30 sierpnia 2014

OD AUTORKI

Hejka ;D

Mam kilka ogłoszeń, wiadomości  itp itd i chciałabym w tym poście wszystko omówić ;D 

Wiem, że okropnie zalegam z rozdziałami ale tą końcówkę wakacji mam okropnie zabieganą nawet się nie spodziewałam, że tak będzie ;/ Obiecałam że nowy rozdział będzie dzisiaj ale niestety go nie dodam bo nie mam czasu się za niego porządnie zabrać i nie mam pojęcia kiedy będzie ale na pewno się pojawi. Po jutrze zaczyna się szkoła (;_;) i z początku nie wiem jak to będzie ale jak już wejdę w szkolną rutynę to będę się zajmować blogiem ;) Od 8 września przez 4 tygodnie mam praktyki więc po powrocie do domu będzie czas to będę coś tworzyć :D

Teraz trochę przyjemniejsze wiadomość :p 
Otrzymałam dwie nominacje do Libster Awards za które bardzo dziękuję ;* szczerze mówiąc nie mam pojęcia co to jest ale się dowiem i coś z tego wyniknie xD 
Zauważyłam dzisiaj również że jest już ponad 1500 wyświetleń *.* dla mnie to dużo i na prawdę dziękuję za to z całego serca <3

To chyba tyle. Jeśli coś sobie jeszcze przypomnę to będę aktualizować tą notatkę ;) 

Mam nadzieję, że ta przerwa nie spowoduje, że stracę czytelników ale na prawdę nie mam wyjścia ;<< 

I kocham was mocno <3 

Pattie x

23 sierpnia 2014

Rozdział 8

Jego usta powoli przesuwały się po mojej szyi. Popchnął mnie na łóżko i znalazł się nade mną. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi ciemnymi oczami.
-Rozbierz się - rozkazał oblizując dolną wargę. Trzęsącymi się rękami usiłowałam pozbyć się sukienki. Zadanie utrudniał mi fakt, że chłopak siedział na moich udach. Po kilku minutach z lekką pomocą Liam'a zostałam w samej bieliźnie. Payne sprawnym ruchem pozbył się swojego podkoszulka. Pomimo lekkiego półmroku doskonale widziałam jego ciało. Jest wysportowany i umięśniony.
-Doszły mnie słuchy, że nigdy wcześniej tego nie robiłaś - powiedział całując moje ucho. Lekko skinęłam głową odchylając ją go tyłu bo przeniósł swoje pocałunki na moją szyję. Zaczęłam oddychać coraz głośniej. Czy my na prawdę to za raz zrobimy? Nie wiem czy jestem na to gotowa. Nie bez powodu odmawiałam przez te ostatnie lata. Chociaż w sumie z Liam'em to całkiem inna sytuacja. Pomimo, że znamy się bardzo krótko czuję, że mogę mu zaufać. Czułam się przy nim bezpiecznie. Jeśli on tak bardzo chce żebyśmy uprawiali sex to zrobię to dla niego. Nagle naszła mnie fala pozytywnej energii i poczułam, że mogę to zrobić. Właśnie z nim. Chłopak chyba poczuł, że podjęłam ostateczną decyzję, bo uśmiechnął się i jednym ruchem ręki pozbawił mnie stanika. Zarumieniłam się i chciałam zakryć swoje nagie ciało ręką ale uniemożliwił mi to przyciskając moje ręce do materaca po obu stronach mojej głowy. Czułam się trochę niekomfortowo kiedy patrzył na mnie tymi już prawie czarnymi oczami. Moje policzki dosłownie paliły czerwienią.
-Jesteś taka piękna - szepnął i zaczął całować mój brzuch. Z ust wyrwał mi się  cichy jęk. Jego język bawił się moim kolczykiem w pępku. Uwolnił moje dłonie więc mogłam zatopić palce w jego gęstych włosach kiedy całował mnie coraz wyżej. Przygryzłam dolną wargę kiedy dotarł do moich nagich piersi. Jego pocałunki sprawiały, że czułam się  tak dobrze. Nagle jego twarz znalazła się  tuż nad moją. Jego oczy były już czarne. Dotknął swoim nosem mojego.
-Chcę Cię pieprzyć tak mocno, że będziesz krzyczała moje imię tak głośno bez zastanowienie czy ktoś nas usłyszy czy nie - powiedział prosto w moje usta łącząc je razem.
Obudziłam się nagle, gwałtownie otwierając oczy. Leżałam w swoim łóżku obok śpiącej Emily i oddychałam nieco głośniej niż normalnie. Czy ja właśnie śniłam o tym, że uprawiam sex z Liam'em? Westchnęłam cicho starając się uspokoić mój szalejący puls.Zsunęłam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Na dworze panował półmrok, w zasadzie było jeszcze całkiem ciemno. Moje oczy przyzwyczaiły się już więc widziałam wszystko całkiem nieźle. Zatrzymałam się nagle wpatrując się w ciemną postać śpiącą na sofie w drugiej części pokoju. Miałam już pewne przypuszczenia kto to ale podeszłam bliżej żeby się upewnić. Tak jak myślałam. Na kanapie spał Liam. Uśmiechnęłam się na jego widok. Poprzedniego wieczoru szybko zasnęłam. Jak przez mgłę pamiętałam to co się działo po naszym pocałunku. Stałam patrząc się na niego. Wyglądał tak bezbronnie kiedy spał. Podniosłam koc z podłogi i go nim przykryłam. Poruszył się i już myślałam, że się obudził. Przygryzłam dolna wargę wpatrując się w jego oczy. Na szczęście spał dalej. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Wolałam pobyć sama. Weszłam do łazienki, delikatnie zamykając za sobą drzwi i zapaliłam światełka nad lustrem. Przyjrzałam się swo0jemu odbiciu. Wyglądałam okropnie. Podkrążone oczy od płaczu, potargane włosy. Ochlapałam twarz wodą i wróciłam do ciemnego pokoju. Usiadłam na łóżku i sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 2:15. Oh świetnie. Położyłam się wpatrując w sufit. Co ja mam teraz zrobić? Wrócić do szkoły? Nie mogę. Wszyscy już pewnie wiedzą. Dobrze, że jestem juz po egzaminach i został tylko miesiąc szkoły. W sumie nie muszę już do niej chodzić. Pewnie i tak miałabym same treningi cheerleaderek. Pieprzyć to. Nie obchodzi mnie to, że nie mają układu na koniec roku. To już nie jest moja sprawa. Nie wrócę do tej pieprzonej szkoły. Nie spotkam się z tymi ludźmi. Nigdy więcej w życiu nie chcę spotkać tego chuja Andy'ego. Ręce zaczęły mi drżeć ze złości. Wstałam z łóżka i zaczęłam chodzić po pokoju. Przez przypadek kopnęłam nogą w łóżko. 
-Ałć - skrzywiłam się.. Rozejrzałam się czy przez to uderzenie nie obudziłam moich ,,lokatorów". Na szczęście spali jak zabici.Po cichu pokuśtykałam na balkon. Usiadłam na płytkach, nogi spuściłam na dół po barierką a brodę oparłam na niej. Noc była ciepła. Spojrzałam na gwiazdy na niebie. Było ich tak dużo. Wtedy naszło mnie dziwne uczucie. Zaczęłam zastanawiać się czemu mam takiego pecha? Dlaczego nie mogę mieć chłopaka, któremu będę mogła ufać? Który będzie przy mnie mimo wszystko. Z którym będę mogła na przykład posiedzieć i pooglądać gwiazdy. Po policzku spłynęła mi łza. Cholera co się ze mną dzieje? Ostatnio ciągle płaczę. Otarłam ją wierzchem dłoni. Czy Liam nadawałby się na mojego chłopaka? Znam go bardzo krótko. Niewiele jeszcze mogę o nim powiedzieć ale wiem, że nie jest mi obojętny. Wiem, że go lubię. Mój sen o nim chyba coś sugeruje. Ale nie wiem czy jest między nami coś więcej niż przyjaźń. To znaczy z mojej strony chyba coś zaczyna się rodzić ale nie wiem jak on. Chociaż nawet jeśli coś by miało między nami być to na pewno nie teraz. Za krótko się znamy z resztą nie wiem czy chcę się pakować w kolejny niepewny związek. Nagle usłyszałam szelest za plecami. odwróciłam się. W drzwiach na balkon stał zaspany Liam. Bez słowa wróciłam do oglądania małych punkcików na niebie. Chłopak usiadł obok w ten sam sposób co ja. Pomimo, że byliśmy bardzo blisko nie dotykaliśmy się. Żadne z nas się nie odzywało. Siedzieliśmy wpatrując się w niebo. Czemu wstał? Dlaczego tu ze mną siedzi? Dlaczego się w ogóle mną przejmuje, jeśli w ogóle się przejmuje. Przecież jestem dla niego nikim. Obcą osobą. Nie musi się mną przejmować. Zaczęła mnie już wkurzać ta cisza między nami. 
-Dlaczego nie śpisz? 
-A ty?
-Pierwsza spytałam.
Zaśmiał się cicho. Co go tak śmieszy? To nawet nie było śmieszne. Przewróciłam oczami poirytowana. 
-Usłyszałem, że ktoś kręci się po pokoju. A później wyszłaś na balkon i długo nie wracałaś i pomyślałem, że sprawdzę czy wszystko okej. 
Zamrugałam oczami. Może on faktycznie się o mnie martwi. Tak w sumie to czemu ja się na niego złoszczę? Przecież on nic nie zrobił. On chce po prostu pomóc. Potarłam ręką czoło. Nadal na niego nie spojrzałam chociaż wiem, że on mi się przygląda. 
-Wszytko okej - odpowiedziałam cihco. 
-Ale na pewno? No bo siedzisz sama w nocy...
-Wszytko ze mną okej - przerwałam mu nieco ostrzej niż zamierzałam. W końcu na niego spojrzałam. Siedział trochę bliżej niż na początku. W jego oczach widziałam troskę i lekkie uczucie bólu. Od razu pożałowałam swoich słów. Dlaczego jestem dla niego taka wredna? Przecież on na to nie zasłużył. 
-Przepraszam... - wybąkałam unikając jego wzroku. Zdrada bliskiej mi osoby mnie zniszczyła. Już chyba nigdy nie będę taka jak kiedyś. Do szkoły na pewno nie wrócę. Liam położył swoją dłoń na mojej. Był taki ciepły. Nie odrzuciłam jego gestu. Wręcz przeciwnie - cieszę się z niego. Uśmiechnęłam się lekko i po praz pierwszy tej nocy złapaliśmy kontakt wzrokowy. 
-Dziękuję - wyszeptałam. Zamrugał oczami wyraźnie zaskoczony. 
-Za co?
-Za wszytko. Za to, że mi pomagasz. W ogóle za to, że jesteś. 
Zarumieniłam się wypowiadając te słowa. Jego oczy zabłyszczały. Mocniej ścisnął moja dłoń i nic nie odpowiedział. Odwróciłam głowę w stronę lekko wschodzącego słońca. Musiałam siedzieć tu długo skoro słońce już wschodzi. Oparłam brodę o barierkę. Nic nie mówiliśmy. Słychać było tylko nasze oddechy. Spojrzałam na sąsiada. Miał zamknięte oczy. Pewnie jest bardzo zmęczony a przeze mnie musi tu siedzieć.
-Liam?
-Hmm?
-Ile ty masz właściwie lat?
Gwałtownie otworzył oczy i spojrzał na mnie z rozbawianiem. Zarumieniłam się pod tym wzrokiem bo przypomniał mi się sen o nim. 
-Czemu pytasz?
Wzruszyłam ramionami. Bo chcę wiedzieć? To chyba logiczne, nie? A może nie?
-Tak po prostu. 
Zaśmiał się pod nosem. 
-Przecież to żadna tajemnica. Mogłaś sprawdzić w papierach na festyn tak jak ja to zrobiłem. 
-Oh wybacz, że wolałam kulturalnie zapytać niż grzebać w czyichś dokumentach - powiedziałam z  sarkazmem i uśmiechnęłam się. Po chwili dopiero dotarł do mnie sens jego słów - jak to jak ty? Sprawdzałeś moje dane? 
Roześmiał się i potwierdził jakby to była całkiem normalna rzecz. Zmrużyłam oczy patrząc się na niego "złowrogo" czo tylko wywołało kolejny uśmiech na jego twarzy. 
-Nie rób tak.
-Co? Czemu? 
-Bo tworzy Ci się wtedy na czole taka mała zmarszczka i wyglądasz śmiesznie. 
Zaczął się śmiać i po chwili ja też do niego dołączyłam. Nie spodziewałam się, że po tym wszystkim będę potrafiła się z kimś śmiać tak właściwie z niczego. Pod wpływem emocji przysunęłam się do niego bliżej, tak, że stykaliśmy się bokami i oparłam głowę na jego ramieniu. Kiedy dotarło do mnie co konkretnie robię było już za późno ale nie żałowałam tego. 
-No więc?
-Co?
-No ile masz lat?
Uśmiechnął się szeroko.
-29 sierpnia 21. A ty?
Przygryzłam wargę łącząc nasze dłonie. 
-Myślałam, że wiesz - odpowiedziałam z uśmiechem. 
-Ale chcę to usłyszeć od Ciebie, żeby było no wiesz z kulturą. 
Zachichotałam. -15 lipca skończę 19.

                               

Przepraaaaaaaszam! Tak wiem, że długo się spóźniłam z dodaniem rozdziału :/ 

Następny pojawi się w sobotę ;) będzie to ostatni rozdział na wakacjach i chcę żeby był trochę dłuższy dlatego dopiero w sobotę ;) 

czytam = komentuję 

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)

Kocham <3

13 sierpnia 2014

Rozdział 7

Przez cały dzień nie rozmawiałam z Liam'em. Mijaliśmy się ciągle szykując festyn ale nawet ani razu na mnie nie spojrzał. Nawet słowem nie skomentował tego co się stało ostatniego wieczora. Żałował tego? Cóż możliwe. Chociaż ja w przeciwieństwie do niego nie. Nie powinnam tak myśleć. Zdradziłam przecież swojego chłopaka. Ale nie czułam się z tym źle. Andy nadal mnie unikał. Mam nadzieję, że nie powiedział tego na serio, że z nami koniec jak pójdę z Liam'em. Nie chciałam z nim zrywać. Ale też on nie może mi mówić co mam robić ani z kim się spotykać.
Zrezygnowałam z występu z dziewczynami. Byłam za bardzo zmęczona i rozbita emocjonalnie. Główny występ miał być za raz po moim zespole. Nadal nie wiedziałam kto to no bo nie rozmawiałam z Liam'em. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Dochodziła 20. Dziewczyny skończyły swój występ i zeszły ze sceny. Kurtyna opuściła się. Pewnie będą szykować do głównego występu. Z uśmiechem podbiegłam do swojej drużyny.
-Świetnie wam poszło! Byłyście super. - powiedziałam całkiem szczerze. Przytuliłam Em i Sarę odciągając je w stronę sceny. Ludzi było sporo ale dopchałyśmy się pod same barierki. Zza kurtyny słychać było już pierwsze dźwięki gitar. Melodia przez nie wygrywana była jakaś znajoma ale nie mogłam skojarzyć skąd ją znam. Byłam bardzo podekscytowana. Nie miałam pojęcia kogo załatwił Liam. Zatrzymałam oddech w oczekiwaniu. Odwróciłam się, żeby zobaczyć jak dużo ludzi czeka na występ. Wtedy zobaczyłam stojącego dalej Payna. Wpatrywał się we mnie z uśmieszkiem. Wtedy muzyka zaczęła grać a kurtyna podniosła się do góry. Zamarłam. Na scenie z dymu wyłonił się Luke z 5sos. Zaczął śpiewać "don't stop". Zakryłam usta dłonią a w oczach pojawiły mi się łzy. Przecież 5 Seconds of Summer to mój ulubiony zespół. Spojrzałam na Em, która też ich uwielbia. Zaczęłyśmy skakać i tańczyć w rytm piosenki. Oczywiście śpiewałyśmy razem z nimi. Nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Po oddechu poznałam, że to Liam. Jego pierś stykała się z moimi plecami. Co on wyprawia? Cały dzień mnie unika a teraz takie coś? I to na oczach wszystkich! Em spojrzała na nas zdezorientowana. 
-Jak Ci się podoba niespodzianka? - usłyszałam jego chrapliwy głos tuż przy moim uchu. Przez całe ciało przeszedł mnie dreszcz. Wyswobodziłam się z jego uścisku i stanęłam przodem do niego. 
-Skąd wiedziałeś, że ich lubię? I w ogóle jak to załatwiłeś? 
Wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
-Mam swoje sposoby. 
Przewróciłam oczami. 
-Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się i odwróciłam się do sceny.
-Dla Ciebie wszystko - wyszeptał do mojego ucha i odszedł. Odetchnęłam z ulgą. Cała ta sytuacja była bardzo dziwna. Em spojrzała na mnie unosząc brwi. machnęłam ręką i wyszeptałam "później" bo chłopcy właśnie zaczęli śpiewać inna piosenkę. 
Przysięgam, że Luke się do mnie uśmiechnął. Zawsze miałam do niego słabość. Ten jego uśmiech i lśniące oczy sprawiały, że nogi mi się uginały. 
Po występie chłopaków przeszedł czas na fajerwerki. Zupełnie zapomniałam o Andy'm, o Liam'ie. Byłam tylko z Em. Byłyśmy takie szczęśliwe. Śmiałyśmy się ze wszystkiego. Byłam już bardzo zmęczona. Co roku po meczu Em spała u mnie a następnego dnia urządzałyśmy imprezę. Albo, żeby świętować wygraną albo, żeby pocieszyć zawodników po przegranej. Wzięłam ją pod rękę  ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Spotkałyśmy moich rodziców i wróciłyśmy razem z nimi. Od razu poszłam pod prysznic do mojej łazienki a Em do łazienki dla gości. Zimna Woda mocząca moje ciało bardzo mnie rozbudziła. Założyłam swoją ulubioną piżamę i wyszłam do pokoju gdzie czekała na mnie Em w jednej z moich wcześniej nie używanych piżam. Wskoczyłam na łózko obok niej. Położyłyśmy się na plecach patrząc w sufit. Chwilę panowała cisza. 
-Z tatą wszystko w porządku? 
-Chyba tak. W przyszłym tygodniu ma ostatnią sprawę rozwodową. Ma stałą pracę i nawet nieźle zarabia. Radzimy sobie. 
Uśmiechnęłam się. 
-To dobrze. 
Znowu na moment zapanowała zupełna cisza.Wsłuchiwałam się w miarowe bicie mojego serca bawiąc się palcami złożonymi na brzuchu.
-Co jest między tobą a Liam'em? 
-Co? Nic. Nic między nami nie ma. Znajomi. Tym właśnie jesteśmy. Tylko znajomi. 
Zaczęłam się plątać. W sumie sama nie widziałam co między nami jest. To znaczy nic między nami nie ma. To, że się całowaliśmy nic nie znaczy. Emily usiadła i posłała mi swoje przeszywające spojrzenie. Zakryłam twarz dłońmi bo poczułam, że zaczynam się rumienić. 
-Tak jakby wczoraj się no wiesz... całowaliśmy.
-CO? Gdzie? Kiedy? 
Pociągnęła mnie tak, że teraz siedziałam obok niej. 
-OMG to nic takiego. Byłam wczoraj na kolacji u jego taty i jak mnie odwoził to tak jakoś wyszło.
-Chwila chwila... co ty robiłaś na kolacji u jego taty? Andy wie?
Skrzywiłam się na dźwięk imienia mojego chyba chłopaka. Bo nie wiem co teraz z nami będzie. Em chyba załapała o co chodzi. 
-To dlatego dzisiaj cały dzień ze sobą nie rozmawialiście? 
Skinęłam głową. 
-Zerwaliście?
Wzruszyłam ramionami bawiąc się pasmem włosów, które opadło mi na ramię.
-Nie wiem. Oficjalnie to nie ale nie wiem bo wczoraj zanim wyszłam z Liam'em to on przyszedł i powiedział, że jak z nim pójdę to z nami koniec a ja poszłam więc wiesz...
Opadłam plecami na łóżko i zakryłam twarz poduszką. Byłam rozdarta. Nie wiedziałam jak się czuję a co dopiero jak powinnam się czuć. Nie miałam pojęcia co zrobić. Z jednej strony ciągnęło mnie do Liam'a. Nawet bardzo. Cholernie mi się podobał. Ten jego styl mówienia, ubierania. Jego śmiech. Tak bardzo idealny śmiech. Błyszczące oczy. A najbardziej kręci mnie jak się na mnie złości. Wygląda wtedy tak cholernie seksownie. Ale z drugiej strony nie chciałam stracić Andy'ego. Znamy się od tylu lat. Dobrze się dogadujemy. Znamy swoje sekrety. Jesteśmy na prawdę najlepszymi przyjaciółmi. Nawet chyba więcej niż przyjaciółmi. Za bardzo jestem do niego przywiązana żeby go tak po prostu z dnia na dzień stracić dla kogoś z kim tak w sumie nic mnie nie łączy i nie mam pewności czy coś będzie mnie łączyć.
-Podoba Ci się Liam? 
Zamarłam na moment. Odłożyłam poduszkę i spojrzałam na przyjaciółkę ponownie siadając. 
-Nie. To znaczy tak. W sumie nie wiem. Ale nawet jeśli to on i tak na pewno nic do mnie nie ma. Na pewno jak mu się nie podobam.
-Niby czemu? Na pewno mu się podobasz. Jakbyś mu się nie podobała to po co by Cię zabrał na kolację? Po co by było to wszystko na festynie? El wy się całowaliście!
Zarumieniłam się. Złapałam poduszkę i ukryłam w niej moją już całą czerwoną twarz. Em zaczęła się śmiać a ja razem z nią. 
-Nie rozmawiajmy już o chłopakach, okej?
-Okej. 

W nocy nie mogłam zasnąć. Wróciłam myślami do kolacji w domu Liam'a.
-Eleanor miło Cię znowu widzieć!
Tata Liam'a - pan Christian - podszedł do mnie i uścisnął. Byłam zdezorientowana tym co zrobił. Czułam się jakbym przyszła na kolację do domu nowego chłopaka a nie na spotkanie biznesowe. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Starsza kobieta w fartuszku - przypuszczam, że ich gospodyni - zaprowadziła nas do drugiego pomieszczenia, w którym stał podłużny stół nakryty białym obrusem. Spojrzałam na Liam'a, który odsuwał dla mnie krzesło. Usiadłam na nim. Chłopak zajął miejsce obok mnie. 
-Tata bardzo się cieszy z tej kolacji - szepnął przysuwając się do mojego ucha - ma nadzieję, że uda mu się zrobić interesy w Europie. Wszystko zależy od tego wieczora. 
Odwróciłam głowę w jego stronę. Nasze twarze znajdowały się kilka centymetrów od siebie. Wpatrywaliśmy się sobie nawzajem w oczy. Wtedy przy stole pojawiła się reszta osób. Liam odsunął się ode mnie uśmiechając się do mężczyzny naprzeciwko. Domyśliłam się, że to był mężczyzna z którym pan Payne chce robić interesy na innym kontynencie. Po mojej drugiej stronie usiadła bardzo ładna, blondwłosa dziewczyna. Odwróciłam się w jej stronę delikatnie się jej przyglądając. Kto to może być? Dziewczyna Liama? Siostra? Możliwe, że siostra ale ona w ogóle nie pasowała do tej rodziny. Liam i jego tata są wysocy, ciemnowłosi z prawie czarnymi oczami. A ona jest niską, drobną blondynką z niebieskimi (chyba) oczami. 
Odwróciłam szybko głowę rumieniąc się bo zauważyła, że się jej przyglądam. 
-Coś nie tak z moją siostrą? - usłyszałam głos Liam'a przy swoim uchu i poczułam jego dłoń na moim udzie. Spojrzałam na jego roześmianą twarz. 
-Nie, wszystko okej. Nie wiedziałam, że to twoja siostra i zastanawiałam się czy nie żałujesz, że mnie zaprosiłeś. 
Uśmiech znikł mu z twarzy. oczy zaczęły błyszczeć. Cholera. Wkurzył się. Przełknęłam ślinę. Obawiałam się jego reakcji. Po co ja to powiedziałam? Zacisnął swoją dłoń na mojej skórze. 
-Julia to moja siostra a ja zaprosiłem Ciebie i niczego nie żałuję - powiedział zaciskając zęby. Miałam nadzieję, że za raz się uspokoi. Jakoś nie bardzo miałam ochotę się z nim kłócić. Nie chciałam zniszczyć kolacji jego tacie. Uśmiechnęłam się sztucznie do wszystkich przy stole i strąciłam jego rękę z mojej nogi. Zaśmiał się poirytowany i z powrotem ją tam położył tym razem wyżej. Wzdrygnęłam się, przewróciłam oczami i poddałam się. Rozmowa wśród gości przy stole od razu zboczyła na tematy biznesowe. Nie przysłuchiwałam się za bardzo. W domu i tak nie rozmawiało się o niczym innym niż firma rodziców. Chociaż ostatnio wszedł temat mojego college'u. Grzebałam widelcem w talerzu. Nawet nie byłam głodna. Co dla mnie w sumie nie jest nowością. Ogólnie mało jem. 
-Mogłabyś chociaż udawać, że się dobrze bawisz? Dla mojego taty to ważne.
Usłyszałam głos Liam'a. Wypełnił moją głowę. Uśmiechnęłam się do niego z sarkastycznie i wróciłam do grzebania w talerzu. Nie byłam w nastroju nawet żeby udawać, że wszystko jest okej. Nagle z zupełnie nieznanego mi powodu w oczach pojawiły mi się łzy. Cholera. Nie mogę płakać. Nie tu. Nie teraz. Szybko otarłam pojedynczą łzę spływającą po moim policzku. Liam złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie z troską marszcząc brwi. Pokręciłam głową delikatnie na boki. Musiałam wyjść. Czułam, że za raz wybuchnę. Liam jakby czytał w moich myślach. 
-Miło było pana poznać panie Howard - zwrócił się do gościa swojego ojca wstając z krzesła - niestety Eleanor i ja mamy na dzisiaj jeszcze inne plany więc będziemy się musieli już pożegnać.
Podał mi rękę i zmusił żebym wstała. Zrobiłam to. Jego ojciec spojrzał na nas zaskoczony. Spuściłam głowę. Nie mogłam nikomu spojrzeć w oczy. Strasznie dziwnie się czułam. Nikt nic więcej nie powiedział a my bez dalszych wyjaśnień po prostu wyszliśmy. Chłopak zaciągnął mnie do korytarza przez który weszliśmy do domu i oparł mnie o ścianę łapiąc za ramiona. 
-Eleanor? El! Co się dzieje?
Przestałam płakać. Nawet nie pamiętałam już czemu zaczęłam. Spojrzałam na chłopaka, który chyba na prawdę się o mnie martwił. 
-Ja... przepraszam. Nie wiem co się stało. Ostatnio sama siebie nie rozumiem. Przepraszam, że zepsułam tą kolację. Na prawdę nie chciałam. Ja tylko...
Zatkał moje usta palcem i pogładził mój policzek dłonią. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Nic się nie stało. Od razu Ci mówiłam, że nie musimy tu iść. 
Wpatrywałam się w niego nic nie mówiąc. Uśmiechnął się do siebie jakby sobie właśnie coś przypomniał. Zrobił krok do tyłu ciągnąc mnie za sobą. Ruszyłam za nim zaskoczona. Na dworze było ciemno, kiedy wyprowadził mnie tylnymi drzwiami do ogrodu. Puścił moją rękę zostawiając mnie z tyłu. 
-Liam dokąd ty mnie ciągniesz? Zwariowałeś? Jest ciemno!

***

Na imprezę wszystko było już gotowe. W tym roku rodzice zgodzili się tylko pod warunkiem, że będzie ona w ogrodzie. Rok temu wymknęła się nieco spod kontroli i skończyło się na tym, że przez dwa tygodnie mieszkałam u Em bo mieliśmy remont prawie całego domu.
Goście już powoli pojawiali się gdy ja z Em kończyłyśmy się szykować w mojej łazience. 
-Myślisz, że Liam i Andy przyjdą? - zapytała nakładając tusz.
-Andy to na pewno. Co roku jest. Nie ważne czy się kłócimy czy nie. Jest kapitanem a jego drużyna świętuje zwycięstwo. Musi być. A Liam to nie wiem.
-A mówiłaś mu w ogóle?
-Pisałam mu SMS ale nie odpisał więc nie wiem. 
Skończyłam prostować włosy i byłam gotowa. Ubrałam się w jedną z moich ulubionych sukienek. Przez taras wyszłyśmy do ogrodu gdzie było już sporo ludzi. W tym roku też zaprosiłyśmy tylko najstarszą klasę (czyli naszą) no i oczywiście całą drużynę chłopaków i moją. Trochę skromniejsza impreza ale całkiem spoko. Przy basenie zobaczyłam Andy'ego i Scott'a. Obaj chłopcy palili skręty i pili piwo. Andy spojrzał na mnie. Nie poruszyłam się przeszyta jego wzrokiem. Rzucił niedopałka na ziemię i przedeptał go butem. Ruszył w moja stronę. Przełknęłam nerwowo ślinę. Nie miałam pojęcia co może zrobić w takim stanie. 
-El! Skarbie! Opowiadaj jak tam było! Zabrał twoje dziewictwo? Czy może jemu też nie dałaś tak jak mi odmawiałaś przez te wszystkie lata? - wykrzyczał Andy obejmując mnie ramieniem. Kilka osób spojrzało na nas. Chłopak był totalnie pijany i naćpany. Strasznie śmierdziało od niego wódką. Odepchnęłam go od siebie z całej siły. Zachwiał się ledwie stojąc na nogach. 
-Możesz się zamknąć? Jesteś pijany! Nie masz prawa wtrącać się w moją prywatność i krzyczeć o tym do wszystkich ludzi! Wynoś się stąd! 
Byłam zła. Gorzej. Byłam wkurwiona. Na maksa wkurwiona. Chłopak zaśmiał się pod nosem. 
-Bo co? Co mi zrobisz? Uderzysz mnie? Wypchniesz? Haha nie odważysz się. Nic mi nie możesz zrobić. Nic. 
Przestąpiłam z nogi na nogę lekko się cofając. Miał rację. Nic mu nie mogłam zrobić. Był dla mnie za silny.
-Ona nie ale ja tak.
Usłyszałam za sobą głos. Ten głos! W tamtym momencie głos, na który podświadomie czekałam. Liczyłam, że go usłyszę. Poczułam dużą, ciepłą dłoń na mojej talii. Od razu poczułam się bezpieczniej. Andy spojrzał na nas i cały poczerwieniał ze złości.
-Zabierz. Te. Łapy. Od. Mojej. Dziewczyny! - wykrzyknął przez zaciśnięte zęby powoli do nas podchodząc. Coraz więcej osób zaczęło się nam przyglądać. Nawet muzyka ucichła. Liam sprawnym ruchem popchnął mnie za siebie oddzielając mnie swoim ciałem od pijanego chłopaka. Niekontrolowanie zaczęłam drżeć. Powoli cofałam się do tyłu. Przy mnie od razu znalazła się Em. Byłam za daleko, żeby usłyszeć o czym chłopaki zawzięcie dyskutują. Liam był sporo wyższy od Andy'ego. Ten drugi chciał popchnąć Payna i podejść do mnie na szczęście mu się to nie udało. W końcu przestał napierać i staną patrząc na mnie. 
-El! A może pochwalisz się wszystkim? Może im powiesz czemu zerwaliśmy! Nie? To ja im powiem! Zerwaliśmy bo ona jest dziewicą! Nie chciała się bzykać! A ja... - nie dokończył bo w tym momencie Liam przywalił mu w twarz sprawiając, że chłopak przewrócił się na Ziemię. W moich oczach pojawiły się łzy. Zakryłam usta dłonią i pobiegłam do domu, do swojego pokoju. Nie zwracałam uwagi na gości, którzy byli w moim ogrodzie. Łzy już porządnie płynęły po mojej twarzy. Wbiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Ukryłam twarz w poduszce i zaczęłam płakać. Jak on mógł mi to zrobić? To są moje prywatne sprawy! Nikt nie wiedział, że nigdy z nikim nie spałam. Umówiliśmy się, że wszystkim będziemy mówili, że już to robiliśmy. Nie byłam na to gotowa a jakoś nie uśmiechało mi się żeby wszyscy o tym wiedzieli. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moich plecach. Przestraszyłam się i szybko odsunęłam. Gdy okazało się, że to moja przyjaciółka od razu się do niej przytuliłam i znowu zaczęłam płakać. Dziewczyna pocierała ręką moje plecy. Oczy miałam już całe czerwone. Odsunęłam się siadając naprzeciwko nie4j. Popatrzyła na mnie ze współczuciem wycierając moje policzki. 
-Em. Jak on mógł mi to zrobić? Przecież wiedział jakie to dla mnie ważne żeby nikt o tym nie wiedział. Wiesz jakie zdanie mają w szkole na temat 18-letnich dziewic. Nie chciałam, żeby wiedzieli. Ja... - znowu się rozkleiłam.
-El nie przejmuj się. To twoja prywatna sprawa. Z resztą już tylko miesiąc szkoły został. A później jedziemy do college'u, pamiętasz? Nowe miasto, nowa szkoła, nowi ludzie. Nikt nie będzie niczego o nas wiedział. Możemy być kim chcemy. 
Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się. Jestem cholerną szczęściarą, że mam taką przyjaciółkę. Bez niej nie dałabym rady. Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam "dziękuję''. Poczułam jak się uśmiecha. Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Do mojego pokoju wszedł mój tata a za nim Liam. Przetarłam oczy wstając z łóżka. 
-Tato ja...
-El wszystko w porządku. Liam mi wszystko powiedział. Nie przejmuj się kochanie. Masz nas i swoich prawdziwych przyjaciół. Nie unikniemy takich ludzi w swoim życiu ale się czegoś nauczymy. Nie popełnimy takich samych błędów dwa razy.
Przytuliłam się do niego mocno obejmując go za szyję. 
-Dzięki tato - powiedziałam odsuwając się od niego. Pogłaskał mnie po głowie i wyszedł. Spojrzałam na Liam'a, który opierał się o ścianę przy drzwiach. Gdy tylko mój tata zniknął od razu do mnie podszedł, łapiąc mnie za rękę.
-Wszystko w porządku?
Skinęłam głową wpatrując się w jego lśniące oczy. Uśmiechnął się delikatnie. Staliśmy w ciszy wpatrując się w siebie. Ciągle trzymał mnie za rękę. 
-Too.... może ja was zostawię - powiedziała Emily i puszczając mi oczko wymknęła się z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wróciłam wzrokiem na Liam'a. 
-Nienawidzę widoku płaczącej dziewczyny. Zwłaszcza tak pięknej dziewczyny. - powiedział pocierając palcami mój lewy policzek. Zarumieniłam się pod jego dotykiem. Jak zwykle przy nim nie wiedziałam co powiedzieć. Po raz kolejny zupełnie mnie zaskoczył i przywarł do mnie łącząc nasze usta. Ohh Boże jak on dobrze całował. Przy nim zapomniałam o wszystkim. Liczyło się tylko to, że mnie całuje, Jego język delikatnie dotknął mojego. Czułam się wtedy jakbym mogła zrobić wszystko. 

                                          

Ten rozdział nieco dłuższy niż poprzednie ;)
Kiedy pojawi się kolejny? Nie mam pojęcia ale postaram się jak najszybciej. Oczywiście będę wcześniej informować ;)

Chciałabym baaardzo PODZIĘKOWAĆ za ponad 1K wyświetleń ;***

Aaaaa i mam nadzieję, że wszyscy się domyślili ale jeśli nie to fragment pisany kursywą to jest wspomnienie. 

Jeśli doceniasz moje kilka godzin spędzonych nad pisaniem tego rozdziału to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz, nawet jedno słowo ;)

czytam = komentuję 

I kocham wszystkich co to czytają <3

7 sierpnia 2014

Rozdział 6

Stałam przed dużym lustrem w łazience. Liam kazał mi się ubrać elegancko więc zdecydowałam się na krótką, czarną, obcisłą sukienkę z odkrytymi plecami. Włosy upięłam wysoko na głowie wypuszczając kilka luźnych pasm. Oczy podkreśliłam tuszem. Na usta nałożyłam warstwę błyszczyku. Lekko spryskałam się bardzo drogą i delikatną wodą perfumowaną. Byłam gotowa do wyjścia. Słońce powoli zachodziło. Ostatnie promienie wpadały do mojego pokoju odbijając się od złotej biżuterii na szyi i prawym nadgarstku. Zeszłam po schodach bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Poprawiłam włosy i otworzyłam. Cofnęłam się o krok zaskoczona. Przed moim domem stał Andy. Ale wtopa. Nic nie mówiłam mojemu chłopakowi, że wychodzę. Spojrzał na mnie od góry do dołu. Był zdenerwowany.
-Możesz mi powiedzieć co to wszystko ma znaczyć?! - wszedł do domu zatrzaskując drzwi.
Zawahałam się chwilę.
-To nie tak jak myślisz - zaczęłam się tłumaczyć powoli do niego podchodząc. Jego oczy dosłownie błyszczały złością. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Włosy miał potargane. Nadal był ubrany w strój drużynowy. Pewnie mieli trening cały dzień.
-Co nie tak jak myślisz?! Całujesz się za moimi plecami z obcym chłopakiem! Myślałaś, że się nie wyda? Cóż wybacz ale widziało to pół szkoły! - wykrzyknął przystawiając mi przed twarz telefon ze zdjęciem na którym Liam całuje mnie w policzek, wtedy przed szkołą. Wiedziałam, że to się źle skończy. Wiedziałam.
-Andy przecież to nic nie znaczy. To on mnie pocałował nie ja jego. Na dodatek w policzek.
Spojrzał na mnie mocno rozzłoszczony ale już nie tak bardzo jak z początku. Odetchnął przeczesując włosy ręką. Popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Dobra. Będzie okej jeśli mi powiesz, że nie wychodzisz z nim.
Zrobiłam wielkie oczy odsuwając się od niego. Nie byłam w stenie wykrztusić z siebie ani słowa. Andy chyba się domyślił prawy bo zacisnął zęby.
-Nigdzie. Nie. Idziesz!
Co? Ja muszę tam pójść. Obiecałam mu. Andy nie ma prawa mną rządzić. To, że jest moim chłopakiem nie oznacza, że może mi rozkazywać. Jego gniew mi się udzielił. Usłyszałam klakson dobiegający z ulicy. Liam już po mnie przyjechał.
-Właśnie, że idę! - powiedziałam pewna siebie. Z uniesioną głową ruszyłam do drzwi mijając go po drodze. Otworzyłam je i zobaczyłam ubranego w garnitur uśmiechającego się Liam'a.
-Jeśli z nim pójdziesz to z nami koniec.
Głos Andy'ego był spokojny. Słyszałam tylko te słowa. Wszystko inne umilkło. Zatkało mnie. Musiałam pójść z Liam'em. Chciałam pójść z Liam'em. Podjęłam najszybszą decyzję w swoim życiu. Zebrałam resztki pewności siebie i odwróciłam się.
-Jak chcesz. Tylko pamiętaj to jest zwykła kolacja. Nic więcej. I to nie ja lizałam się z kimś innym w szkole. Tylko ty. I nie zapominaj jak na to zareagowałam. Wiec przemyśl to.
Odwróciłam się i odeszłam w kierunku Liam'a. Nawet nie kłopotałam się żeby spojrzeć na reakcję swojego chłopaka. Wsiadłam do samochodu, który widziałam już wcześniej pod szkołą i Liam odjechał. Ręce nadal mi się trzęsły.
-Wszystko okej? - zapytał kładąc mi swoją dłoń na kolenie. Poczułam dreszcz przebiegający po moim ciele. Dziwne ale poczułam się lepiej. Jakby jego dotyk mnie uspokajał.
-W porządku - odpowiedziałam nie patrząc na niego. Nie zdjęłam też jego ręki, która tkwiła na mojej nodze. Kółka kreślone przez jego kciuk na mojej skórze na prawdę pomagały mi się uspokoić.
-Bo jeśli chcesz to możemy sobie odpuścić tą kolację. Możemy porobić coś innego.
Spojrzałam na niego. Był bardzo spokojny i poważny. Lewą rękę trzymał na kierownicy (prawa nadal była na moim teraz już udzie). Patrzył przed siebie na drogę co raz na mnie zerkając. Lekki zarost wyraźnie uwydatniał jego wystające kości policzkowe.
-Jest okej - powiedziałam powracając do wpatrywanie się w przednią szybę. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Zabrał swoją rękę dopiero gdy byliśmy na miejscu. Po wyjściu z samochodu po prostu stałam zszokowana. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Dom był ogromny, biały a dookoła rósł wielki, cały w różnokolorowe kwiaty ogród. Wszystko idealnie zadbane.
-Jak tu pięknie - wyszeptałam. Liam chyba to usłyszał bo uśmiechnął się do mnie.
-Moja mama lubiła kwiaty - powiedział podchodząc i patrząc mi w oczy.
-Lubiła?
-Nie żyje.
Uśmiech momentalnie znikł mi z twarzy. Delikatnie złapałam go za rękę.
-Tak mi przykro.
Spojrzał na nasze splecione dłonie. Wzruszył ramionami mocniej ściskając moje palce. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego. Po chwili wrócił już dawny, poważny Liam. Rozdzielił nasze dłonie i wskazał mi ręką żebym poszła przodem w stronę wielkiego domu. Odetchnęłam i tak zrobiłam.

*** 

-Liam dokąd ty mnie ciągniesz?  Zwariowałeś? Jest ciemno. 
Byłam zdezorientowana. Co on wymyślił? W środku kolacji przeprosił wszystkich przy stole, zaskakując ich i powiedział, że musimy już iść. Wyprowadził mnie tylnym wyjściem prosto w ciemny ogród. Odruchowo złapałam go za rękę. Nie znoszę ciemności. Panicznie się wtedy boję. Moja wyobraźnia działa wtedy na najwyższych obrotach. 
Chłopak zaśmiał się dalej mnie za sobą ciągnąc. 
-Boisz się?
Nie odpowiedziałam co sprawiło, że miałam okazję jeszcze raz usłyszeć jego rzadki ale tak cudowny śmiech. Nagle jego ręka puściła moją i zostałam sama w ciemnościach. Momentalnie zaczęłam się trząść. Nie tylko dlatego, że było mi zimno. Bałam się. Zostawił mnie samą w obcym, ciemnym miejscu. 
-Liam? Gdzie jesteś? To wcale nie jest śmieszne. 
Objęłam się ramionami pocierając już zimną skórę. Akurat tamta noc musiała być zimna. Nagle rozbłysło światło. Okazało się, że stoję na trawie, w środku wielkiego ogrodu. Przede mną była biała altanka. Cała w małych, białych światełkach. To było piękne. Tak bardzo... romantyczne? Stałam tam patrząc się przed siebie. Zupełnie zapomniałam o strachu, zimnie. Liczyła się tylko tamta chwila. 
-Podoba się?
Usłyszałam za plecami głos Liam'a. Uśmiechnęłam się szeroko. 
-Tu jest pięknie. Ale... czemu? Czemu mnie tu zabrałeś i mi to pokazałeś?
Stanął przede mną wzruszając ramionami. Spojrzałam mu w oczy.
-To było ulubione miejsce mojej mamy. Zawsze razem spędzaliśmy tu czas. Pomyślałem, że może Ci się spodobać. 
To było takie miłe. Uśmiechnęłam się do niego.
-Jasne, że mi się podoba. 
Chłopak, wyraźnie rozluźniony, też się do mnie uśmiechną i weszliśmy do altanki. Znowu zrobiło mi się zimno i zadrżałam. Nie umknęło to uwadze chłopaka. 
-Zimno Ci?
-Co? Nie. Może trochę ale nie ważnie. Nic mi nie będzie.
Pokręcił głową, zdjął swoją marynarkę i zarzucił ją na moje ramiona. Otuliłam się nią ciaśniej bo cholera na prawdę było zimno. Tak bosko pachniała. Mogłam rozkoszować się tym zapachem. Zapachem Liam'a. Nie chciałam z tamtą odchodzić ale było już późno, a następnego dnia był mecz, festyn i w ogóle.
-Tu jest na prawdę pięknie. Cieszę się, że mi to pokazałeś ale...
-Ale co? - spojrzał na mnie wnosząc brew. 
-Jest późno. Musze wracać do domu.
Skrzywiłam się lekko. Na prawdę chciałam tam zostać ale nie miałam wyboru. Z resztą obiecałam rodzicom, że nie wrócę późno. Liam kiwnął głową i wskazał ręką żebym wyszła. W ciszy przeszliśmy chodnikiem obok domu. Auto czekało już przy wjeździe. Chłopak otworzył mi drzwi i wsiadłam do środka. Było mi jakoś dziwnie smutno. Czułam się jakbym opuszczała tamto miejsce na zawsze. W sumie raczej nie zapowiadało się żebym miała tam wrócić. To była tylko jednorazowa kolacja. 
Całą drogę pokonaliśmy w milczeniu. Liam ani razu na mnie nie spojrzał. Obraził się? W sumie nie ważne. Co mnie to obchodzi. Światło nad drzwiami mojego domu było zapalone. Moi rodzice poszli już spać. Zawsze tak robili jak wracałam późno do domu. Dobrze, że zabrałam swoje klucze. Kiedyś musiałam iść spać do Emily. Samochód zatrzymał się tuż przed moim wejściem. Liam szybko wyszedł i otworzył mi drzwi. Odprowadził mnie pod sam dom. Odwróciła się do niego. 
-No więc... dziękuję za kolację i w ogóle za wszystko. Było bardzo miło. 
Ku mojemu zdziwieniu chłopak uśmiechnął się. Myślałam, że jest zły lub coś. Nigdy nie mogę przewidzieć jego nastroju. Jest taki zmienny. 
-Nie ma za co. To ja dziękuję Ci, że dotrzymałaś mi towarzystwa. 
Uśmiechnęłam się. Znowu czułam się niezręcznie. 
-No to do jutra - powiedział chłopak. Co mam zrobić? Przytulić go? Pocałować w policzek? 
Nie zrobiłam nic. Stała, z lekkim sztucznym uśmiechem wpatrując się w niego. Tak w sumie to było mi smutno, że musimy się rozstać. Pomimo wszystkiego lubię z nim spędzać czas. Liam zawahał się. Po chwili uśmiechnął się i odwrócił żeby odejść. Zrobił krok i zatrzymał się. 
-Pieprzyć to... - usłyszałam jego cichy głos i w ułamku sekundy znalazł się przy mnie przyciskając mnie swoim ciałem do drzwi. Jego jedna ręka znalazła się na mojej talii a drugą wplątał w moje włosy łącząc nasze usta razem. Z początku byłam zaskoczona jednak szybko oddałam pocałunek. Był w tym taki dobry. Jęknęłam kiedy przygryzł moją dolna wargę opierając swoje czoło o moje. Jego oddech był głośny. Podobnie jak mój. Stałam oszołomiona tym co się stało. Powoli zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. Liam otarł się swoim kroczem o mnie i jęknął cicho. Odchylił moją głowę i zassał się na mojej szyi. Nie potrafiłam mu przerwać chociaż wiedziałam, że zostanie mi po tym ślad. Jego ręce błądziły po moich plecach. Bliskość naszych ciał sprawiała, że nogi zaczęły mi się uginać w kolanach. W końcu zrobił krok do tyłu starając się uspokoić oddech. na twarzy miał szeroki uśmiech.
-Śnij o mnie, księżniczko.
Puścił mi oczko i odszedł. Oszołomiona stałam nadal opierając się plecami o drzwi i patrzyłam na niego bez słowa.
-Marynarkę możesz zatrzymać. Na tobie i tak wygląda lepiej.

                                                    

Następny rozdział będzie w środę ;) 

czytam = komentuję  

liczę na szczerą opinie ;)

1 sierpnia 2014

Rozdział 5

Przez całe dwa tygodnie, codziennie wstawałam rano i szłam do szkoły żeby zająć się przygotowaniami. Festyn miał być tego samego dnia co mecz finałowy naszej szkolnej drużyny. Codziennie spędzałam z Liam'em mnóstwo czasu. Nadal miał swoje ataki agresji, ale wszytko szybko mu przechodziło. W sumie nawet nieźle się dogadywaliśmy. Raz chciał mnie odprowadzić do domu, ale pojawił się Andy więc grzecznie zrezygnował. Lubiłam go. Jednak nadal nic prawie o nim nie wiedziałam. W przeciwieństwie do niego. On wiedział o mnie dużo. Ciągle mnie o coś pytał a ja - ja odpowiadałam no bo co miałam zrobić. 
W przeddzień meczu i festynu byłam bardzo zdenerwowana. Stres nie dawał mi spać. Całą noc "tłukłam się" na łóżku, bijąc się z myślami. Rano wybiegłam z domu bez śniadania. Wymknęłam się Oldze bo nie wypuściłaby mnie. Dochodząc do szkoły zauważyłam, że ekipa rozstawiła już scenę i wszystkie namioty. Uśmiechnięta weszłam na plac obok boiska szkolnego gdzie miał być festyn. Wyglądało to nawet lepiej niż sobie wyobrażałam. 
-Ej panienko! Tu się nie wolno jeszcze kręcić!
Usłyszałam za sobą głos jednego z pracowników. Przez moment mnie zatkało. Odwróciłam się do starszego mężczyzny.
-Yyy...ja tylko...
-Spokojnie ona jest ze mną. Jest drugim sponsorem. Nic się nie stanie. Zajmę się nią.
Ja cie piernicze jak on mógł mnie przestraszyć! Nie zapomnę mu tego. Czy nikt go nigdy nie nauczył, że nie wolno ludzi zachodzić od tyłu? Zwłaszcza zestresowane dziewczyny? Mężczyzna skinął głową do kogoś za mną i odszedł. Odwróciłam się do, już pękającego ze śmiechu, Liam'a.
-Możesz mi powiedzieć, co Cię tak śmieszy? - zapytałam z irytacją w głosie, zakładając ręce na piersiach. Pokręcił tylko głową i powrócił do swojej stałej, poważnej miny. Przewracając oczami ruszyłam w stronę szkoły. Chłopak szedł za mną. Przez minione dwa tygodnie zawsze jak miałam trening siedział na trybunach dosłownie zabijając mnie wzrokiem. Czy on nie ma nic lepszego do roboty? Podobno przejmuje firmę po ojcu, nie powinien  się tam czymś zająć? Potrząsnęłam delikatnie głową uwalniając się od niechcianych myśli. Przed budynkiem szkoły było już bardzo dużo osób. Wśród nich zobaczyłam Rebecc'e. Tak bardzo chciałam ją wywalić, niestety nie miałam podstaw. Po tej naszej ''rozmowie" starała się nieźle. Zawsze była na czas, nie gubiła się w układach. No po prostu nie mogłam jej wywalić. Stanęłam przy schodkach do głównego wejścia i odwróciła się do Liam'a, który z nieznanego mi powodu przyszedł tu za mną. 
-Masz zamiar iść ze mną na lekcje?
-Co? - zapytał wyrwany z zamyślenia. Spojrzałam na niego unosząc brwi - a.. nie. Chciałem Cię tylko odprowadzić i życzyć Ci miłego dnia. - odpowiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego zaskoczona ale uśmiechnęłam się. Szczerze.
-Dzięki. 
Wtedy chłopak przysunął się do mnie i pocałował w policzek. Jego lekki zarost łaskotał mnie w skórę. Przez ciało przebiegły dreszcze. Stałam osłupiała wpatrując się w jego roześmiane oczy, (swoją drogą bardzo piękne oczy) które były bardzo blisko moich. 
-Widzimy się jutro na festynie - puścił mi oczko i odszedł w stronę parkingu. Pierwszy raz widziałam jak wsiada do samochodu. Odjechał a ja nadal stałam w tym samym miejscu. Palcami dotknęłam miejsca w którym kilka minut temu jego usta zetknęły się z moją skórą. Co to miało być?
Zamyślona weszłam do budynku i ruszyłam w stronę swojej szafki. Omijałam wszystkich ludzi jakby byli duchami. Ciągle miałam w głowie "incydent", który miał miejsce przed szkołą. Czemu to zrobił? To znaczy to w sumie nie było nic takiego. Zwykły całus w policzek. Przyjacielski. Niby to nie było ważne, znaczące ale jakoś nie mogłam się tego pozbyć z głowy. Wyjęłam z szafki podręcznik do matematyki. Spojrzałam na odbicie swojej twarzy. Byłam tak bardzo przemęczona, że nawet makijaż nie do końca dał rade to ukryć. Przeczesałam palcami włosy i zamknęłam drzwiczki. Wszystkie lekcje mijały mi bardzo powoli i nudnie. Stresowałam się tym festynem no i oczywiście meczem. Ciągle też w głowie siedział mi Liam. Nie mogłam go zrozumieć. Ciągle wysyłał takie sprzeczne sygnały.
-El może ty nam odpowiesz? - z zamyślenia wyrwał mnie głos profesora od historii. 
-Emm.. przepraszam czy mógłby pan powtórzyć pytanie>
Spojrzałam na niego trzepocząc rzęsami i uśmiechając się słodko. Nie zrobiło to na nim niestety wrażenia. Przewrócił oczami wyraźnie poirytowany. 
-Powiedz nam co się wydarzyło w 1864 roku.
W którym? 1864? Nie mam pojęcia.... Co wtedy było? Jakaś wojna? Jakiś pokój? Nie wiem...
-Yyy.. przepraszam ale nie znam odpowiedzi na to pytanie - wybąkałam pod nosem. Wiedziałam, że chce mi pocisnąć ale chyba ugryzł się w język bo zaczął pytać kogoś innego. Oczywiście wszyscy pozostali znali odpowiedź na to pytanie. Przez wszystkie zajęcia nikt nie zapytał mnie o nic. Akurat na ostatniej i to pod koniec lekcji musiało wyjść na jaw, że jestem nieprzygotowana do zajęć. Zignorowałam dalszy wykład profesora i wyjrzałam za okno. Zamarłam z otwartą buzią. 
-Co do cholery? - powiedziałam pod nosem. To moje "pod nosem" okazało się jednak być zbyt głośne bo po chwili wszyscy się na mnie patrzyli. Zignorowałam ich machnięciem ręki. Na chodniku przed szkołą stał sportowy samochód, a o maskę opierał się uśmiechnięty Liam. Po jaką cholerę on tu przyjechał? Poszpanować swoją urodą i drogim autem? Też mam drogi samochód i co? Nie staję nim przed głównym wejściem żeby go wszyscy widzieli. Do końca lekcji siedziałam jak na szpilkach wpatrując się w chłopaka za oknem. Nie miałam w ogóle pomysłu po co on mógł się tu zjawić.  Po dzwonku jak strzała wypadłam z klasy. Wrzuciłam podręcznik do szafki i wyszłam przed szkołę. Podeszłam prosto do chłopaka. 
-Co ty wyprawiasz? - zapytałam lekko zdenerwowana. Wiedziałam, że jest tu dla mnie bo nie znał nikogo więcej. Byłam zmęczona po całym dniu w szkole. Na dodatek było gorąco. Chłopak zsunął okulary i spojrzał na mnie. 
-Uspokój się. Nie zrobiłem niczego złego. Chciałem tylko z Tobą porozmawiać - odpowiedział spokojnym tonem. Jego głos wpłyną na mnie lekko uspokajająco. 
-Nie mogłeś zadzwonić? - kontynuowałam  swoje małe przesłuchanie. 
-Nie mam twojego numeru. Nie pamiętasz? 
Zmieszałam się lekko. Chłopak już wcześniej chciał mieć mój numer. Sama mu nie dałam tłumacząc, że na pewno nigdy mu się nie przyda. Zrobiłam mu "aferę'' a on po pierwsze nie jest dla mnie nikim bliskim a po drugie nie zrobił niczego złego. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku.
-Daj swój telefon.
-Co?
-Daj mi swój telefon. 
Niepewnie wyjął z kieszonki smartfona. Przypuszczam, że nieźle drogi sprzęt. Podał mi go. Odblokowałam go, wpisałam mu swój numer podpisując się "El, ta od festynu" i oddałam właścicielowi. 
-Proszę. Teraz masz mój numer. Możesz jak człowiek w XXI wieku zadzwonić. Nie musisz się fatygować. 
Posłałam mu sztuczny uśmieszek. Byłam już serio bardzo poirytowana całą tą sytuacją. Spojrzał na mnie tym swoim tajemniczym i wrogim spojrzeniem.
-Dzięki - odpowiedział jakby lekko obrażony i wziął telefon z mojej dłoni chowając go w tylnej kieszeni spodni. 
-Ale skoro już tu jesteś to może powiesz mi co było tak ważne, że aż czekasz na mnie pod moją szkołą? - zapytałam zniecierpliwiona. Chciałam to jak najszybciej załatwić bo staliśmy na oczach całej szkoły. Wieści szybko się roznoszą, więc o mojej kłótni z Andy'm wiedział już chyba każdy. O tym, że do siebie wróciliśmy pewnie też. A to, że stoję przed szkołą z jakimś młodym, atrakcyjnym chłopakiem to tylko kolejny temat do plotek. W jego oczach widziałam rozbawienie. 
-Hmm... no nie wiem. Może jednak powinienem do Ciebie zadzwonić. No wiesz jak to przystało na człowieka z XXI wieku. 
Nie wytrzymałam i roześmiałam się. On również. Uwielbiam jego śmiech. Taki krótki, pojedynczy dźwięk. Atmosfera między nami nieźle się rozluźniła. 
-A skąd masz pewność, że odbiorę? - zapytałam słodko się uśmiechając. Czy ja z nim flirtuję? Muszę przestać! Uśmiechnął się i pokręcił głową. 
-Mój ojciec ma dzisiaj spotkanie biznesowe. W sumie to bardziej kolacja biznesowa. U mnie w domu. I ja muszę na niej być. No wiesz przejmuję firmę i te sprawy... - machnął ręką - tata nalega, żebym przeszedł z kimś. No więc... pomyślałem sobie..., że może ty byś ze mną poszła? 
Zrobiłam wielkie oczy. Co? Czy on zwariował? W charakterze kogo miałabym tam pójść? 
-Nie wiem czy to dobry pomysł... - odpowiedziałam nieśmiało. Spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony moją odmową. 
-Co? Czemu? 
-No bo wiesz.... Ja mam chłopaka....
Przewrócił oczami lekko się śmiejąc. 
-Zwariowałaś? Przecież wiem. Z resztą nie da się tego nie zauważyć - przewrócił oczami. Zaczerwieniłam się - nie zapraszam Cię przecież na randkę. To zwykła kolacja. Można powiedzieć w podziękowaniu za wspólne interesy. 
Spojrzałam na niego. Był rozluźniony i pewny siebie. Nadal się wahałam. C ja mam mu odpowiedzieć? Zgodzić się? W sumie to tylko zwykła kolacja. Nic osobistego. Zwykły posiłek. Westchnęłam. 
-No dobra. O której i gdzie?
Niespodziewanie chłopak pocałował nie w policzek. Znowu! Dokładnie w to samo miejsce co rano. Tym razem jednak trwało to dłużej a jego dłoń zakryła drugą połowę mojej twarzy. Ponownie stanęłam jak sparaliżowana. Jego brązowe oczy dosłownie błyszczały radością. Z czego on się tak cieszy? Odsunął się i oparł się o samochód jednak nadal trzymał mnie za rękę. Widziałam miny ludzi, którzy nas mijali. To się nie skończy dobrze.  

                                     

Z lekkim opóźnieniem tak wiem i przepraszam. 

Informacje na temat kolejnego rozdziału jak i jego zapowiedź znajdziecie TU

czytam = komentuję 

proszę to dla mnie wiele znaczy bo nie wiem czy jest sens pisania tego dalej ;/