "idealny" plan. Pisnęłam uradowana i pobiegłam do swojego pokoju krzycząc, że muszę się spakować bo i tak zarezerwowałam już bilet na jutro. Nie zabierałam ze sobą zbyt wielu rzeczy bo po pierwsze nie lubię się męczyć na lotnisku z bagażami a po drugie i tak mogę wszystko kupić tam na miejscu więc po co zabierać tak dużo ze sobą. Na dodatek w Anglii jest całkiem inna pogoda niż tu a tak szczerze to nie mam pojęcia jakie ubrania mi się tam przydadzą. Nie chciałam nikomu mówić o moim wyjeździe. Nawet Emily a tym bardziej Liam'owi. Wiem, że oni nie są niczemu winni ale od nich też się chcę trochę odciąć. Może nie na całe trzy miesiące na które planuje tam jechać ale chociaż na tydzień lub dwa. Mam nadzieję, że zrozumieją moją decyzję. Muszę jeszcze poprosić rodziców, żeby nikomu nie mówili dokąd pojechałam.

***

PROSZĘ ZAPIĄĆ PASY ZA RAZ BĘDZIEMY STARTOWAĆ 
Zgodnie z poleceniem zapięłam pasy i przygotowałam się do startu. Wspominałam już, że okropnie boję się latać samolotem? No może samego lotu to nie ale start i lądowanie jest okropne. Wsiadając na pokład zajęłam sobie miejsce przy oknie. Pomimo, że nie przepadam za lataniem lubię wyglądać przez okno. Ta wysokość na której znajduje się samolot jest niewiarygodna. Spojrzałam na miejsce obok siebie. Było puste. Z jednej strony cieszyłam się, że siedzę sama ale wolę jak ktoś koło mnie siedzi. Może to być całkiem obca osoba do której przez te ponad 10 godzin ani razu się nie odezwę ważne żeby ktoś był. Oparłam głowę o siedzenie i przymknęłam oczy bo za dokładnie 3 minuty mieliśmy się wzbić w powietrze. Starałam się uspokoić oddech kiedy poczułam czyjąś dłoń na mojej. 
-Wszystko w porządku? - otworzyłam oczy i zobaczyłam niebieskookiego szatyna wpatrującego się we mnie z przerażoną miną. Poprawiłam się na fotelu lekko się czerwieniąc. 
-Ymm... tak jasne po prostu strasznie nie lubię latać samolotem i stąd to wszystko - powiedziałam przyglądając jego twarzy na której powoli pojawiał się uśmiech. 
-Wolne to miejsce? - zapytał wskazując na fotel obok mnie. Potwierdziłam ruchem głowy a chłopak od razu usiadł i zapiął pasy w sumie w ostatniej chwili bo samolot już zaczynał się poruszać. Zacisnęłam dłonie w pięści wpatrując się prosto przed siebie. Obok siebie usłyszałam cichy chicho mojego sąsiada. 
-Będzie tak przez cały lot czy tylko przy starcie? Bo szczerze to liczyłem, że trochę pogadamy - usłyszałam jego wesoły głos tuz przy moim uchu. Odwróciłam głowę w jego stronę. Szeroko się uśmiechał patrząc na mnie. 
-To nie ładnie śmiać się z kogoś kto się boi. Ty tez masz pewnie jakieś słabe strony, czegoś się boisz. Ja się boję startu więc od razu odpowiadam na twoje pytanie, nie będzie tak przez cały lot. I serio nie ma się z czego śmiać. 
-Ja się nie boję niczego - powiedział śmiertelnie poważny patrząc mi prosto w oczy. Nerwowo przełknęłam ślinę. Na jego twarzy czaił się chytry uśmieszek. 
-A co do tego naszego "pogadania" to nie wiem czy to ma sens przecież się nie znamy - kontynuowałam udając, że jego słowa nie zrobiły na mnie wrażenia. Jak to się niczego nie boi? Każdy się czegoś boi. Nie ma osób nieustraszonych. 
-Przecież możemy się poznać. No wiesz rozmowa zbliża ludzi. A kto wie może jeszcze kiedyś będę miał okazję Ci udowodnić, że jestem nieustraszony. 
Nie no teraz na serio. Czy on mi czyta w myślach? Znam go od 5 minut a już zaczyna mnie irytować swoją gadką. Tak w sumie znam to chyba za dużo powiedziane bo nawet nie wiem jak ma na imię. 
-Szczerze? Wątpię... - wymamrotałam przewracając oczami i oparłam się o swój fotel. Usłyszałam śmiech chłopaka który zrobił dokładnie to samo co ja. 

(Liam)
Rano po wyjściu z domu Eleanor pojechałem od razu do firmy mojego ojca. Obiecałem mu, że będę obecny podczas zatrudniania nowych pracowników. Po moim powrocie z Londynu ciągle chce mnie jeszcze bardziej zmienić. Jakby starał się komuś udowodnić, że na prawdę się mieniłem. Może on sam siebie stara się przekonać, że nie jestem już taki jak kiedyś? To, że ciągle każe mi przebywać u niego w pracy, mówi mi, że jego interes już niedługo będzie mój to wszytko chyba po to żeby mnie sprawdzić. Ile jeszcze razy muszę mu mówić i jak udowodnić, że nie jestem już taki jak po śmierci mamy?

El już drugi dzień się do mnie nie odzywa. Wczoraj jak od niej wychodziłem obiecała, że zadzwoni a teraz nawet nie odbiera. Wiem, że nie jesteśmy tak na prawdę nikim bliskim ale ja się o nią martwię. Tak trudno to zrozumieć i chociaż napisać jedno głupie "nic mi nie jest żyję"? Nie chciałem jej się narzucać. Ale też nie mogłem nie robić nic. Wstałem od stołu przy którym wspólnie z tatą i siostrą jedliśmy śniadanie i ruszyłem do wyjścia. Postanowiłem, że pojadę pod jej szkołę może ją tam spotkam i wyjaśni mi o co chodzi. Zdjąłem z wieszaka swoją skórzaną kurtkę i w pośpiechu wyszedłem z domu. Zatrzymałem samochód przed samym budynkiem dokładnie tam samo gdzie ostatnio. Wysiadłem i puszyłem prosto na boisko. Dobrze wiedziałem, że tam będzie. Zawsze rano tam była. Oczywiście miałem rację bo z daleka widać było grupę dziewczyn skaczących w krótkich spódnicach. Jednak gdy podszedłem bliżej okazało się, że El wśród nich nie ma. Spojrzałem zdezorientowany na Em, która właśnie zauważyła, że przyszedłem i podeszła do mnie. 
-Dlaczego nie ma Eleanor? Co się z nią dzieje? - bez żadnego powitania zapytałem od razu o to co mnie najbardziej interesowało. Lubię Em ale jakoś nie mam ochoty na wysłuchiwanie co tam u niej i jak jej minął wczorajszy dzień. Spojrzała na mnie jakby w ogóle nie spodziewała się mnie tu zobaczyć a tym bardziej, że będę pytał o jej przyjaciółkę. 
-Nie mam pojęcia... - odpowiedziała cicho i zaczęła bawić się swoimi palcami. 
-Jak to kurwa nie masz pojęcia? Przecież to twoja przyjaciółka do cholery!
Dobra może mnie trochę poniosło ale kurwa jak to ona nie wie? A kto ma wiedzieć?
-Czemu się na mnie drzesz? To, że moja przyjaciółka nie oznacza, że wiem gdzie dokładnie jest w każdej chwili! Zwłaszcza, że gdzieś wyjechała bez słowa i jej rodzice nie chcą powiedzieć gdzie ona jest!
Jej podniesiony głos nieco mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, że tak wybuchnie. Prędzej pomyślałbym. że.... za raz chwila...
-Jak to kurwa wyjechała?!

                                                                   

Hejooo ;*
No więc w końcu mamy nowy rozdział ;D 
Nie jest jakiś cudowny, ani okropnie długi (tak właściwie to jest strasznie krótki xD ) ale jest ;p
Mam nadzieję, że ta przerwa nic nie zmieniła i nadal będę miała czytelników :D
Co do kolejnego rozdziału to nie mam pojęcia kiedy się pojawi ale postaram się jak najszybciej <3

Jak pewnie zauważyliście ten rozdział jest komuś dedykowany. Jest tak ponieważ chciałam podziękować @DrugsForZayn bo to dzięki niej powstał ten rozdział i jest dzisiaj dodany ;D thanks ;*

Zmienił się również wygląd bloga co jest raczej sprawą nie do przeoczenia bo kolorystyka jest drastycznie inna xD nie jest on jakiś cudowny bo mistrzem bloggera to ja nie jestem ale chciałabym znać waszą opinię na jego temat :D

W zakładce bohaterowie pojawiła się nowa postać a mianowicie nasz jak na razie tajemniczy pan z samolotu. Jego imię i nazwisko zostanie dodane wraz z kolejnym rozdziałem bo nie chciałabym ich na razie zdradzać ;p napiszcie w komentarzach co o nim sądzicie i jak myślicie jaką role odegra w życiu El? chciałabym znać wasze teorie ;D

Zmieniłam również hasztag na tt teraz jest to #GOLDff. Jeśli chcielibyście coś na temat mojego ff napisać ;) 

To chyba tyle więc do następnego ;*
Pattie x

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)

czytam = komentuję

Rozdział nie sprawdzony, przepraszam za ewentualne błędy!