27 października 2014

Rozdział 15

 (El)
Chłopak bez wahania podszedł i mnie przytulił. Przyznam szczerze, że brakowało mi go. Może i znamy się krótko, ale zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Silne ramiona chłopaka zamknęły mnie w tak szczelnym uścisku, że nikt ani nic nie zdołałoby go rozerwać. Wtuliłam głowę w jego ramię. Tak strasznie za nim tęskniłam. Odsunął mnie od siebie nadal trzymając ręce na moim ciele i spojrzał prosto w moje oczy w których pojawiły się łzy. Nie chciałam płakać, nie chciałam żeby się dowiedział, że po wyjeździe było mi ciężko bez niego, bez Emily. Dzięki Joshowi i reszcie zaczynałam powoli zapominać. Nagle zjawia się on i wszystko zaczyna wracać. Wspomnienia. Nowy Jork. Przyjaźń. Zdrada. Miłość. Nie mogę. Nie mogę tak po prostu się cieszyć z tego, że tu jest. Nie po to wyjechałam z domu. To nie może się tak skończyć. Wyswobodziłam się z jego uścisku i zaczęłam cofać do tyłu. Nie mogę tu zostać. Muszę wrócić do domu. Liam spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba nie takiej reakcji się spodziewał. To oczywiste, że on coś do mnie czuje. Nawet ja to widzę, niestety nie mogę dać mu w zamian tego czego on oczekuje. Zbyt wiele rzeczy się stało. Cała sprawa z Andy'm za bardzo na mnie wpłynęła. Nie potrafię zaufać żadnemu chłopakowi na tyle mocno żeby go tak blisko do siebie dopuścić.
-Eleanor o co.... - zaczął ale jego słowa przerwał dźwięk syreny policyjnej. Super jeszcze tego nam brakowało. W jednej chwili zapomniałam o Liam'ie, o przeszłości, o łzach, które już przestały napływać mi do oczu. Teraz liczyło się tylko to, jak się stąd wydostać i nie dać się złapać. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejkolwiek drogi ucieczki. Wtedy przy mnie pojawił się Luke. Jego przerażona mina mówiła, że nie ma pojęcia jak ma się przy mnie zachowywać. Czyli jednak to wszystko prawda. Zabił swoją siostrę. Młoda dziewczyna zginęła przez te idiotyczne wyścigi. Spojrzałam na niego i z rezygnacją pokręciłam głową.
-El ja...
-Chodź uciekamy stąd! - przerwał mu głos Liam'a który staną koło mojego boku. Luke spojrzał najpierw na mnie a później na chłopaka obok. Nienawiść jaką darzyli się nawzajem była, aż wyczuwalna przez osoby trzecie.
-Ona nigdzie z Tobą nie pójdzie - syknął przez zaciśnięte zęby Luke i przysunął się do mnie na co ja zareagowałam krokiem w tył. Nie chcę żeby się do mnie zbliżał. Okłamał mnie. Zabił swoja siostrę. Nigdy więcej w życiu nie wsiądę z nim na motor. Liam spojrzał na mnie pytająco, trochę się niecierpliwiąc bo policja była już coraz bliżej. Prawie wszyscy zdążyli już ociec. Wyciągnął rękę w moja stronę wyczekując mojej decyzji. Najchętniej nie wybrałabym żadnego z nich ale muszę się jakoś stąd wydostać. Spojrzałam na twarz Luka. Chłopak był na prawdę bardzo przerażony. Czym on się tak przejmuje? Zna mnie dosłownie od kilku dni.Posłałam mu przepraszające spojrzenie (chociaż w sumie nie wiem za co go przepraszam) i chwyciłam dłoń Liam'a. Ruszyłam za nim w nieznanym mi kierunku. W szybkim tempie znaleźliśmy się za jakimś budynkiem, za którym stał motor podobny do tego, którym przyjechaliśmy z Luke'm.
-Chyba sobie żartujesz - powiedziałam zauważając, że chłopak zaczyna wsiadać na pojazd. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Nie mamy wyboru. Tylko tak możemy się stąd wydostać i nie dać się złapać. Nic Ci się ze mną nie stanie. Obiecuje - patrzył mi prosto w oczy. Po chwili wahania wsiadłam na motor i objęłam go w pasie. Od razu zapalił silnik i ruszył z miejsca. Na dworze zrobiło się zimno. Liam gwałtownie przyspieszył bo na ulicę wyjechał jeden z radiowozów. Bez najmniejszego problemu wyminął samochód i uciekliśmy z miejsca wyścigów. Nie jechaliśmy długo. Liam zatrzymał się w jakiejś opuszczonej dzielnicy. Wszędzie panowała cisza. Zeskoczyłam z motoru i rozejrzałam się dookoła. Jasne, że mu ufam ale po co tu przyjechaliśmy? Spojrzałam niepewnie na chłopaka, który również zsiadł z pojazdu.
-Po co mnie tu przywiozłeś?
Liam spojrzał na mnie zaskoczony i po chwili zaczął się śmiać.
-Spokojnie przecież nic Ci nie zrobię. Trochę zaufania - powiedział przez śmiech i wyjął z kieszonki czarnych jeasnów paczkę papierosów. Dopiero teraz zauważyłam, że jest ubrany całkiem inaczej niż to zapamiętałam. I od kiedy on pali? - musieliśmy się gdzieś schować przed glinami. Z resztą nie wiem gdzie mieszkasz, z kim mieszkasz więc nie mogłem Cię odwieźć do domu.
Jego słowa sprawiły, że się rozluźniłam. Ufam mu. Westchnęłam i schowałam ręce do kieszeni bo zrobiło się strasznie zimno.
-A możemy już jechać? Jest mi zimno i nie mam zamiaru spędzić całej nocy na dworze.
Liam rzucił niedokończonego papierosa na ziemię i przydeptał go butem.
-Jasne spoko tylko podaj mi adres.
Tak jak poprosił, powiedziałam mu dokładny adres domu babci. Od razu wzięliśmy na motor i chłopak pojechał w wyznaczonym kierunku.
W domu nie paliły się żadne światła. To dziwne, że babci jeszcze nie ma. Powinna już dawno wrócić. Chłopak zatrzymał się i zgasił silnik. Stanęłam obok patrząc mu w oczy.
-No to dzięki za podwiezienie - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam - a ty gdzie mieszkasz?
Liam stanął bardzo blisko mnie.
-W sumie to nie wiem. Miałem się zatrzymać kilka dni u Zayn'a ale przez tą policję wszystko się skomplikowało - powiedział wzruszając ramionami. Chyba za bardzo się nie przejmuje tym, że nie ma gdzie mieszkać. Zupełnie go nie poznaję. Jest całkiem inny niż w Nowym Jorku.
-Możesz się zatrzymać u mnie. To znaczy u mojej babci. Na pewno nie będzie miała nic przeciwko - powiedziałam zanim pomyślałam. Super. Co ja wygaduje? Na prawdę chce żeby on u mnie spał? Ale to przecież nie mogę pozwolić na to, żeby spał nie wiadomo gdzie.
-Na prawdę? A gdzie będę spał? Z Tobą? - zapytał uśmiechając się szeroko. Spojrzałam na niego i popukałam się w czoło.
-Nawet sobie nie żartuj. Albo kanapa albo nic. Wybieraj.
Zrobił minę niewinnego szczeniaczka ale się zgodził. W sumie nie ma wyboru. Zaprowadził motor do ogrodu za domem i wrócił gdy otwierałam drzwi kluczem. Weszłam do środka zapalając światła a chłopak poszedł za mną. Nadal zaskakuje mnie fakt, że babci nie ma w domu. Weszłam do kuchni i zobaczyłam kartkę na stole. Była to ta sama kartka którą ja wcześniej zostawiłam tylko dopisana na niej była informacja od babci, że wyjeżdża na kilka dni do kuzynki która mieszka poza Londynem. Westchnęłam i odwróciłam się do chłopaka który stał oparty o drzwi prowadzące do kuchni i przyglądał się moim czynom.
-Wygląda na to, że zostaliśmy sami - powiedziałam i machnęłam kartką w jego stronę. Mina Liam'a mówiła dokładnie co mu chodzi po głowie. Wywróciłam oczami i postanowiłam zrobić jakąś kolację. Nie jestem dobra w gotowaniu bo raczej tego nie robię więc zdecydowałam się na zwykłe kanapki. Szybko się z nimi uwinęłam i postawiłam gotowy talerz razem z zawartością na stole. Do tego dwa kubki z gorącą herbatą. Chłopak przez cały czas nie ruszył się z miejsca tylko uważnie się przyglądał. Zaczęłam jeść pierwszą kanapkę patrząc na towarzysza. 
-Zamierzasz tak stać czy może jednak się do mnie przyłączysz? 
Liam bez słowa podszedł do stołu i usiadł po przeciwnej stronie. W ciszy zjedliśmy prawie wszystkie kanapki z talerza. Chłopak ani na moment nie spuścił ze mnie wzroku. Po wypiciu ostatniego łyka herbaty odstawiłam pusty kubek na stół i odchyliłam się do tyłu, opierając plecy na oparciu krzesła i spojrzałam na Liam'a. 
-Możesz mi powiedzieć czemu się tak na mnie patrzysz? 
Chłopak powtórzył mój ruch i uśmiechnął się do mnie. 
-Nadal nie mogę uwierzyć, że tu jesteś. 
-To samo mogę powiedzieć o Tobie. Skąd się tu wziąłeś? 
-Ja? Co Ty tu robisz?
Uniosłam brwi patrząc na niego. Serio?
-Pierwsza spytałam. 
Moje słowa sprawiły, że mogłam usłyszeć jego śmiech. Ten rzadki do usłyszenia dźwięk. Już chciał mi odpowiedzieć gdy przerwał mu dzwonek do drzwi. Kto to może być o tak późnej porze? Na pewno nie Josh ani Kate. Oni by najpierw zadzwonili albo napisali wiadomość. Spojrzałam w kierunku drzwi a później lekko zdenerwowana na chłopaka siedzącego na przeciwko. Chłopak chyba zrozumiał o co mi chodzi, bo wstał i bez słowa ruszył w stronę drzwi. Dla własnego bezpieczeństwa zostałam w kuchni. 

(Liam)
Po minie Eleanor domyśliłem się, że nie spodziewała się żadnych gości i dzwonek do drzwi o tak później porze jest dla niej zaskoczeniem. Dlatego jak przystało na prawdziwego faceta wstałem i poszedłem zobaczyć kto do cholery przerwa nam rozmowę. Otworzyłem drzwi i mnie zamurowało. 
-Co do cholery...
Za drzwiami stał Luke. Co on tu do cholery robi? Jeszcze mu mało? Nie może zrozumieć tego, że El nie chce go widzieć? 
-Co Ty kurwa robisz w jej domu? - jako pierwszy odezwał się intruz. Spojrzałem na niego jak na idiotę którym z resztą jest. 
-Jakiś problem palancie? Nie muszę Ci się tłumaczyć co, gdzie i z kim robię. Ona z resztą też nie. 
Pewność siebie. To właśnie czuję w tym momencie. Chłopak jest na przegranej pozycji. To ja jestem po właściwej stronie drzwi. Nie pozwolę na to żeby ktoś taki jak on zbliżył się do dziewczyny na której mi zależy. Już jedną przez niego straciłem. Straciłem dziewczynę przez chłopaka którego uważałem za swojego przyjaciela. 
-Odpierdol się od niej. Nie zasługujesz na kogoś takiego jak ona. Ty nie zasługujesz na nikogo. Jesteś jebanym chujem bez uczuć i rozumu. 
Nie wytrzymałem. Z całej siły popchnąłem chłopaka tak, że wylądował plecami na chodniku. Skrzywił się pod siłą uderzenia. Bolało. I bardzo dobrze. To i tak za mało jak na takiego chuja. Powinienem mu tak obić mordę, że go rodzona matka nie pozna. Powstrzymuje mnie jedynie fakt, że jestem u El w domu a ona nie wie jeszcze jaki byłem i jaki poniekąd nadal jestem. Ten Liam, którego poznała w Nowym Jorku to najłagodniejsza wersja Liam'a, która w Londynie nie występuje. Luke i trudem podniósł się z ziemi i stanął naprzeciwko mnie. Jestem od niego wyższy co daje mi kolejny powód do przewagi. Podszedłem do niego krok bliżej. Chłopak ledwie trzymał się na nogach. Uśmiechnąłem się złowrogo. Chciałem mu chociaż raz przywalić, tak porządnie. Złapałem go jedną ręką za koszulkę, drugą wymierzyłem cios kiedy z domu wyszła El. 

(El)
Nie mam pojęcia kto to może być o tej porze. Mam nadzieję, że z Liam'em wszystko w porządku. Z początku słyszałam zarysy rozmowy, niestety nie mogłam rozpoznać głosu gościa. Później wszystko ucichło. Sądziłam, że Liam pozbył się "intruza" i za raz do mnie wróci ale tak się nie stało. Zaniepokojona ruszyłam w stronę drzwi. To co zobaczyłam mną wstrząsnęło. 
-Liam? Co się tu dzieje? 
Chłopak gwałtownie odsunął się od "gościa" którym okazał się Luke. Jego twarz wyrażała tylko jedno uczucie - ból. Spojrzałam raz na jednego, raz na drugiego chłopaka. Liam puścił Luka i przysunął się w moją stronę. Ten drugi ledwie stał na nogach. Posłałam mu zmartwione spojrzenie ale jego wzrok nie chciał się spotkać z moim. Poczułam ukłucie w sercu. Nie chcę żeby był na mnie zły za coś czego nie zrobiłam. To ja powinnam być zła na niego za to że mnie okłamał i to w nie błahej sprawie. W sumie nie znam szczegółów. Ale na pewno chcę poznać. 
-El wracajmy do domu - usłyszałam głos Liam'a, który złapał mnie za rękę i delikatnie pociągnął w stronę drzwi. Nie odrywałam wzroku od Luka, który w końcu na mnie spojrzał. 
-Luke... - zaczęłam. Na dźwięk swojego imienia wypowiedzianego przeze mnie chłopak się skrzywił. Miałam wrażenie, że czuje do mnie niechęć, odrazę. W oczach pojawiły mi się łzy. Pokręcił głową dając mi do zrozumienia, że mam nic więcej nie mówić. 
-Daj spokój El. Nie powinienem tu przychodzić. Jak widać ma się kto Tobą zająć - po tych słowach odwrócił się i kuśtykając odszedł. Ze łzami już spływającymi po policzkach stałam wpatrując się w sylwetkę chłopaka znikającą w ciemności. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. Jestem cholernie rozdarta. Tyle pytań narzuca mi się w głowie. Tyle spraw. Przyjazd Liam'a. Jego dawna znajomość z Luke'm. Śmierć siostry Luka. Odwróciłam się i bez słowa weszłam do domu. Z tego wszystkiego nawet nie odczułam zimna panującego na dworze. Dopiero po powrocie do pomieszczenia zdałam sobie sprawę, że zmarzłam. Liam wszedł za raz za mną i pozamykał zamki w drzwiach. Nie miałam już siły stać na nogach. Usiadłam na schodach i ukryłam twarz w dłoniach. Przyjechałam tu, żeby odpocząć, uciec od problemów. Ale od nich nie da się uciec. Pozbędziesz się starych pojawiają się nowe. 
Liam kucnął przede mną i zabrał moje dłonie z twarzy. Spojrzałam na niego niewyraźnym wzrokiem. Wszystko przez łzy, które po chwili chłopak zaczął ocierać z mojej twarzy. Przechyliłam głowę i zaczęłam się w niego wpatrywać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że są z Lukiem do siebie podobni a tak na prawdę całkiem inni. Chociaż słabo znam jednego i a drugiego jeszcze gorzej to mogę to stwierdzić. Złapałam go za rękę którą trzymał na moim policzku i odsunęłam ją od swojej twarzy. Musze się pozbierać. Muszę być silna. Nie mogę się załamywać po takich rzeczach. 
-Emm... - zaczęłam wstając ze schodka. Chłopak poszedł w moje ślady przyglądając mi się lekko zaskoczony - tak na prawdę z tą kanapą to żartowałam. Chodź pokażę Ci pokój dla gości - dodałam idąc po schodach ba górę. Nawet nie odwróciłam się sprawdzić czy idzie. I tak wiem, że jest tuż za mną. Słysze jego oddech. Zaprowadziłam chłopaka do pokoju gościnnego i zapaliłam światło. Było tam tylko łóżko, stolik koło niego i niewielka szafa. Cały utrzymany w szarych kolorach. Widać nie tylko w moim pokoju babcia zrobiła remont i powymieniała meble. 
-Za raz przyniosę Ci pościel - powiedziałam i zostawiłam go samego. Z szafy w garderobie wyjęłam czystą pościel przeznaczona właśnie na takie okazje i zaniosłam do pokoju. Liam siedział na łóżku wpatrując się w ścianę. Przyniesione rzeczy położyłam obok niego. Nawet na mnie nie spojrzał. Cóż... Ałć. 
-Po drugiej stronie korytarza jest łazienka z której możesz skorzystać. Znajdziesz tam też czyste ręczniki - po tych słowach wyszłam i udałam się do swojego pokoju. Po zamknięciu drzwi rzuciłam się na łóżko. Przez chwilę wpatrywałam się w sufit. W końcu zdecydowałam się, że wezmę prysznic i pójdę spać. Muszę w końcu odpocząć. 
Po długim gorącym prysznicu ubrałam się w wygodną piżamę (link) i wróciłam do swojego pokoju. Wzięłam telefon z szafki i sprawdziłam wiadomości. Te od rodziców pominęłam. Odczytam i odpiszę rano. Przejrzałam pozostałe. 
Od Josh: Wszystko w porządku?
Od Josh: Gdzie zniknęłaś?
Od Josh: Od kiedy znasz Liam'a???? 
Od Kate: Wszystko okej? Gdzie jesteś?
Od Josh: Dlaczego mnie ignorujesz?
Od Josh: Obrażam się....
Od Josh: Dobra wiesz, że nie ale odezwij się bo się martwię...
Uśmiechnęłam się do ekranu. Cały Josh. Nawet głupim sms'em potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. 
El: Wszystko okej. Jestem w domu. Z Liam'em to dłuższa sprawa. 
Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź. Jak on tak szybko odpisuje? Siedział wpatrując się ciągle w telefon czy co? 
Od Josh: Sama jesteś? Przyjechać? 
El: Jest w porządku nie musisz. Dobranoc <3
Od Josh: Dobranoc ;*
Długo trzymałam telefon w rękach zastanawiając się czy napisać czy nie. Nie byłam już zła na nikogo. Po prostu nie chciałam żeby ktoś przeze mnie cierpiał. Wiele razy pisałam, usuwałam i znowu pisałam wiadomość. W końcu zdecydowałam się ją wysłać. 
El: Wszystko w porządku?
Długo nie otrzymywałam odpowiedzi. Kiedy w końcu zwątpiłam, że w końcu ją dostanę telefon zawibrował w mojej dłoni. 
Od Luke: OK
No to się wysilił. Na prawdę... 
El: Nie traktuj mnie tak. Ja na prawdę nie chciałam źle. To wszystko mnie po prostu zaskoczyło.
Od Luke: Pogadamy innym razem. SAMI
Uśmiechnęłam się do ekranu. To oznacza, że nie jest zły i chce się spotkać. Po przeczytaniu tej wiadomości uspokoiłam się trochę. Teraz mogę spać spokojnie. Przynajmniej jeden problem jakby rozwiązany. Gdy chciałam odłożyć telefon na szafkę jego dźwięk oznajmił przyjście kolejnej wiadomości. Spojrzałam na niego zaskoczona. 
Od Liam: Mogę do Ciebie przyjść? Nie lubię sam spać...
Wywróciłam oczami. Czy on nie da sobie spokoju. Mogę w sumie udawać, że śpię i nie odczytałam wiadomości. Ale w tym przypadku, kiedy chłopak jest za ścianą, nie wiem czy to ma sens. Nie wiem co ja wyprawiam. To zupełnie do mnie nie podobne. Zadaję się ze śmiertelnymi wrogami. Lubie jednego i drugiego. Obydwaj zdają się lubić mnie. Gorzej nie mogłam trafić. 
El: Ok ale nie rozmawiajmy o niczym 
Nie otrzymałam już odpowiedzi. Po chwili drzwi do mojego pokoju lekko się uchyliły. Chłopak powoli podszedł do mojego łóżka i położył się z wolnej strony. Tak jak go prosiłam nie odezwał się ani słowem. Uśmiechnęłam się pod nosem i bez zastanowienia przytuliłam do niego kładąc głowę na jego klatce. Chłopak objął mnie ramieniem wyraźnie się rozluźniając. Zasnęłam wtulona w ciepłe ciało chłopaka.  

                                                 

Witam :D

Mam dla was taką małą playlistę piosenek przy których powstawał rozdział (nie wszystkie ale wybrane):
wystarczy nacisnąć niżej na określony fragment rozdziału i pojawi się piosenka przy jakiej powstał xD 

Rozdział "wymęczony" i osobiście nie jestem w 100% zadowolona ale mam nadzieję,
 że wam chociaż trochę się spodoba ;) 

Nie dzieje się za wiele ale w następnych postaram się nadrobić ;D

20 komentarzy = nowy rozdział w poniedziałek

czytam = komentuję 
Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)


Pattie x

19 października 2014

Rozdział 14

(Liam) Nowy Jork
Dlaczego ja zawsze tracę osoby na których mi zależy? Najpierw mama, później Lucy a teraz Eleanor. To jakiś cholerny pech? Ile jeszcze osób stracę? Wszystkich? Kim do cholery jest chłopak, który odebrał jej telefon? Myślałem, że nas coś łączy. Okazuje się, że jednak ma kogoś innego. Nawet tego popierdoleńca Andy'ego okłamywała, bo tak szybko by sobie nikogo nie znalazła. Czemu ja kurwa tak szybko dałem się jej omotać? Ale co mam poradzić na to, że tak bardzo mi na niej zależy?
Cały dzień spędziłem w swoim domu. Miałem mieć spotkania w firmie ojca ale wszystko odwołałem. Nie mam teraz głowy na prowadzenie jakichkolwiek interesów. Nie wiem czy w ogóle będę się do tego nadawał. Usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem z łóżka i podszedłem, żeby je otworzyć.
-Pani Brown mówiła, że obiad już gotowy.
Spojrzałem na moją siostrę, która stała po drugiej stronie drzwi. Chyba już tylko ona mi została. Na ojca nie zawsze mogę liczyć a na nią tak.
-Powiedz jej, że nie jestem głodny - odpowiedziałem i chciałem zamknąć drzwi ale przytrzymała je ręką.
-Liam...
-Co?
-Chodzi o tą dziewczynę co u nas była?
Co? Skąd ona wie? Chociaż w sumie to moja siostra, ona wie wszystko.
-Nie chce o tym rozmawiać.
Tym razem udało mi się zamknąć drzwi. Usłyszałem tylko jej głośne westchnienie. Wróciłem z powrotem do leżenia na łóżku. Bo w sumie nie mam na nic innego ochoty. Chociaż w sumie jest rzecz którą mógłbym zrobić żeby tak o niej nie myśleć. Wyjąłem telefon z kieszonki i wybrałem numer którego miałem nigdy więcej nie używać. Po kilku sygnałach odezwał się właściciel numeru.
-Halo?
-Siema Zayn.
-Liam?
-A spodziewałeś się kogoś innego?
-Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś się odezwiesz.
-Sytuacja się trochę zmieniła.
-Wracasz do nas?
-Właśnie dzwonie w tej sprawie. Będzie dla mnie tam jakieś miejsce?
-Dla Ciebie zawsze. Byłeś naszym najlepszym zawodnikiem.
-To widzimy się za dwa dni.
Po tych słowach się rozłączyłem. Mam nadzieje, że nie będę żałował tej decyzji. No i jeszcze jeden problem. Niby jestem dorosły ale aż boję się pomyśleć co powie mój tata na wieść, że wracam do Londynu.

(Eleanor) Londyn
Luke i ja staliśmy jak zamurowani. Zupełnie się nie spodziewałam ich tu zobaczyć. Mogłam się domyślić. Państwo Bennett. Przecież ja ich znam. Przez ostatnie trzy lata mój tata z ojcem Luka prowadzili jakieś interesy, które i tak upadły ale nie ponieśli żadnych strat wiec się tym nie przejęli. Kobieta jak tylko nas zauważyła zatrzymała się w pół kroku i posłała chłopakowi pytające spojrzenie. Nie byli zdenerwowani ani zaskoczeni wiec to chyba nie była pierwsza taka sytuacja chociaż po minie Luka spodziewałam się bardziej, że boi się reakcji rodziców. To trochę dziwne. Nie spodziewałam się, że Luke może się bać rodziców.
-Luke nie stój tak na środku i to w dodatku bez koszulki.
Chłopaka jakby ktoś polał wodą. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów unikając wzroku swojego ojca. Domyśliłam się od razu, że to o niego chodzi a nie o mamę. Zaprowadził mnie do swojego pokoju i zamknął za nami drzwi.
-Wszystko w porządku? - zapytałam kładąc mu rękę na ramię.
-Tak. Po prostu mój tata....
-Wiem - przerwałam mu - znam twojego tatę i wiem jaki jest stanowczy. 
-Co? Skąd znasz mojego tatę?
Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony i odsunął się o krok do tyłu. 
-Prowadził z moim tata jakieś interesy w Kanadzie i często z twoją mamą u nas byli stąd ich znam.
Luke zmarszczył czoło wyraźnie się nad czymś zastanawiając i po chwili cały się rozluźnił. Chyba dotarło do niego, że mówię prawdę. Swoja drogą nawet nie chcę wiedzieć o czym pomyślał. Nic nie odpowiedział tylko poszedł i położył się na swoim łóżku chowając twarz w dłoniach. Ja nadal stałam przy drzwiach. 
-To... ja może już pójdę do siebie.
Luke gwałtownie usiadł i spojrzał na mnie przeszywającym spojrzeniem nic nie mówiąc. 
-No co? - zapytałam już lekko rozdrażniona. 
-Nic - odpowiedział z lekkością - spotkamy się później? 
Ugh... coś czułam, że tak będzie. Nie to, że go nie lubię. Jak się go bliżej pozna to nie jest taki zły ale tak częste spotkania? To chyba nie jest dobry pomysł. 
-Luke nie sądzę żeby...
-Nie przyjmuje odmowy - przerwał mi podchodząc do mnie. - chcę Ci coś pokazać. 
Cofnęłam się o krok lekko zaniepokojona. Chłopak to zauważył i zaczął się śmiać. 
-Spokojnie to nie randka. Jeśli Cię to pocieszy twoi znajomi tez tam będą. 
-No dobra. Ale teraz już na prawdę muszę iść do domu. 
Chłopak kiwnął głową i pocałował mnie w czoło. Przewróciłam oczami i poszłam do jego łazienki zabrać swoje rzeczy.W ciszy zeszliśmy po schodach. Nigdzie nie było widać jego rodziców. W sumie dobrze bo nie miałam ochoty na rozmowę z panem Bennett'em. Luke odprowadził mnie pod same drzwi domu mojej babci. Wygrzebałam z malutkiej torebki i otworzyłam zamki. Weszłam do środka zostawiając chłopaka na zewnątrz. 
-Ubrania oddam Ci jutro. Oczywiście wyprane. 
Luke uśmiechnął się pod nosem. Co go tak bawi? 
-Nie musisz. Na Tobie i tak wyglądają lepiej - puścił mi oczko i odszedł. Stałam na progu z durnym uśmieszkiem na twarzy. Słowo daję już kiedyś ktoś mi to powiedział tylko nie wiem kto. 

***

Za raz po moim wejściu do domu zadzwonił do mnie Josh żeby mnie namówić na wyjście z nimi wieczorem. Na wieść, że Luke już mi o tym powiedział i ja się zgodziłam pójść mój przyjaciel prawie wyskoczył z telefonu.
Po długim gorącym prysznicu owinęłam się w ręcznik i wróciłam do swojego pokoju zastanawiając się w co się ubrać. Nie mam pojęcia w jakim charakterze ma być to spotkanie i co mam na siebie włożyć. Stanęłam przed szafą przeglądając moją jak na razie skromną garderobę, kiedy dźwięk telefonu oznajmił mi, że otrzymałam wiadomość.
Od nieznany: Załóż coś czarnego ;)
El: Luke?
Od nieznany: Tak?
El: Nic takiego ;)
Od nieznany: Widzimy się za godzinę :*
Przewróciłam oczami i zapisałam sobie jego numer. Musiałam się upewnić, że to on stąd to moje "pytanie". Mam założyć coś czarnego. Świetnie... Przecież ja nie chodzę w ciemnych rzeczach. Z  powrotem podeszłam do szafy przeglądając jej zawartość. Wtedy znalazłam moje jedyne długie jeansy, na które namówiła mnie Kate na ostatnich zakupach twierdząc, że na pewno mi się przydadzą. Miała rację. Do nich założyłam siwą bluzę a na wierzch nowo kupioną parkę.(link) Może i jest czerwiec ale wieczory w Londynie, zwłaszcza w deszczowe dni są chłodne. Rozczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Gdy wróciłam do pokoju, żeby zabrać telefon usłyszałam dzwonek do drzwi. Zabrałam z biurka wcześniej napisaną kartkę dla babci z wiadomością, że wyszłam ze znajomymi i zbiegłam na dół. Wiadomość zostawiłam w kuchni na stole i poszłam otworzyć drzwi, za którymi stał szeroko uśmiechnięty Luke. Przewróciłam oczami. Jego entuzjazm momentami zaczyna mnie przerażać.
-Cześć - przywitałam się jednocześnie zamykając drzwi na klucz.
-Cześć - powiedział chłopak i usiłował pocałować mnie w policzek ale odsunęłam się od niego dając mu do zrozumienia, że trochę przegina. Spojrzał na mnie zaskoczony ale nie skomentował tego w żaden sposób. Spojrzałam na podjazd na którym wcześniej stał samochód Josh'a. Teraz jego miejsce zajmował duży, czarny motor. Spojrzałam na Luka zaskoczona.
-Nie mów, że jedziemy tym - powiedziałam wskazując na maszynę. Chłopak wyszczerzył się w uśmiechu.
-Właśnie tak - odpowiedział i pociągnął mnie w jego stronę. Cieszył się z tego jak małe dziecko z nowej zabawki znalezionej pod choinką. Puścił moja rękę i usiadł na motorze.
-Wsiadaj - powiedział uśmiechając się do mnie. Odsunęłam się krok do tyłu.
-Jesteś pewny, że to bezpieczne? Nie masz żadnego kasku?
-Nie będzie Ci potrzebny. Przecież się nie zabijesz.
-Ktoś kiedyś zginął jadąc z Tobą? - zapytałam patrząc na niego podejrzliwie. Uśmiech znikł z twarzy chłopaka.
-Po prostu wsiądź na ten cholerny motor! - krzyknął. Tak krzyknął. Zupełnie się tego po nim nie spodziewałam. Jego nastrój w ciągu sekundy skrajnie się zmienił. Spuściłam głowę i posłusznie usiadłam za nim obejmując do w pasie.
-Przepraszam - powiedział po chwili, oddychając głęboko. Próbował się uspokoić. Nie sądziłam, że tak szybko się denerwuje. Muszę pamiętać, żeby trzymać przy nim język za zębami i nie zadawać idiotycznych pytań bo może się to różnie skończyć.
-Po prostu jedź - nie mogłam mu powiedzieć, że nic się nie stało bo się stało. Nie życzę sobie żeby tak się do mnie odzywał nawet jeśli moje słowa go zdenerwowały. Luke już nic nie powiedział. Odpalił motor i pojechaliśmy w "tajemnicze" (przynajmniej dla mnie) miejsce. Na dworze zapadał już zmierzch. Ciekawe gdzie mnie zabiera i co będziemy robić. Po chwili szybkiej jazdy motor zaczynał zwalniać. Zaczęłam rozglądać się po miejscu w które przyjechaliśmy. Było tu sporo ludzi. Większość z nich również przyjechała takim samym środkiem transportu jak my.
-Co to? Jakiś zjazd motocyklistów? - zapytałam ze śmiechem w głosie zeskakując na ziemię. W sumie sama jazda była całkiem przyjemna pomimo takiej szybkiej prędkości.
-Coś o wiele lepszego - odpowiedział chłopak prowadząc motor w stronę moich przyjaciół, których dopiero zauważyłam. Grupka z początku nas nie zauważyła. Prowadzili między sobą jakąś nerwową dyskusję. Brakowało wśród nich Josh'a. Gdy tylko do nich podeszliśmy wszyscy ucichli patrząc to na mnie to na Luka.
-Ktoś mi powie o co tu chodzi? - pierwszy odezwał się chłopak. Zostawiłam go samego i szybkim krokiem podeszłam do Kate. Dziwnie czuję się w tym miejscu. Co tu się w ogóle dzieje? Nikt nie odpowiedział na jego pytanie, wszyscy spojrzeli na mnie.
-Kate oprowadź El i powiedz jej o co tu chodzi a my pogadamy z Lukiem - powiedział Tom. Kate skinęła do niego głową i odciągnęła mnie za rękę od reszty. Usłyszałam tylko z daleka krzyk Luka. Powiedział "jak to kurwa wrócił" czy coś w tym stylu nie jestem do końca pewna. Gdy już byłyśmy poza zasięgiem wzroku innych wyrwałam swoją rękę z uścisku przyjaciółki i stanęłam z założonymi rękami.
-Kate możesz mi wyjaśnić o co tu chodzi?
Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie ale odpowiedziała na moje pytanie.
-Tu są organizowane wyścigi motorowe. Nielegalne wyścigi - powiedziała powoli oczekując mojej reakcji. Zaniemówiłam. Czy oni sobie żartują? Wciągają mnie w takie gówno? To są przyjaciele?
-Chyba sobie żartujesz - odpowiedziałam lekko zdenerwowana. Jak oni mogli, jak Luke mógł mnie tu przywieźć nie pytając wcześniej o moje zdanie na ten temat. I to jest to jego "coś lepszego"? Już sto razy bardziej bym wolała żeby przywiózł mnie na cholernie nudny zjazd motocyklistów niż na pieprzone nielegalne wyścigi. Od kiedy Kate i reszta się tym interesuje?
-El no daj spokój przecież to nic takiego - Kate uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Nic takiego? Kate! Na takich wyścigach ginął ludzie! Nastolatki? To według Ciebie jest nic takiego? Nie powiesz mi chyba, że tutaj nikt nigdy nie zginął?
Co ona sobie myślała? Że będę skakała z radość, że tu jestem? Chyba zwariowała? Co się z nimi wszystkim stało przez te lata? Kate unikała mojego wzroku. To oczywiste, że ktoś tu kiedyś zginął. I to na pewno nie jedna osoba. 
-Jak mogliście! Dlaczego nie zapytaliście co ja o tym myś....
-El skarbie co się tak denerwujesz? - przerwał mi Josh. W końcu raczył się tu pojawić. Jest dla mnie najbliższą osobą z nich wszystkich. To z nim się najlepiej dogadywałam i z nim najdłużej utrzymywałam kontakt po moim wyjeździe. Stanął za mną i objął mnie ramionami. Przy nim od razu poczułam się lepiej i lekko uspokoiłam. Podszedł do nas z jakimś chłopakiem który stanął koło Kate. Widać, że się znają. 
-El to jest Zayn, nasz kumpel który zajmuje się motorami. Zayn to El nasza przyjaciółka z dzieciństwa. 
Chłopak podał mi rękę, którą uścisnęłam uśmiechając się lekko do niego. To, że Kate mnie zdenerwowała nie oznacza, że będę niemiła dla innych. Zza moich pleców zaczęły dobiegać nas jakieś hałasy. Odwróciłam się do źródła dźwięku. 
-Co tam się dzieje? - zapytała Kate również przyglądając się grupce ludzi która zebrała się jakieś 10 metrów od nas. 
-Spotkanie po latach. Luke kontra Liam - odpowiedział z uśmiechem Zayn.
-Luke i kto? - powiedzieli w tym samym czasie Josh i Kate. Imię drugiego chłopaka przykuło moja uwagę. Ale to nie możliwe. Jestem po prostu przewrażliwiona. To po prostu przypadek. To samo imię. To wszystko. 
-Luke i Liam - tłumaczył dalej Zayn - kiedyś byli przyjaciółmi. Najlepszymi przyjaciółmi. Brali razem udział w wyścigach. Liam był najlepszy, Luke szedł w jego ślady. Podczas jednego wyścigu Luke miał wypadek w którym zginęła jego siostra, która była też dziewczyną Liam'a. Chłopak ją bardzo kochał. Obwinił o wszystko Luka i tak się zakończyła ich przyjaźń. Ojciec Liam'a go zabrał i gdzieś wyjechali nikt nie wie gdzie a teraz Liam wrócił. 
Nogi ugięły mi się w kolanach. Siostra. Jego siostra, ta śliczna rudowłosa dziewczynka ze zdjęcia zginęła przez niego. Przez te cholerne wyścigi. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby pozwolić swojej siostrze na udział w tym wszystkim? Kim trzeba być żeby sprawić, że twoja siostra przez Ciebie zginie. Wyrwałam się z uścisku Josh'a i podbiegłam do Luka, którego zauważyłam w grupce ludzi. 
-Co Ty sobie myślałeś jak mnie tu zabierałeś?! Myślałeś, że się nie dowiem, że zabiłeś własną siostrę?! Jak w ogóle mogłeś mnie tu zabrać?! -wykrzyczałam mu prosto w twarz. Ludzie którzy stali obok zaczęli się odsuwać na boki. Luke spojrzał na mnie zaskoczony ale i przerażony. 
-El ale kto Ci to....
-Eleanor? Co Ty tu robisz? - usłyszałam głos za swoimi plecami. Znam ten głos. Odwróciłam się do jego źródła. Zatkało mnie. Przeczuwałam to ale nadal nie mogę w to uwierzyć.
-Liam? 


                                      

Siemka ;D

Ponieważ w tamten poniedziałek nie było rozdziału to ten jest dzisiaj :D 
Dodaję go też dzisiaj dlatego, że jutro mogę za bardzo nie mieć czasu a nie chcę się znowu spóźniać ;p

Mam nadzieję, że się spodoba <3 

Nie wiem co mam więcej napisać chyba to tyle ;p

Limit nadal ten sam ;)

20 komentarzy = nowy rozdział w poniedziałek
czytam = komentuję 
Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)


Pattie x

7 października 2014

Rozdział 13

To nie może być on. W najgorszym koszmarze bym się nie spodziewała, że moim nowym sąsiadem będzie on. Luke Bennett. Chłopak którego poznałam w samolocie. Stał oparty o blat z czerwonym kubkiem w dłoni i wpatrywał się we mnie z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam najpierw na niego później na Eddie'go i Tom'a. Oni go lubią? Takiego lizusa i zaopatrzonego w siebie porywacza?
-Nie przywitasz się? - usłyszałam głos, którego nie chciałam już nigdy więcej usłyszeć. Przewróciłam oczami i udałam, że nie słyszałam co powiedział z powodu głośnej muzyki.
-To wy się znacie? - zapytał zaskoczony Josh i przywitał się z organizatorem podając mu rękę. Stałam z założonymi rękami. Nie mam zamiaru skomentować nawet słowem tego czy go znam czy nie i jak do tego doszło, że się znamy. Wolałabym zapomnieć dzień w którym go poznałam. Niby nie jest taki zły ale przyjaciół to z nas na pewno nie będzie.
-Można tak powiedzieć - odpowiedział Luke i puścił mi oczko. Odwróciłam się i wyszłam z kuchni. Wolałabym umrzeć niż spędzić wieczór w jego towarzystwie jeszcze z własnej woli. W domu było już dużo ludzi. Oczywiście nie znałam tu nikogo oprócz szóstki moich przyjaciół z dzieciństwa i tego narcystycznego chłopaka który okazał się moim nowym sąsiadem. Jednak nie przeszkadza mi to bo wychowując się w tak wielkim mieście jak Nowy Jork człowiek jest do tego przyzwyczajony. Weszłam do salonu i ze stołu wzięłam jeden z kilkudziesięciu czerwonych kubków wypełnionych różnymi płynami z procentami. Upiłam łyk napoju który nie był ani piwem ani wódką. Nie mam w zwyczaju pić wiec nie znam się na alkoholach. Ale kiedy już pije nie robi mi to różnicy co pije. Ważne żeby działało. Usiadłam na jednej z dwóch sof które akurat wyjątkowo były puste. Głośna muzyka bębniłam mi w uszach. Nie przepadam za tego typu imprezami chociaż w domu sama takie organizowałam. Ale kiedy się zna wszystkich gość i jest się u siebie to całkiem co innego. Opróżniłam zawartość kubka i przyniosłam sobie trzy kolejne. W głowie już zaczynało mi szumieć ale nie przyjmowałam się tym. W końcu jestem tu po to żeby się zabawić. Po wypiciu ostatniego z przygotowanych przez siebie kubków z napojem oparłam głowę o oparcie i zamknęłam oczy. Może rzeczywiście trochę przesadziłam. Mój organizm nie jest przyzwyczajony do nadmiaru alkoholu.
-Wszystko w porządku słoneczko?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Luka uśmiechającego się do mnie. Przewróciłam oczami i nie odpowiedziałam. Chłopak przysunął się bliżej do mnie i owinął rękę wokół moich ramion.
-No przestań. Przecież będziemy teraz koło siebie mieszkać nie możemy się unikać i udawać, że się nie znamy - powiedział Luke pocierając palcem mój policzek. Zignorowałam to ale postanowiłam jednak mu odpowiedzieć.
-Niby czemu? Nie będziemy się spotkać, ze sobą rozmawiać jedno nie będzie wchodziło w drogę drugiemu. Może się udać.
Chłopak zaczął się śmiać i wciągnął mnie na swoje kolana. Chciałam szybko wstać i odejść ale nadmierna ilość alkoholu w moim organizmie sprawiła, że zachwiałam się i z piskiem wylądowałam z powrotem na kolanach Luka. Chwilę planowała cisza którą przeszły głośny śmiech chłopaka. Dołączyłam do niego no bo co innego mogłam zrobić. Dołączyli do nasz Josh, Eddie i Kate. Josh usiadł obok Luka i pociągnął mnie tak, że teraz siedziałam na jego kolanach. Jestem mu za to bardzo wdzięczna bo szczerze mówiąc czułam się trochę niezręcznie. Przycisnęłam plecy do jego klatki piersiowej a on objął mnie rękami. W głowie przestało mi szumieć ale nadal byłam lekko wstawiona z resztą tak samo jak inni. Luke spojrzał na nas dwuznacznie poruszając brwiami. Palant.
-To wy się w końcu znacie czy nie? - zapytał Tom wskazując na mnie i na idiotę obok.
-Tak
-Nie
Powiedzieliśmy jednocześnie. Łatwo się domyślić co o tym myślę ja. Wszyscy spojrzeli na nas jak na debili. Co do chłopaka to się zgadza ale ja debilką nie jestem.
-Tak jakby - dodałam starając się jakoś to wyjaśnić. Po chwili i po kilku kieliszkach wódki nikogo już nie obchodziło czy się znamy czy nie. Cała nasza ósemka zajęła dwie sofy. Nikomu nie chciało się tańczyć. Każdy z chłopaków co chwila donosił jakaś butelkę z alkoholem. Z każdym łykiem byłam coraz bardziej pijana ale coraz pewniej się czułam. Josh nie puszczał mnie ze swojego uścisku. Czułam się dobrze. Byłam wśród przyjaciół, z dala od problemów. Kate poprosiła Luka żeby zrobił nam zdjęcie. Stwierdziła, że tak cudowny wieczór musi zostać uwieczniony na zdjęciu. Oczywiście później dodała je na Instagrama. W jej przypadku nie ma innej opcji.
Siedzieliśmy gadając i śmiejąc się oraz pijąc, aż dom został prawie pusty. Zostaliśmy tylko my i kilku małolatów, których Luke wygonił mówiąc, że impreza skończona.
-Co wy na to, żeby zagrać w prawda czy wyzwanie? - usłyszałam swój głos zanim zdążyłam pomyśleć. Co ja wyprawiam? Chociaż w sumie co się może stać? To zwykła gra. Tak więc wylądowaliśmy na środku salonu z butelką po winie. Usiedliśmy w kole pierwszy kręcił Eddie. Trafiło na Josh'a.
-Prawda czy wyzwanie?
To przecież logiczne co on wybierze po co go w ogóle o to pytać?
-Wyzwanie
Przewróciłam oczami. Eddie zastanowił się chwilę w końcu uśmiechnął się szeroko.
-Pocałuj Luka.
Co? Jesu Eddie serio? Skrzywiłam się. Nie mam nic do gejów czy całujących się chłopaków ale widok twojego przyjaciela całującego tego debila jest dziwny. Chłopaki bez jakiegokolwiek sprzeciwu zbliżyli się do siebie i pocałowali. Po powrocie na miejsca zauważyłam, że Josh lekko się zarumienił. Spojrzałam na niego pytająco. Chłopak tylko wzruszył ramionami i zakręcił butelką. Tym razem wypadło na Kate. Dziewczyna wybrała prawdę i odpowiedziała na osobiste pytanie zadane przez Josh'a. Po Kate butelka zatrzymała się na Luku.
-Pocałuj El!
Chwila co? Nie ona chyba sobie żartuje! Nie mam zamiaru się z nim całować!
Chłopak spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko. Podszedł do mnie i usiadł na przeciwko. Nasze kolana się stykały. Popatrzył na mnie jakby czekał na pozwolenie. Westchnęłam głośno. Miejmy to już za sobą. Położyłam mu dłoń na karku i nachylajac się złączyłam nasze usta. Z początku wydawał się zaskoczony ale po chwili oddał pocałunek. Odsunęłam się od niego zupełnie nie wzruszona tym co się stało. Mogłabym równie dobrze całować psa. Efekt byłby taki sam. Chłopak spojrzał na mnie z tym swoim błyskiem w oku. Czy on myśli, że ten pocałunek coś między nami zmieni? Niedoczekanie moje. Butelka zakręciła się jeszcze kilka razy. Oparłam głowę a ramię Tom'a. Oczy same mi się zamknęły.

***

Gorąco. Jest mi tak strasznie gorąco. Do kiedy w Londynie jest tak gorąco? Nawet w Nowym Jorku nigdy rano nie było tak gorąco. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Chwila... to nie jest mój pokój. Chciałam wstać niestety okazało się to nie możliwe. Ręka chłopaka, który leży koło mnie jest przerzucona przez mój brzuch a noga splatana z moimi. Westchnęłam poirytowana. To już wiem czemu mi tak gorąco. Przecież to jest żywy, ludzki grzejniki.
-Josh, Josh posuń się - powiedziałam popychając jego ramię. Chłopak poruszył się i odwrócił głowę w moją stronę. Zatkało mnie.
-Luke?! Zwariowałeś? Co Ty robisz? - jak poparzona wyplątałam się z jego uścisku i wyskoczyłam z łóżka. Chłopak zaśmiał się i wyciągnął na łóżku przecierając oczy.
-No co? Nie udawaj, że nie było miło.
Przewróciłam oczami i wzięłam swój telefon który leżał na biurku. Była 13:25. Nie możliwe, że przespałam cały ranek. I to w jednym łóżku z tym idiotą. Tak w ogóle to gdzie są Kate i Josh? Wsunęłam telefon do kieszonki i bez słowa ruszyłam do drzwi.
-Ej! Dokąd idziesz? - usłyszałam głos chłopaka i to jak wstaje z łóżka i podchodzi do mnie.
-Do domu.
-No daj spokój przecież nic się nie stało - powiedział przytrzymując drzwi żebym nie mogła wyjść - z resztą u ciebie w domu i tak nikogo nie ma tak samo jak u mnie. Czemu mamy siedzieć sami jak możesz zostać u mnie i posiedzimy razem?
Ugh to prawda. Moja babcia pojechała dzisiaj do jakiejś swojej znajomej i wróci dopiero wieczorem. Już poprzedniego dnia mi o tym mówiła.
-A Kate i Josh?
-Pojechali taksówką do Eddie'go. No proszę zostań będzie fajnie.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Nawet rano jego włosy były tak samo ułożone. Uśmiechał się do mnie szeroko. Tak samo jak zwykle z resztą. Westchnęłam głośno dając mu do zrozumienia, że wcale nie jest mi to na rękę ale zgodziłam się.
-Dobra zostanę ale muszę pójść do domu wziąć prysznic i się przebrać - dodałam i wskazałam na ubrania z poprzedniego wieczoru, które nadal miałam na sobie.
-Możesz się wykąpać u mnie - poruszył dwuznacznie brwiami.
-Może lepiej nie.
-No przestań tylko żartowałem. Dam Ci jakaś moją koszulkę i dresy. Może być?
Skinęłam głową potwierdzająco i ruszyłam za nim z powrotem do pokoju. Wyją z szuflady białą koszulkę i siwe dresy ze ściągaczem na dole na nogawkach.
-W łazience masz czyste ręczniki. Czekam na dole - powiedział i dał mi całusa w policzek. Nie zareagowałam nawet bo już się w sumie przyzwyczaiłam do jego ''odruchów''.
-Okej - odpowiedziałam i weszłam do łazienki a chłopak wyszedł z pokoju. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się w ubrania pożyczone od chłopaka. Mokre włosy wytarłam ręcznikiem i rozczesałam grzebieniem znalezionym na lustrze. Związałam je w licznego koka i wyszłam. Po cichu zeszłam na dół. Dom był już prawie cały posprzątany. Luke sam to zrobił? Usiadłam na jednej z białych sof na których siedzieliśmy poprzedniego wieczoru. Panowała cisza. Wtedy do salony wszedł właściciel.
-O już jesteś - uśmiechnął się do mnie a ja delikatnie do niego. Chłopak trzymał w rękach dwa duże worki na śmieci wypełnione w większości plastikowymi kubkami.
-Za raz wracam - dodał i wyszedł przez tylne drzwi. Dopiero teraz mogłam dokładniej przyjrzeć się wystrojowi domu. W większości panowała tu biel. To dziwne, że po takiej imprezie jaka była tu w nocy wszystko wygląda jak nowe. Wstałam na nogi i podeszłam do pułki nad kominkiem na której zauważyłam zdjęcia w ramkach. Jedno z nich przedstawiało około 10-letniego chłopca uśmiechniętego od ucha do ucha z małą dziewczynką przyczepioną do jego ręki. Rozpoznałam na nim Luka. Oczy i uśmiech pozostałe mu te same. Uśmiechnęłam się do zdjęcia. To takie słodkie z jaką czułością ta mała trzymała się jego ręki. Ciekawe kto to jest. Może jego siostra chociaż nigdy nie wspomniał żeby miał rodzeństwo.
-Mówiłem mojej mamie żeby schowała te zdjęcia ale ona się uparła, że muszą tu stać - na dźwięk głosu chłopa lekko podskoczyłam. Chłopak położył mi ręce na ramionach.
-Czemu? Są bardzo ładne. Kto to? - zapytałam wskazując na rudowłosą dziewczynkę.
-Moja siostra.
-A gdzie teraz jest?
-Nie żyje.
-Oh.
Powiedział to z taką lekkością jakby to nie robiło na nim żadnego wrażenia. Jakby go to nie obchodziło. Ale przecież na tym zdjęciu widać ze ją kocha. Że chce się o nią troszczyć. Że nie jest mu obojętna.
-Przykro mi - powiedziałam i przytuliłam go. Sama się nie spodziewałam po sobie takiej reakcji. Ale teraz to nie ważne. Chciałam go jakoś wesprzeć bo wierzyłam, że ma jakieś uczucia i w głębi duszy jednak cierpi. Dopiero teraz zauważyłam, że ubrany jest w same dresy. Chłopak był zaskoczony ale też przyciągnął mnie do siebie. Nagle usłyszałam klucz przekręcany w zamku i drzwi do domu otworzyły się. Chłopak był tak samo zaskoczony jak ja gdy zobaczyliśmy kto wszedł do środka.


                                              

Sorki za spóźnienie ;p

Mam takie małe ogłoszenie :D 

Teraz rozdziały będę się pojawiały raz w tygodniu, w poniedziałki. Ale tylko jeśli będzie spełniony limit komentarzy. Jeśli nie to rozdział pojawi się w dzień spełnienia limitu.

Limit zmniejszam ;)

20 komentarzy = nowy rozdział w poniedziałek
czytam = komentuję 
Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)


Pattie x
 
rozdział nie sprawdzony! 

2 października 2014

Rozdział 12

Jak ja mogłam być aż taka głupia? Po co ja to odbierałam? Pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia i od razu robię wszystko bez zastanowienia. Ręce zaczęły mi się trząść. Schowałam telefon z powrotem do kieszonki i wyjrzałam przez okno, głęboko oddychając. Musze się uspokoić. Nie chcę, żeby moi znajomi zaczęli mnie o coś wypytywać. Nie przyjechałam tu po to, żeby ktoś się nade mną litował. Chcę tu zacząć nowe życie. Przynajmniej na trzy miesiące się wyluzować. 
-El wszystko w porządku? - Kate odwróciła się do mnie. Uśmiech od razu znikł z jej twarzy gdy zobaczyła moja minę. Nic jej nie powiem. Nie chcę jej martwić. Wiem jaka ona jest. Za raz by się za bardzo wszystkim przejęła i tylko bym każdemu zepsuła humor. Odetchnęłam jeszcze raz i posłałam jej nie do końca szczery uśmiech. 
-Wszystko dobrze.
-Na pewno? Bo dziwnie wyglądasz...
Potwierdziłam. Odwróciła się z powrotem do przodu ale wiedziałam, że nie odpuści. Za dobrze ją znam i za dobrze ona zna mnie. Minęło tyle lat a nic się nie zmieniło. Josh dotarł na miejsce i wysiedliśmy z samochodu. 
-Plotki jednak okazują się prawdą. Eleanor do nas wróciła. 
Ten głos. Bardzo dobrze znam ten głos. 
-Eddie!
Odwróciłam się i wpadłam prosto w ramiona uśmiechniętego przyjaciela. Nie spodziewałam się, że po tak długim czasie wszystko pozostanie bez zmian. 
-Z nami to się już nie przywitasz? - usłyszałam roześmiany głos Martiny. Przytuliłam ją i Lydie jednocześnie. Kiedy odsunęłam się od nich dwa ramiona objęły mnie od tyłu i usłyszałam tuz przy swoim uchu:
-Witamy w domu. 
Tom! Odwróciłam się i mocno go uściskałam. 
-Na prawdę tak za mną tęskniliście? 
-Żartujesz sobie? Nie miałem z kim rozwalać babek w piasku tym idiotom kiedy wyjechałaś - cały Josh. Ale tak, to prawda. Robiliśmy to w dzieciństwie. Roześmiałam się a chłopak objął mnie jedną ręką. Dopiero teraz zauważyłam, że w drugiej trzyma deskę. Reszta chłopaków z resztą też. 
-Na prawdę macie zamiar spędzić całe popołudnie na deskach? - zapytała Tina gdy szliśmy w kierunku parku. 
-Taak - odpowiedział Eddie jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Lydia przewróciła oczami a ja tylko się roześmiałam. Na prawdę bardzo mi brakowało tych idiotów i wygłupów z nimi. W Ameryce jasne miałam przyjaciół, całe mnóstwo no i oczywiście jest Emily ale tam nigdy nie czułam się tak swobodnie jak tu. Nigdzie nie czułam się bardziej sobą niż tu. No w końcu to tu się wychowałam. Z nimi. 
Gdy weszliśmy do parku chłopaki od razu pobiegli jeździć a my usiadłyśmy na prawie. Dzień był tak ciepły, że okazało się to możliwe. 
-No więc opowiadaj! Co u Ciebie? Czemu się zdecydowałaś przylecieć do UK po tak długim czasie? 
Uśmiechnęłam się. Muszę grać, że wszystko jest w porządku. Wymyślę jakąś głupotę, którą zamydlę im oczy i wszyscy będą szczęśliwi. 
-W sumie bez powodu. Stęskniłam się za babcią, za Anglią. No i za wami oczywiście! W szkole już wszystko zakończone. Należą mi się wakacje. Nieźle zasuwałam cały rok.
Mam nadzieję, że to kupią. W sumie powiedziałam im prawdę. Może nie całą ale prawdę.
-Kapitan cheerleaderek, sponsor festynu, popularność w szkole, chłopak kapitan drużyny piłkarskiej. No słyszeliśmy, słyszeliśmy. - Kate zaśmiała się mówiąc te słowa. Spojrzałam na przyjaciółki zdezorientowana. 
-Co? Skąd o tym wiecie? 
-Internet kochanie. Twitter, Instagram. W sieci jest wszystko - głos Eddiego tuż za moimi plecami doprowadził mnie prawie do zawału. No tak. Przecież obserwuję ich wszystkich na Instagramie. Jak mogłam o tym nie pomyśleć? Przecież na Instagramie mam dużo zdjęć z zespołem, z Emily, z Andy'm. Mój instagram to całe moje życie z Nowego Jorku. Muszę poważnie pomyśleć nad usunięciem przynajmniej połowy zdjęć które tam mam. Te z Andy'm w pierwszej kolejności. 
-Sory zapomniałam, że mój Instagram mówi o mnie wszystko - zaśmiałam się w odpowiedzi. Eddie usiadł obok nas i zaczął się przyglądać każdej po kolei. To było trochę denerwujące. 
-Powiesz o co chodzi czy będziesz nas tak denerwował swoim zachowaniem? -w końcu Tina przerwała ciszę. Chwała jej za to bo jeszcze chwila a Ed by ode mnie zarobił w głowę. Chłopak uśmiechnął się głupowato. Przewróciłam oczami. Już zapomniałam jaki on potrafi być irytujący.
-No więc gadałem z tym nowym w naszej dzielnicy. No wiecie z tym co się ostatnio do nas przeprowadził z Manchester'u. Jego rodzice musieli wyjechać i ma wolna chatę. Podobno organizuje dzisiaj domówkę, a my musimy tam być!
Co? Domówka? Nie nie nie nie. Mam dość takich imprez mniej więcej do końca życia. Mam okropne wspomnienia z ostatnią na której byłam i którą z reszta organizowałam.
-Nowy robi imprezę? Super! - widać nikt inny nie podziela mojego zdania. Wszyscy oprócz mnie zdają się cieszyć z tej imprezy.
-Idziemy! - Kate zadecydowała a każdy jej przytaknął. Uśmiechnęłam się krzywo. Jakoś się z tego wykręcę. Telefon w mojej kieszeni zaczął zaczął wibrować. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Liam. Bez wahania odrzuciłam połączenie. Czy on nie może zrozumieć, że nie chcę z nim rozmawiać? Że nie chcę rozmawiać z nikim z Nowego Jorku? 
-El! Słuchasz mnie? - Kate wyrwała mnie z zamyślenia potrząsając moim ramieniem. 
-Co? Tak jasne słucham Cię.
-Tak? To co powiedziałam?
-Dobra masz mnie, zamyśliłam się. 
Pokręciła głową uśmiechając się.
-Jedziemy do centrum. Trzeba kupić jakieś ciuchy na dzisiejszy wieczór. 
Cholera. Teraz albo nigdy.
-Kate wiesz co... ja chyba zostanę w domu. 
Wszystkie oczy od razu spoczęły na mnie. Czułam się jak posąg u muzeum. 
-Co?
-Chyba sobie żartujesz!
-Musisz iść!
-El nie wkurwiaj mnie!
To ostatnie wyszło z ust Josh'a, który wraz z Tom'em właśnie do nas dołączyli. Super. On mi nie odpuści. Będę musiała tam pójść. Westchnęłam głośno. Nie mam wyboru. 
-No dobra. Ale jak będzie głupio to wracam do domu!
-Jasne! - zgodził się z uśmiechem chłopak i przytulił mnie mocno, przy okazji przewracając nas na trawę. Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Obściskiwanie zostawcie na wieczór a teraz idziemy na zakupy! 
Przewróciłam oczami, zepchnęłam chłopaka z siebie i wstałam z trawy. 


***


Po powrocie z zakupów razem z Kate i Josh'em pojechaliśmy od razu do mnie. Okazało się, że ten "nowy" to mój nowy sąsiad o którym mówiła babcia. Mieszka dokładnie po drugiej stronie ulicy więc nie będziemy mieli daleko. Uprzedziłam już babcię, że zamierzam wieczorem wyjść. Bez wahania się zgodziła zwłaszcza jak się dowiedziała do kogo idę. Podobno poznała już matkę "nowego" i twierdzi, że to bardzo miła kobieta dlatego nie ma przeciwwskazań żebym do nich szła. 
Oprócz ubrań na imprezę kupiłam też trochę, a raczej sporo ubrać do codziennego użytku. Josh pomagał mi wybierać i okazało się, że ma nie najgorszy gust. W domu mojej babci jest trzy łazienki więc szybko poszło kiedy chcieliśmy wziąć prysznic. Dałam gościom czyste ręczniki i każdy z nas udał się do innej łazienki. Ja poszłam na swojej, Kate do babci a Josh'owi przypadła łazienka dla gości, która była na parterze. Mój prysznic był bardzo krótki. Po wyjściu założyłam tylko czystą bieliznę i z ręcznikiem na głowie poszłam do swojego pokoju. Zanim któreś z przyjaciół wróci ja zdążę się ubrać w rzeczy które kupiłam. Weszłam do pokoju i od razu się zatrzymałam. Na moim łóżku leżał Josh i wpatrywał się we mnie z durnym uśmieszkiem. 
-Josh! Ty głupku! 
Podbiegłam do łóżka na którym siedział i zaczęłam przykrywać się kocem. Chłopak za to dusił się ze śmiechu. Dosłownie. 
-Jesteś idiotą - powiedziałam ale też zaczęłam się śmiać. 
-Nie to żebym nie widział Cię już wcześniej nago. 
-Co? O mój boże to było 10 lat temu! I nie byłam nago tylko w majtkach! Teraz z resztą tez nie jestem nago.
Spojrzał na mnie i przestał się śmiać. 
-Chowasz się jakbyś była. 
Nie wytrzymałam i walnęłam go z całej siły poduszką w głowę. 
-A tak przy okazji to twój telefon cały czas dzwonił. Jakiś Liam? Znasz takiego? Powiedziałem mu że bierzesz prysznic i że oddzwonisz jak wyjdziesz. 
Zatrzymałam się. Co? Jak to odebrał telefon od Liama? Cholera jasna!
-Co? Jak to mu powiedziałeś? 
-No dzwonił cały czas to odebrałem. Spokojnie nic więcej mu nie powiedziałem. Wydawał się nieźle zaskoczony tym, że to ja odbieram twój telefon. Jakby w ogóle się nie spodziewał, że ktoś inny oprócz Ciebie może go odebrać. To ktoś ważny? 
Przełknęłam nerwowo ślinę. 
-Josh jesteś pewny, że nic więcej mu nie powiedziałeś? Nic na temat tego gdzie i u kogo jestem?
Spojrzał na mnie przerażony. Cholera nie chciałam żeby to aż tak "strasznie" zabrzmiało. 
-Ja pierdole El kto to był? Czy Ty przed kimś uciekasz? On Ci coś zrobił? 
-Za dużo filmów oglądasz. A tak serio to co mu powiedziałeś? I przysięgam, że przed nikim nie uciekam. 
Popatrzył na mnie nie pewnie ale po chwili westchnął. 
-Zapytał gdzie ty jesteś to mu powiedziałem, że bierzesz prysznic i czy coś przekazać a on żebym Ci powiedział, że z nim rozmawiałem a ja, że na pewno oddzwonisz i on się rozłączył. Tyle El, nic więcej mu nie mówiłem. A teraz mi mów o co tu chodzi bo coś mi tu w tym wszystkim śmierdzi i nie są to moje skarpetki! 
On to potrafi rozładować napięcie. Odetchnęłam z ulgą, że nic mu nie powiedział. Jeszcze tylko tego by mi brakowało jakby Liam się dowiedział gdzie jestem. Sama mu o tym powiem ale jeszcze nie teraz. 
-Długa historia - powiedziałam tylko i wstałam z łózka żaby się ubrać. Nie obchodziło mnie już nawet to, że jestem w samej bieliźnie. Wyjęłam z szafy szorty z wysokim stanem i bluzkę nad pępek, do tego czarne vansy. (link)
Kiedy byłam już ubrana do pokoju wróciła Kate. Miała na sobie czarne leginsy i obcisłą bluzkę nad pępek z długim rękawem. Uśmiechnęła się do mnie i spojrzała na Josh'a który nadal leżał na moim łóżku. Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia i jednocześnie powiedziałyśmy "mężczyźni" po czym zaczęłyśmy się śmiać. Wysuszyłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i kiedy Josh powiedział, że musimy już wyjść byłam gotowa. Zostawiłam telefon na łóżku bo i tak nie będzie mi potrzebny. Po imprezie Josh i Kate mieli zostać u mnie na noc dlatego zostawili tu swoje rzeczy. Niby nie mieszkają daleko ale tak będzie wygodniej. Samochód Josh'a został na podwórku mojej babci. Poinformowałam ją, że wychodzimy i ruszyliśmy do domu organizatora imprezy. Muzyka już grała a w domu i poza nim kręciło się dużo ludzi.
-Chodź musisz poznać organizatora! - Josh próbował przekrzyczeć muzykę. Kiwnęłam głową dając mu do zrozumienia, że usłyszałam. Zaprowadził mnie do kuchni w której był Tom, Eddie i .... Nie to nie możliwe. To nie może być on.
-Eleanor słońce! Mówiłem Ci, że się jeszcze spotkamy.


                                                                                                    

Wow nie spodziewałam się ;o 
wielkie dzięki za tyle komentarzy i to w jeden wieczór nawet sobie nie wyobrażacie jak się szczerzyłam jak to zobaczyłam ;D 
to na prawdę motywujące <3

Rozdział nie jest długi bo pisze je na bieżąco i nie miałam za dużo czasu żeby nad nim posiedzieć. 
Mam nadzieję, że się spodoba ;) 

Jeśli ktoś chce być informowany o nowym rozdziale to zapraszam do zakładki 'INFORMOWANI" 

Jak zauważyliście (albo i nie ;p) pojawiła się nowa ankieta (po lewej na górze) zapraszam do głosowania ;) 

Zwiększam limit komentarzy bo serio nie mam czasu żeby pisać rozdziały tak szybko ;p 


25 komentarzy = nowy rozdział

czytam = komentuję 

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)


Pattie x

30 września 2014

Rozdział 11

 Notatka pod rozdziałem bardzo ważna!!!

Reszta lotu minęła całkiem nieźle. Luke nie jest aż taki zły jak się go lepiej pozna, ale i tak nie sądzę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Udało mi się nawet kilka godzin przespać. Po wylądowaniu w Londynie wysiedliśmy z samolotu, odebraliśmy nasze bagaże i pożegnaliśmy się. Chłopak nalegał, że musi mnie przytulić. Nigdy więcej się nie spotkamy, więc zgodziłam się. Nich mu będzie. Wzięłam swój bagaż do ręki i ruszyłam w stronę postoju taksówek. Wyjęłam z kieszeni moich jeansów kartkę z dokładnym adresem babci i podałam kierowcy. Wsiadłam do samochodu i wyjęłam telefon. Wiem bardzo dobrze, że będę miała dużo połączeń od Em i Liam'a. A może nie? Może tak na prawdę im na mnie nie zależy. Wyłączyłam tryb samolotowy. Od razu pojawiło mi się 98 nieodebranych połączeń i 47 nowych wiadomości. Zgasiłam ekran i włożyłam telefon z powrotem do kieszonki. Przeczytam to wszystko wieczorem. W Londynie jest dopiero 11 rano więc przede mną jeszcze sporo dnia. Trochę mi to zajmie zanim przyzwyczaję się do zmiany strefy czasowej. Kierowca zatrzymał się tuż przed domem mojej babci. Był on całkiem spory jak na jedną osobę. Ale to dom w którym wychowała się moja mama, i to ona nie pozwoliła na jego sprzedaż. Pomagają babci finansowo w opłacaniu wszystkich rachunków. Podałam taksówkarzowi banknot z zapłatą za podwózkę i pożegnałam go lekkim uśmiechem. Pokonałam niewielką odległość dzieląca mnie z drzwiami i bez pukania weszłam do środka. W korytarzu panowała cisza. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. W dzieciństwie spędzałam tu z mamą całe wakacje. Pomimo, że nie byłam w UK ponad 10 lat dobrze pamiętałam każdy zakamarek w tym domu. Miałam tu nawet własny pokój. Znajome ściany, niezmienne od tak dawna wywołały uśmiech na mojej twarzy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo tęskniłam za tym miejscem. Zostawiłam walizki przy schodach i weszłam do kuchni. Wszędzie jest cicho i pusto. Gdzie jest babcia? Wyszła i zostawiła otwarty dom? Niemożliwe. 
-Babciu? Jesteś tu? 
Cisza. Nikt mi nie odpowiedział. Dziwne. Weszłam do salonu i spróbowałam jeszcze raz. 
-Babciu?! 
-Eleanor? Jestem na górze! 
Odetchnęłam z ulgą. Już zaczęłam się martwic. Niby babcia mieszka w spokojnej dzielnicy Londynu ale nigdy nic nie wiadomo. Z uśmiechem na twarzy wbiegłam po schodach na piętro. Babcia właśnie wychodziła z mojego dawnego pokoju. Na mój widok upuściła trzymane w rękach ręczniki. Podbiegłam do niej i mocna ją przytuliłam. W oczach już miała łzy, z resztą tak samo jak ja. Nie widziałyśmy się tyle lat, jedynie rozmawiałyśmy przez telefon a ja nadal czułam z nią tą wieź. Tą naszą specjalna wieź. Z babcią zawsze mogłam porozmawiać na każdy temat. Jak u niej byłam mówiłam jej dosłownie o wszystkim. Co wieczór chodziłam do niej do sypialni kładłam się obok i opowiadałam jej jak mi minął dzień a ona opowiadała o swoim. Mogłam się do niej zwrócić z każdym problemem. 
-El skarbie tak bardzo za Tobą tęskniłam. 
Babcia spojrzała mi w oczy o otarła łzy z mojego policzka. Uśmiechnęłam się szeroko. 
-Ja za Tobą też babciu. Nawet nie wiesz jak bardzo. 
Jeszcze raz bardzo mocno ją przytuliłam. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że kobieta wyszła z mojego pokoju. Co tam robiła?
-Babciu? Co robiłaś w moim pokoju?
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. 
-Tak sobie pomyślałam, że nie masz już 8 lat i te wszystkie zabawki, które tam były nie będą Ci potrzebne. No i łóżko też by Ci się większe przydało. Nic wielkiego tam nie zmieniłam. Odświeżyłam tylko kolor ścian i wstawiłam nowe meble. Wszystko żebyś czuła się tu jak we własnym domu. 
-To jest mój dom babciu. 
-Wiem skarbie.
Uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. 
-A teraz idź i powiedz czy Ci się podoba. 
Już nie mogę się doczekać. Na pewno jest super. Podniosłam upuszczone wcześniej przez babcię ręczniki, podałam je jej i weszłam do środka. Nic wielkiego nie zmieniła? Tu jest całkowicie inaczej! Wszystkie zabawki zniknęły, stare meble zastąpiły nowe w kolorze jasnego brązu, małą rozkładaną sofę na której zawsze zapałam zastąpiło wielkie łóżko z baldachimem. Na jednej ze ścian wisiał duży płaski telewizor a przed nim stała jasna, skórzana sofa. Ściany z jasnego różu zmieniły kolor na śnieżno-biały. Tu jest idealnie! Zakryłam usta dłonią. Przy moim boku stanęła babcia. 
-I jak podoba się? Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty i to w tak krótkim czasie. 
-Tu jest cudownie! Ale chwila? Jakie chłopaki? W jakim czasie?
-No chyba nie myślałaś, że sama to wszystko zrobiłam - powiedziała babcia ze śmiechem - ekipa remontowa, którą załatwił twój tata. I tak, w krótkim czasie bo powiedziałaś mi tak nagle, że przyjeżdżasz.
-A więc to sprawka mojego taty? 
-Nie, skąd. Pomysł był mój, on tylko pomógł z jego realizacją.
Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam "dziękuję" prosto do jej ucha. 
Resztę dnia spędziłam z babcią. Pomogła mi się rozpakować, w międzyczasie na zmianę opowiadałyśmy sobie co się działo u nas przez ostanie 10 lat. Dużo się śmiałyśmy. Dowiedziałam się również, że mamy nowych sąsiadów po drugiej stronie ulicy, którzy w tym tygodniu dopiero zaczęli się wprowadzać. Reszta domów pozostała bez zmian jeśli chodzi o mieszkańców. Ciekawe czy ktoś tu jeszcze mnie pamięta. W dzieciństwie miałam tu wielu przyjaciół w swoim wieku. Według babci nadal tu mieszkają i nasza paczka z piaskownicy nadal trzyma się razem. Twierdz, że brakuje tam tylko mnie. Mam nadzieję, że nadal będziemy się dogadywać bo tak w sumie to nie chciałabym spędzić całych wakacji sama. 
Po długim, gorącym prysznicu wskoczyłam w piżamy i położyłam się do łóżka. Ten dzień był bardzo męczący. Długa podróż, rozpakowywanie, spotkanie z babcią. Długo leżałam pod cieplutka kołdrą wpatrując się w sufit. Dopiero po chwili wzięłam telefon do ręki i przejrzałam wiadomości i połączenia. Wszystkie o podobnej treści "gdzie jesteś?", "co ty wyprawiasz?", "wracaj do domu", "zadzwoń". Nie chciałam z nimi rozmawiać. Przynajmniej nie teraz. Ja wiem, że oni nie są niczemu winni ale przypominają mi o tym co się stało w domu. A ja po to wyjechałam, żeby o tym nie myśleć. Weszłam w ustawienia i wybrałam opcję "usuń wszystko". Moja skrzynka została pusta. Odłożyłam telefon i zamknęłam oczy. Pomimo tych wszystkich wiadomości, pierwszy raz od dłuższego czasu zasnęłam z uśmiechem na twarzy. 

***

Kolejnego dnia obudziłam się o 11. To dosyć późno jak na mnie zwłaszcza, że zasnęłam koło 21. Ale zmiana czasu, kontynentu i w ogóle wszystkie wydarzenia były bardzo męczące. Musiałam odpocząć.
Wyszłam z łózka i odsłoniłam rolety w oknach. Od razu poraziły mnie promienie słoneczne. Tak jak zapowiadali, ten tydzień miał być dość ciepły. W sumie dobrze, bo moja garderoba nie jest jeszcze przygotowana na deszczowe dni. Zapytam babci jakie ma plany na dzisiaj. Może uda mi się ją namówić, żeby pożyczyła mi samochód to wybiorę się na jakieś zakupy. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że cały tydzień będzie świeciło słońce. No na pewno nie tak  mocno jak w Ameryce. Wyjęła z szafy czarne leginsy, luźną koszulkę na ramiączkach oraz czystą bieliznę i podbiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni w której była babcia. Na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Odwykłam już od widoku ukochanej osoby, która robi Ci śniadanie. Na ogół była to nasza gospodyni a rodziców już nie było w domu więc to miła odmiana.
-Dzień dobry. Jak się spało?
-Cześć babciu - odpowiedziałam od razu po usłyszeniu pytania. Mój humor jak na razie jest niesamowity i nie zapowiada się, żeby coś miało go zepsuć. - spało się świetnie. Chyba potrzebowałam takiego odpoczynku już od dawna. Co na śniadanie?
-Byłam rano w sklepie i kupiłam twoje ulubione płatki. Masz ochotę?
Spojrzałam na pudełko moich ulubionych płatków, które trzymała w dłoni.
-Skąd wiedziałaś, że to moje ulubione?
-Takich rzeczy się nie zapomina.
To prawda. Te płatki są moimi ulubionymi odkąd skończyłam 4 lata. Pomimo, że już niedługo będę miała 19 mój gust kulinarny nie bardzo uległ zmianie. Nadal lubię te same rzeczy.
Po skończonym śniadaniu włożyłam brudne naczynia do zmywarki. To trochę dziwne uczucie bo w domu nie musiałam tego robić, ale nie sprawiało mi to problemu. Wręcz przeciwnie lubię sprzątać po sobie. Podczas posiłku, jedzonego tylko tylko przeze mnie bo przecież dla babci to nie była pora śniadaniowa, uzgodniłam z babcią, że wezmę dzisiaj od niej samochód i pojadę kupić jakieś ubrania na te chłodniejsze dni. Dzisiaj jest sobota więc może być sporo ludzi ale nie przeszkadza mi to. Jestem przyzwyczajona do tłumów. Szkoda tylko, że nie mam z kim pojechać na te zakupy. Zawsze była to Em. Na wspomnienie o przyjaciółce w moich oczach pojawiły się łzy. Oczywiście, że bardzo za nią tęsknię ale nie mogę się do tego przyznać. Nie mogę jej powiedzieć gdzie jestem. Nie po to było to wszystko. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Rozejrzałam się w poszukiwaniu babci. Niestety nigdzie jej nie było więc postanowiłam sama otworzyć.  Zamurowało mnie. Zupełnie się nie spodziewałam tego co ujrzałam. Przed moimi drzwiami stali Kate i Josh moi przyjaciele z dzieciństwa. Tak mam pewność, że to oni bo utrzymywaliśmy kontakt ze sobą bardzo długo po tym jak przestałam przyjeżdżać na wakacje no UK. Jedyne co czułam to SZOK.
-Co? Co wy tu robicie?
-My? Co my tu robimy? El! Co ty tu robisz?
Jako pierwszy odezwał się chłopak. Nie mogłam uwierzyć, że ich widzę. Bez słowa rzuciłam się mu na szyję. Kate zaczęła się śmiać ale po chwili dołączyła do naszego uścisku. Oczy zaszkliły mi się łzami. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Odsunęłam się od nich i zaprosiłam do środka. Bez wahania weszli prosto do salonu w którym już po chwili pojawiła się moja babcia.
-Kate, Josh miło was znowu widzieć! Przyszliście odwiedzić El?
-Pani Ross, panią też miło widzieć - cała Kate, jak zwykle milutka - mama mi mówiła, że rozmawiała z panią rano w sklepie i wspominała o przyjeździe El. Chcieliśmy sprawdzić czy to prawda.
Babcia uśmiechnęła się do mnie.
-Tak. El zostaje u mnie do końca sierpnia.
-Naprawdę? - zaskoczony Josh zwrócił się do mnie. W dzieciństwie z nim najlepiej się dogadywałam. No jasne, jest jeszcze Kate no i cała reszta ale to Josh zawsze dotrzymywał mi towarzystwa, zawsze mieliśmy te same pomysły na wszystko. Potwierdziłam kiwnięciem głowy. Chłopak uśmiechnął się szeroko, pokazując swoje idealnie równe i białe zęby. Nie wytrzymałam i ponownie zarzuciłam mu ręce na szyje.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam - wyszeptałam prosto do jego ucha. Poczułam jak się uśmiecha.
-Ja za tobą też mała - tak mała. Josh jest ode mnie ( od Kate i całej reszty też, tak w roli ścisłości ) o rok starszy. Zawsze uważał, że rok to dużo i dlatego nazywał mnie mała. Możliwe, że tez dlatego, że w wieku 6 lat byłam o wiele niższa od moich rówieśników ale teraz mam 169cm wzrostu więc chyba nie jest aż tak źle.
-Dobra zakochani, wystarczy. Reszta czeka na nas na zewnątrz.
-Co? Reszta tez tu jest? - zapytałam zaskoczona ale i bardzo szczęśliwa, że będę mogła spotkać starych przyjaciół.
-No jasne. Wszyscy nadal razem się trzymamy. Bardzo nam ciebie brakowało.
Uśmiechnęłam się szeroko na ta wiadomość. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Do salonu znowu weszła moja babcia.
-Chcecie coś do picia? Kawę? Herbatę? Sok?
-Bardzo dziękujemy, ale następnym razem, bo właśnie wychodziliśmy.
Josh ruchami głowy potwierdził słowa Kate. Spojrzałam na babcię w wyczekiwaniu. Mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko, że tak od razu drugiego dnia po przyjeździe wychodzę z przyjaciółmi i zostawiam ją samą.
-Oh no oczywiście. Mam nadzieję, że będziecie nas częściej odwiedzać. Zapraszam serdecznie.
Cała nasza trójka uśmiechnęła się do kobiety i ruszyliśmy do wyjścia. Pobiegłam szybko na górę do swojego pokoju bo przecież nie wzięłam ze sobą żadnych butów ani bluzy. Wiem, że teraz jest ciepło ale z pogoda, zwłaszcza tutaj nigdy nic nie wiadomo. Wzięłam moje rzadko używane, czarne vansy i  jedyna bluzę jaką miałam w tym domu. Zdecydowanie muszę wybrać się na zakupy. Moi przyjaciele czekali na mnie przy wyjściu. Przed domem stało dwa samochody. Nie znam się na markach ale jeden to chyba było czarne Audi RS6 a drugi większy ale nie mam bladego pojęcia jaki to samochód. Od razu domyśliłam się, że Audi jest Josh'a. Od zawsze gustował w takich samochodach.
-Tak w ogóle to gdzie jedziemy? - zapytałam Kate. Josh już wsiadł do swojego samochodu którym miałam jechać jeszcze ja i Kate, a reszta tym drugim. Reszta to znaczy Lydia, Tina, Eddie i Tom. Cała nasza paczka z dzieciństwa. 
-Otworzyli nam nowy park i chłopaki bardzo chcą pojeździć na deskach. Będzie fajnie - uśmiechnęła się i wsiadła do auta. Wsiadłam do Audi i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Telefon w kieszonce mojej bluzy zaczął wibrować. Bez zastanowienia wyjęłam go i odebrałam. Byłam tak bardzo podekscytowana spotkaniem z przyjaciółmi, że zupełnie zapomniałam, że nie powinnam tak pochopnie odbierać każdego połączenia.
-Halo?
-El? Kurwa w końcu! Możesz mi powiedzieć gdzie ty do cholery jesteś?
Zamurowało mnie. Od razu pożałowałam, że pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia. 

(Liam) Nowy Jork
W tę i z powrotem przemierzałem odległość od okna do drzwi w pokoju Emily. Jej tata jest w pracy od 6 a ja niewiele później do niej przyjechałem. Musimy razem wymyślić jak się dowiedzieć gdzie jest El. Nie wytrzymam tej niewiedzy. To mnie niszczy. Dzisiaj jest sobota, Emily nie musi iść do szkoły więc cały dzień poświęcimy na szukaniu informacji na temat Eleanor. Nie pozwolę na to żebym stracił ja przez jej głupotę. Jest dla mnie zbyt ważna. 
-Może spróbuj do niej jeszcze raz zadzwonić? 
-Liam... dzwoniłam już ze 100 razy, Ty z resztą też...
-Co Ci kurwa szkodzi zadzwonić 101 raz? 
Czemu ona jest taka wkurwiająca? Nie może zrobić tego o co ją proszę? Czy to takie kurwa trudne zadzwonić do swojej przyjaciółki? Posłałem jej wrogie spojrzenie. Niech się kurwa domyśli, że ze mną się nie zadziera. Z jej pomocą czy nie dowiem się w końcu gdzie jest El. Dziewczyna siedziała na łóżku a ja stałem obok niego. Wzięła telefon do ręki i wybrała numer, który nawet ja już znałem na pamięć. Przyłożyła smartfona do ucha. Po jej minie widziałem, że nie spodziewa się odpowiedzi ale zrobiła co jej kazałem, za co byłem jej wdzięczny ale nigdy jej tego nie powiem. Wtedy usłyszałem odpowiedź w głośniku smartfona. Ja pierdole odebrała. 
-El? Kurwa w końcu! Możesz mi powiedzieć gdzie ty do cholery jesteś?
Woho co tak ostro? Rozumiem, że jest zła ale od razu tak z grubej rury? Gestami pokazałem jej żeby przełączyła na głośnomówiący. Chciałem wiedzieć co powie El ale nie chciałem żeby ona wiedziała, że ja słucham bo wtedy mogłaby nic nie powiedzieć. 
-Em.. ja nie mogę. Nie mogę Ci powiedzieć.
Co kurwa? Co to znaczy nie może? Co ona sobie myśli?!
-El co to znaczy nie możesz? Jak to nie możesz? Co to ma znaczyć?  Znikasz bez słowa, twoi rodzice robią jakąś tajemnicę, Ty z resztą też. Co to do cholery ma być? 
-Ja... przepraszam.
Rozłączyła się? Kurwa mać rozłączyła się! 

                                         

Tak wiem rozdział spóźniony to moja wina nawet nie będę wam tłumaczyła przyczyny bo za dużo pisania -.- 

Więc mamy nowych bohaterów których możecie zobaczyć w zakładce bohaterowie. 

Teraz NOWOŚĆ!
Wprowadzam limit komentarzy. 
Jak pewnie łatwo zauważyć nie ma ich tu dużo. Nie wiem czy jej sens pisać nowe rozdziały skoro mało osób to czyta. Więc za to kiedy będzie nowy rozdział i czy w ogóle będzie od teraz będziecie decydować wy. Jak na razie limit to 10 komentarzy. Będzie 10 ja to zobaczę to za dzień lub dwa pojawia się nowy rozdział. Jeśli komuś zależy żeby był rozdział to nwm niech poleci znajomemu któremu też może się spodoba i skomentuje, cokolwiek. 

To chyba tyle mam nadzieję, że do następnego ;* 

Pattie x
Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)
czytam = komentuję

10 komentarzy = nowy rozdział

 rozdział nie sprawdzony mogą wystąpić błędy!

EDIT:
nie udało mi się złapać dokładnego 2000 ale mam takiego screena :D
DZIĘKUJE BARDZO ZA 2K TO DLA MNIE WIELE ZNACZY!!! <3
KOCHAM WAS BARDZO ! ;*

22 września 2014

Rozdział 10

Postanowiłam nie odzywać się do chłopaka obok. W głębi duszy modliłam się żeby go nigdy więcej nie spotkać. Jest przystojny, to prawda, ale wygląd to nie wszytko. Jego zachowanie jest po prostu irytujące. Co on sobie myśli? Że kim jest? Nikim.
Odwróciłam głowę i przymknęłam oczy. Nie mam zamiaru całego lotu spędzić na siedzeniu i gapieniu się w szybę. Zmiany czasowe źle na mnie działają. Zawsze jestem strasznie zmęczona. Niestety, nie dane mi było odpocząć bo już po chwili usłyszałam radosny głos intruza tuż przy moim uchu.
-Nie mów, że masz zamiar przespać cały lot.
-Taki był plan - odpowiedziałam nie fatygując się żeby otworzyć oczy. Mam nadzieję, że da mi spokój. Niestety...
-Ohh no weź daj spokój. Nie zostawiaj mnie samego. Obiecuję, że będę miły.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego ukradkiem. Wpatrywał się we mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się głośno całkowicie otwierając oczy.
-Nie znam Cię więc skąd mogę wiedzieć czy dotrzymujesz obietnic czy nie?
-Trochę zaufania, słońce.
Spojrzał na mnie i poruszył brwiami. Słucham? Słońce? Pff... jeśli myśli, że słodkim określeniem coś u mnie zdziała to się grubo myli. Ja nie z takich co lecą na ładne buźki u chłopaków, którzy zasypują dziewczyny tandetnymi komplementami, określeniami czy co tam jeszcze mówią. 
Przewróciłam oczami i oparłam się plecami o fotel. Ktoś z obsługi samolotu ogłosił nam, że możemy rozpiąć pasy bezpieczeństwa i tak właśnie zrobiliśmy. Przechodząca stewardessa zapytała nas czy czegoś nie potrzebujemy. Poprosiłam jedynie o butelkę wody, którą od razu otrzymałam. Szatyn grzecznie odmówił zalotnie uśmiechając się do dziewczyny. Wow nie sądziłam, że potrafi być miły. Chociaż w sumie gdyby nie miała tak krótkiej spódnicy i tak dużego dekoltu za pewnie nie zwrócił by na nią uwagi. Typowe dla tego typu chłopaka. No proszę znam go tak krótko a ile już mogę o nim powiedzieć. Podrywacz. Zapatrzony w siebie. Egoista. Bezczelny. Zarozumiały.
Upiłam łyk wody i z torby, która stała przy moich nogach, wyjęłam swojego iPod'a. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam swoją ulubioną piosenkę. Muzyka jest dla mnie wszystkim. Nie potrafię zrozumieć ludzi którzy w ogóle nie słuchają muzyki. Dla mnie to rzecz nieodłączna. Potrzebna do życia prawie tak bardzo jak tlen. To moja jedyna ucieczka od wszystkich problemów. Przynajmniej na jakiś czas bo przecież nie da się uciekać od nich wiecznie. Zamknęłam oczy z nadzieją, że w końcu uda mi się zasnąć. Lubie słuchać muzyki nawet podczas snu. Zawsze lepiej mi się wtedy odpoczywa. Każdy ma jakieś swoje dziwactwa a moje jest właśnie takie. W głowie już powoli zaczęły się pojawiać pierwsze obrazy ze snu kiedy moja prawa słuchawka została z siłą wyrwana z miejsca gdzie powinna się znajdować dopóki sama jej nie wyjmę. To już jest przesada. Czy on do jasnej cholery nie może mi dać spokoju. No ile kurwa można? Otworzyłam oczy pozbywając się także drugiej słuchawki i spojrzałam wrogo na chłopaka.
-Masz jakiś problem?! Nie możesz mi dać nawet chwili spokoju? Za kogo ty się uważasz? - krzyknęłam nieco głośniej niż zamierzałam. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Uśmiech zniknął mu z twarzy. Ludzie zaczęli się nam przyglądać. Cholera... może rzeczywiście trochę przesadziłam ale sam się w końcu o to prosił. Na ogół jestem opanowana. Trzeba na prawdę dużo starania żeby wyprowadzić mnie z równowagi. A jemu się udało. Nie wiem czy taki był jego zamiar żeby testować moja cierpliwość czy nie ale po tym jest u mnie na pozycji straconej. A chciałam dać mu szanse, jakoś z nim pogadać. Niestety zjebał wszytko. Z resztą nie ważne i tak się pewnie nigdy więcej nie spotkamy. Spojrzałam mu w oczy. Wyglądał na lekko przerażonego. Czyżby to był jego słaby punkt? Może żadna dziewczyna nigdy na niego nie "nakrzyczała". Z drugiej strony zrobiło mi się go trochę przykro. Nie powinnam tak zareagować. On po prostu chciał być miły. Na swój dziwny i pokręcony sposób ale chciał.
-Ymm.. przepraszam nie powinnam tak reagować, ja... przepraszam.
Spuściłam wzrok na swoje palce. Nagle cała odwaga mnie opuściła i nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wtedy usłyszałam coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Chłopak zaczął się śmiać. I to głośno. Spojrzałam na niego pytająco. Ludzie znowu zaczęli się nam przyglądać. Pewnie uznali nas za dwójkę idiotów którzy uciekli z wariatkowa i opuszczają kontynent żeby ich nikt nie znalazł.
-Czy ty jesteś normalny?
-Wiesz co... zupełnie mnie zaskoczyłaś. Jesteś pełna sprzeczności a mnie to kręci - powiedział ignorując moje pytanie i uśmiechnął się zalotnie. Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-A tak w ogóle to jestem Luke. Luke Bennett.
A ja jestem Bond. James Bond przewróciłam oczami. Chłopak wyciągną rękę w moją stronę. Spojrzałam na nią z wahaniem, ale w końcu ją uścisnęłam.
-Eleanor. Dla znajomych El.

(Liam)
Co to znaczy wyjechała? Gdzie? Co ona wyprawia? Myślałem, że jesteśmy dla siebie kimś bliskim, że mi ufa. Bez jakichkolwiek wyjaśnień odwróciłam się i wybiegłem z boiska prosto do swojego samochodu. Kierunek jazdy - dom państwa White. Może jej rodzice powiedzą mi coś więcej. Swoją drogą niezła z Emily przyjaciółka. Jak mogła nie zauważyć, że El planuje wyjechać, że coś się z nią dzieje. Przecież znają się od tylu lat. Powinna jakoś zareagować. Zrobić coś. Nie dopuścić do tego, żebyśmy stracili Eleanor.
Zatrzymałem samochód przed samym wejściem i podbiegłem do drzwi. Mam nadzieję, że jej rodzice będą w domu. Na prawdę muszę wiedzieć gdzie ona jest, albo chociaż przynajmniej czy nic jej nie jest. Pierwsza opcja byłaby najlepsza, ale nie pogardzę żadną informacją. Nacisnąłem klamkę do drzwi. Zamknięte. Poirytowany całą sytuacją przewróciłem oczami i z głośnym westchnieniem zapukałem w białe, drewniane drzwi. Długo nikt nie otwierał co zaczęło mnie bardzo denerwować. Ponownie zapukałem, tym razem mocniej żeby mieć pewność, że ktoś mnie usłyszy. Kiedy chciałem po praz kolejny upomnieć się, że czekam na wpuszczenie do środka, usłyszałem przekręcany zamek. Drzwi otworzyła mi zdezorientowana mama El. 
-Liam? Co ty tutaj robisz? 
Bez zaproszenia wszedłem do środka. Ręce już mi się trzęsły. Sam nie wiem czy z nerwów czy ze strachu przed tym jaką odpowiedź od niej otrzymam. I czy w ogóle jakąś otrzymam. 
-Co ja tu robię?! Eleanor bez słowa wyjechała! To ja tu robię! Mogłaby mi Pani łaskawie powiedzieć co się stało? Myślałem, że wszytko z nią w porządku, że mi ufa i mnie nie zostawi! Ja bym jej nigdy nie zostawił. Jest dla mnie ważna! Gdzie ona jest?! - wykrzyczałem jej w twarz. Spojrzała na mnie wyraźnie zaskoczona moim wybuchem. Widocznie nie spodziewała się po mnie takiego zachowania. Cóż, nikt kto nie znał mnie wcześniej by się nie spodziewał. Kobieta opuściła głowę i spojrzała na swoje złączone palce. Już wiedziałem, że niczego mi nie powie. 
-Liam... posłuchaj. Ja rozmawiałam z El przed jej wyjazdem. Ona nie zrobiła tego przeciwko Tobie. Nie zrobiła tego przeciwko Emily. Jej też na Tobie zależy. Po prostu nie widziała innego wyjścia. Sama nie bardzo mogę zrozumieć przez czym ona uciekła. Ale prosiła mnie żebym nikomu nie mówiła, nawet Tobie czy Emily...
Ja pierdole. Co to ma kurwa znaczyć? Co tu się kurwa dzieje? 
-Więc jej też na mnie zależy, skoro nam obojgu na sobie zależy to proszę panią, proszę mi powiedzieć gdzie ona jest - złapałem ją za rękę i spojrzałem w jej oczy. W takie same oczy jak jej córki. W oczy, w których zaczęły zbierać się łzy. Pokręciła przecząco głową i wyjęła rękę z mojej dłoni. 
-Przepraszam... - szepnęła a łza spłynęła po jej policzku. Nie wytrzymałem. Wybiegłem z domu, trzaskając drzwiami. Nie wiedziałem co mam za sobą zrobić. Kopanie, krzyczenie, bicie, przeklinanie nie działa. Sprawdziłem to na własnej osobie. Nie wiedziałem jak sobie pomóc, więc po prostu usiadłem na krawężniku, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Płakać z bezsilności. Z niewiedzy. Z miłości. Straciłem osobę, na której pierwszy raz od długiego czasu zaczęło mi zależeć. Osobę, którą zaczynałem kochać.

                                                   

No więc mamy rozdział 10 ;) Mam nadzieję, że się wam spodoba. Ja osobiście nie jestem z niego zadowolona ;/ 

Miałam go dodać jutro ale na usilne nalegania mojej współpraktykantki (jest w ogóle takie słowo? xD ) jest dzisiaj :p i jej również dedykuję ten rozdział <3

Mogę już dzisiaj powiedzieć, że kolejny rozdział pojawi się w sobotę ^^

No więc tak. Nowa postać jak już pewnie zauważyliście po przeczytaniu rozdziału nazywa się Luke Bennett. W zakładce bohaterowie jest jego zdjęcie. I proszę jak byście mogli to napiszcie komentarz również tam. Chciałabym wiedzieć jak wam się (jak na razie ) podoba Luke i kim byście chcieli żeby się okazał. Jakieś wasze domysły, sugestie, pomysły wszystko co wam przyjdzie do głowy :D 

Zapraszam też do czytania prologu, ponieważ został on delikatnie edytowany xD 

To chyba tyle więc do następnego ;*
ily <3

Pattie x

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)
czytam = komentuję