25 lipca 2014

Rozdział 4

Nieznajomy chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Okulary wsunął na włosy więc mogłam zobaczyć jego oczy. Staliśmy tak chwilę wpatrując się w siebie.Dyrektor odchrząknął zwracając na siebie naszą uwagę. Objęłam Em ramieniem kładąc głowę na jej ramieniu i spojrzałam na Collins'a.
-Nie będę owijał w bawełnę bo nie mam na to czasu. Mam nadzieję, że się dogadacie. Liczę na was.. Ten festyn jest bardzo ważny - powiedział pan dyrektor do mnie i chłopaka naprzeciwko. Patrzyłam na twarzy dyra co raz zerkając na jego młodego sąsiada. Zaczął odchodzić, jednak z powrotem się wrócił.
-Emily - zwrócił się do mojej przyjaciółki - zastąp Eleanor na treningu - skrzywiłam się na dźwięk mojego pełnego imienia. Tak rzadko ktoś je używał.
-Wy dwoje - zwrócił się do mnie i chłopaka - zacznijcie pracę od razu. Nie ma na co czekać.
I odszedł zostawiając naszą trójkę. Em uśmiechnęła się lekko i odbiegła do reszty dziewczyn, które nadal się rozciągały. Jak zwykle w obecności nowej, obcej osoby czułam się nieco nieswojo. Chwilę staliśmy w ciszy tylko na siebie patrząc. Całe szczęście chłopak pierwszy zaczął rozmowę.
-Jestem Liam - podał mi rękę - ty Eleanor, tak?
Odwzajemniłam krótki uścisk dłoni.
-Tak, ale wolę El. Raczej rzadko używam pełnego imienia.
-Czemu? Jest bardzo ładne.
Uśmiechnęłam się tylko. Przeszliśmy kilka kroków i usiedliśmy na trawie obok moich wcześniej pozostawionych rzeczy. Liam wyciągnął nogi i na moment zsunął okulary na oczy. Uśmiechnął się w stronę słońca. Siedziałam na nogach z dokumentami w dłoniach wpatrując się w niego. Cicho zaśmiał się, siadł po turecku, a okulary zawiesił na koszulce. Siedział bardzo blisko mnie.
-No więc - zaczął powoli - masz już jakiś pomysł jak to wszystko będzie wyglądać?
-Hmm.. tak w sumie to nie - zachichotałam. Chłopak spojrzał na mnie i też się uśmiechnął.
-Ja też nie - stwierdził i zaczęliśmy się śmiać.
Długo siedzieliśmy na boisku gadając o jakichś bezsensownych rzeczach. Na festyn nie przygotowaliśmy nic, ale poznaliśmy się trochę. Cały czas widziałam, że Andy się nam przygląda. Wiedziałam, że był wkurzony. Musiało już się zrobić późno bo dziewczyny i drużyna chłopaków zaczęli się zbierać na zajęcia. Ja postanowiłam, że daruję sobie resztę lekcji i pójdę do domu zająć się tym festynem. Pożegnałam się z moim zespołem i ruszyłam w stronę chodnika.
Gdy już byłam poza ogrodzeniem szkolnego boiska usłyszałam swoje imię gdzieś za plecami. Myślałam, że to Andy. Mieliśmy pogadać wieczorem. Odwróciłam się, żeby mu powiedzieć, że musi wytrzymać, kiedy okazało się, że to nie Andy tylko Liam mnie wołał. Zamrugałam oczami zdziwiona. Zapomniałam czegoś? Chłopak podszedł do mnie z uśmiechem.
-Coś się stało? - zapytałam zaskoczona.
-Yyy... - zawahał się widocznie zbity z tropu - nie. Po prostu usłyszałem jak mówisz przyjaciółce, że idziesz do domu pomyśleć na naszym wspólnym projektem i pomyślałem sobie, ze Cię odprowadzę. Może po drodze coś w końcu wymyślimy.
Byłam trochę zdezorientowana. W sumie fajnie nam się gadało więc czemu by nie miał mnie odprowadzić. Przecież to nic takiego. Może akurat coś wymyślimy.Uśmiechnęłam się lekko patrząc w jego brązowe oczy.
-Jeśli nie masz żadnych planów to będzie mi miło jeśli mi potowarzyszysz w drodze powrotnej. bardzo krótkiej drodze powrotnej. - powiedziałam ze śmiechem w głosie. On również się zaśmiał. Ramię w ramię ruszyliśmy w stronę mojego domu. Był sporo ode mnie wyższy więc, żeby spojrzeć na niego musiałam podnieść głowę do góry. Początkowo szliśmy w milczeniu. Jadnak po chwili już rozmawialiśmy jak starzy, dobrzy znajomi. Nie trwało to długo bo byliśmy już pod moim domem. Z uśmiechem na twarzach staliśmy przed drzwiami. Nie wiedziałam co powiedzieć więc wcale się nie odzywałam.Całe szczęście Liam wie kiedy zaczyna się robić niezręcznie i kiedy się odezwać rozładowując napięcie. Jak on to robi?
-No i znowu nic nie wymyśliliśmy - powiedział śmiejąc się - jakoś przy tobie nie mogę się skupić - dodał. Uśmiech znikł mi z twarzy. Po chwili do niego również dotarł sens jego słów.
-Yyy.. Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Nie to miałem na myśli.
Zaczął się nerwowo tłumaczyć. Zaśmiałam się cicho. 
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało.
Momentalnie się rozluźnił widząc, że nie wzięłam jego słów poważnie. Znowu między nami było okej. Jakby nic się nie wydarzyło. W sumie nic się nie wydarzyło. To jak zwykle ja wszystko wyolbrzymiam. 
-A może wejdziesz do środka? Jeśli nie masz żadnych planów oczywiście. Może w końcu coś wymyślimy bo czas nas jednak goni - zaproponowałam od niechcenia. 
-W sumie to miałem się spotkać z tatą, ale...
Powiedział drapiąc się po brodzie. Przerwałam mu lekko zmieszana.
-Nie to jeśli masz jakieś plany to spoko. Dam sobie radę.
Uśmiechnęłam się sztucznie. Dziwnie na mnie spojrzał. Oczy miał niemal czarne. Cofnęłam się o krok.
-Dasz mi skończyć? - zapytał jakby groźnie ale z nutką erotyzmu w głosie.  Nerwowo przełknęłam ślinę. 
-Przepraszam - bąknęłam. Czułam się przy nim jak mała dziewczynka, która narozrabiała i teraz zbiera burę od rodziców. Tak w sumie to ile on jest ode mnie starszy? 4 lata? 5?
-Mówiłem, że miałem się spotkać z tatą ale to nic takiego ważnego. Możemy to przełożyć, więc mogę u Ciebie zostać. - tym razem mówiąc to uśmiechnął się. Mam nadzieję, że szczerze. Wygrzebałam klucze z torby i otworzyłam dom. Przepuścił mnie w drzwiach więc pierwsza weszłam do wielkiego, pustego domu. Gdzieś powinna się tu kręcić Olga - nasza gospodyni. To zazwyczaj jedyna żywa istota w tym domu o tej porze. rzuciłam klucze na szklaną półkę przy drzwiach, które wydały dość głośny dźwięk. Zaprowadziłam gościa przez wielki biało-szary salon prosto na taras. Za domem mieliśmy własny ogród. Pomimo, że mieszkam w dosyć bogatej dzielnicy, to nie każdy je miał. Raz w tygodniu - czasami dwa - przychodził do nas ogrodnik i zajmował się wszystkimi roślinami. Położyłam swoje rzeczy na leżaku przy basenie i otworzyłam wielki, automatyczny parasol, który dawał cień na większość tarasu. Usiadłam na jednym leżaku gestem wskazując chłopakowi, żeby zajął drugi. nadal czułam się przy nim nieswojo. Dobrze, że chociaż byliśmy u mnie w domu to jak to się mówi byłam na własnym teranie. Wyjęłam wszystkie papiery i położyłam na niskim stoliku między nami.
-No więc - zaczęłam nieśmiało - tak sobie właśnie pomyślałam...
-El! Co ty robisz w domu? W dodatku z tym chłopcem? Co na to twoi rodzice? Już drugi dzień z rzędu opuszczasz szkołę? - usłyszałam głos Olgi dobiegający z wyjścia na taras. Posłałam Liam'owi przepraszające spojrzenie. Wtedy na tarasie pojawiła się pani Meyer. Była to starsza kobieta. gotowała u nas i zajmowała się domem, kiedy nas nie było. Na ogół była fajna tylko jak to osoby "starszej daty" miała swoje przyzwyczajenia. Nie miała własnej rodziny. To chyba był jedyny powód dla którego rodzice ją trzymali. Często traktowała mnie jak swoją... no może nie córkę ale jak wnuczkę. Swoją drogą rodzice nieźle jej płacili. Zawsze zastanawiałam się tylko po co. Mieszkała u nas, rodziny nie miała.Co ona robi z tą kasą? 
-Olga - zaczęłam ze sztucznym uśmiechem. Kobieta zawsze kazała mówić do siebie po imieniu - to jest Liam. Syna pana Payna, który był u nas ostatnio. Pamiętasz?
-Pan Payne? Hmm... A tak, tak pamiętam. 
Uśmiechnęła się do chłopaka i znowu spojrzała na mnie. 
-No dobrze już dobrze zostawię was samych. tylko mam nadzieję, że moja mała dziewczynka nic nie wykombinuje - powiedziała ''grożąc'' mi palcem. Poczułam jak robię się czerwona. Z przeprosinami dosłownie wypisanymi na twarzy spojrzałam na Liam'a. Ku mojemu zdziwieniu śmiał się. Odetchnęłam z ulgą opierając się o oparcie leżaka. Całe szczęście nie skomentował tej sytuacji. 

***

Rano byłam bardzo niewyspana. Do późna siedzieliśmy z Liam'em nad pomysłami. Na szczęście wszystko było gotowe. Wystarczy nasze plany wprowadzić w życie. Postanowiliśmy zrobić to w formie koncertów. Najpierw wystąpią ludzie z mojej szkoły a na finałowy występ Liam ma załatwić niespodziankę. Chciałam odwieźć Liama do domu bo było już ciemno jak skończyliśmy ale upierał się, że pojedzie taksówką więc nie nalegałam. Niestety musiałam odwołać spotkanie z Andy'm, ale obiecałam mu, że porozmawiamy rano. Przed jego treningiem. Moim w sumie też. Przez noc wpadło mi kilka pomysłów i muszę je pokazać dziewczynom. Wychodząc z domu zamknęłam drzwi na klucz. Na chodniku czekał na mnie Andy. Uśmiechał się szeroko. Gdy do niego podeszłam chciał mnie pocałować w policzek - odsunęłam się. 
-Przestań. Jeszcze nic nie ustaliliśmy. 
Spojrzał zaskoczony ale po chwili lekko się uśmiechnął. Całą drogę pokonaliśmy w ciszy. Wiem, że chciał mnie złapać za rękę. Ze 4 razy się do tego przymierzał. Jednak nie zrobił tego. 
Na boisku było pusto. To pewnie zasługa tak wczesnej godziny. Usiedliśmy na ławce. Słońce zaczynało już przygrzewać więc dzień zapowiadał się gorący. 
-El to co się wtedy... - zaczął Andy ale uciszyłam go przytykając mu dłoń do ust. 
-Posłuchaj Andy...
Przerwałam na chwile starając się jak najlepiej dobrać słowa. Patrzył na mnie lekko przerażony. 
-Wtedy być może zareagowałam zbyt... emocjonalnie. Nie dałam Ci szansy dojść do głosu. Ale sam sobie pomyśl jak byś się czuł jak byś mnie zobaczył w takie sytuacji.
-Ja wiem to...
-Cicho! Nie skończyłam.
Zamilkł zgodnie z poleceniem. 
-Chciałabym, żeby między nami było okej. Chcę żebyśmy zapomnieli o tej sytuacji. Nie chcę Cię stracić przez jakąś głupią dziewczynę. 
Złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony. 
-Andy ja mam tylko Ciebie, no nie licząc Em. Jesteśmy ze sobą prawie 3 lata. Nie zepsujemy tego, proszę Cię. Jesteś dla mnie ważny. 
-To znaczy, że mi wybaczasz? I znowu jesteśmy razem?
-W wielkim skrócie - tak.
Uśmiechnął się szeroko i zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. 
-Wiem jaka jest Rebecca. Nie pozwolę, żeby nas rozdzieliła. - dodałam nie puszczając go. Sam mnie odsunął i spojrzał mi w oczy.
-Wiesz, że jesteś najlepsza? Koch...
Przerwałam mu całując go prosto w usta. Nie chciałam żeby to mówił. Może i był dla mnie ważny ale nie wiedziałam czy będę mogła mu odpowiedzieć tym samym jeśli to powie. Wolałam tak zakończyć naszą rozmowę. Nasz pocałunek trwał dosyć długo. Później przez moment nie mogłam ustabilizować oddechu. Posłałam mu szczery, szeroki uśmiech. Odwzajemnił go. Po chwili zupełnie zmieniliśmy temat. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się jak dawniej. Było cudownie. Być może ta sytuacja dobrze nam zrobiła. Drużyna Andy'ego była już na boisku. Dziewczyny z resztą też. 
-Idziesz po treningu na lekcje? - zapytał zanim odeszliśmy na swoje połowy.
-Chyba tak - powiedziała krzywiąc się - ostatnio za dużo sobie odpuszczałam. Muszę pójść. 
-Jasne. To ja też pójdę. A później odprowadzę Cię do domu. 
-Okej - odpowiedziałam z uśmiechem. Andy złapał mnie w pasie, przysunął do siebie i mocno pocałował. Słyszałam gwizdy chłopaków z jego drużyny. Ze śmiechem odsunęłam się od niego. Pomachałam chłopakom a w szczególności Scott'owi i ruszyłam do moich dziewczyn. Na szczycie trybun zauważyłam Liam'a. Wpatrywał się we mnie tym swoim wrogim spojrzeniem. na moment złapaliśmy kontakt wzrokowy. Szybko jednak do przerwałam, spuściłam wzrok na ziemię i pobiegłam do czekających na mnie i uśmiechniętych dziewczyn.


                                             
Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam!
Tak wiem, że rozdział miał być w poniedziałek ale miałam problemy ze zdrowiem, byłam w szpitalu i w ogóle masakra w tym tygodniu :/ Ale już jest lepiej (przynajmniej jak na razie xD) i będę dodawać rozdziały w miarę możliwości częściej :D 

czytam = komentuję 
proszę to ważne chcę znać waszą opinię ;)

A i jeszcze coś. Jeśli ktoś chce być informowany na tt to niech mi napisze TU swoją nazwę ;)

I jeśli chcecie coś na tt pisać o moim ff to dodawajcie do swoich tweet'ów #GOLD będzie mi łatwiej znaleźć i poczytać ;)

W zakładce NOWY za każdym razem będzie pojawiała się informacja kiedy kolejny rozdział oraz krótka zapowiedź następnego rozdziału ;)

16 lipca 2014

Rozdział 3

Spotkanie z panem Paynem minęło bardzo miło. Okazało się, że to jego syn - Liam ma się zająć razem ze mną tym festynem. Nie miałam okazji go poznać, bo nie mógł być obecny na spotkaniu. Po obiedzie, który podała nam pani Meyer - nasza gospodyni, poszłam do swojego pokoju. Wzięłam telefon z biurka i rzuciłam się na miękkie łózko. Rozświetliłam 5-calowy ekran. Moim oczom ukazało się 53 nieodebrane połączenia. Zupełnie zapomniałam o sprawie z Andym. Nie miałam zamiaru wtedy się nad tym zastanawiać. Wygasiłam telefon i rzuciłam go za siebie. Leżałam wpatrując się w bladoróżowy sufit. Na chwilę przymknęłam oczy. Poczułam, że ktoś kładzie się koło mnie na łóżku. Zerwałam się w przerażeniu, że to ktoś obcy. Usłyszałam cichy chichot. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją przyjaciółkę leżącą obok mnie i zwijającą się ze śmiechu. Kuśknęłam ją w bok i przytuliłam. Leżałyśmy tak chwilę śmiejąc się. Odsunęłam ją od siebie na długość ramion i spojrzałam w oczy. Była szczęśliwa ale i jednocześnie smutna.
-Jak się czujesz? - zapytałam.
Wzruszyła ramionami i przekręciła się na plecy z rękami za głową. Ja położyłam się na boku, przodem do niej i podparłam głowę na ręce.
-Em przecież widzę, że coś się dzieje. Czemu nie chcesz mi powiedzieć? Nie ufasz mi?
Spojrzała na mnie a później z powrotem na bladoróżowy sufit.
-Nie... No przecież wiesz, że ci ufam. Jesteś moją przyjaciółką, moją siostrą. Kocham Cię... po prostu nie wiem jak mam o tym mówić.
Zakryła oczy ręką. Wpatrywałam się w nią milcząc.
-No bo chodzi o moich rodziców... - zaczęła. Postanowiłam jej nie przerywać. Czekałam, aż sama mi wszystko powie.
-Bo moi rodzice... oni się rozwodzą...
-Co? Czemu? Ale.. jak? Co?
Westchnęła i usiadła na łóżku. Poszłam w jej ślady.
-Moja mama - powiedziała z sarkazmem - znalazła sobie nowego. Młodszego. Powiedziała, że przenosi się do niego. Do Kanady. No wiesz facet ma jakąś tam swoją firmę, jest bogaty to na niego poleciała. Chce żebym z nią tam jechała - spojrzałam na nią przerażona. Chciałam jej przerwać ale uciszyła mnie gestem dłoni - spokojnie. Nie mam zamiaru. Już postanowiłam. Zostaję z tatą. Ostatnio szef coraz więcej mu płaci więc damy radę. Z matki też mam zamiar ściągnąć niezłe alimenty skoro ma teraz takiego sponsora. Będzie dobrze. Dam sobie radę. Mam tatę. No i Ciebie.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją do siebie.
-Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem. Dziękuję Ci za to.
Złapałyśmy kontakt wzrokowy i już po chwili tarzałyśmy się ze śmiechu. Em wstała i włączyła muzykę na moim McBooku. Kręcąc tyłkiem wróciła na łóżko. Widać było, że jej ulżyło gdy się wygadała. Mi mogła zaufać. Nigdy bym jej nie zdradziła. Znowu była dawną Emily. Moją Emily. Olga przyniosła nam nasz ulubiony, sok pomarańczowy.
-A u Ciebie jak tam? O co chodziło z tą sprawą z dyrem?
-Umm... no wiesz - zaczęłam popijając napój - w sumie to trochę przegięłam. Ale zaskoczyli mnie tym wszystkim. Poznałam drugiego sponsora, tak właściwie to jego syn ma się tym zająć, ale go nie było. W sumie chyba nie będzie tak źle. Mam nadzieję, że mi pomożesz?
-Z największa przyjemnością.
-A no i zerwałam z Andy'm - dodałam opróżniając szklankę. Em zakrztusiła się napojem.
-Że co? Dlaczego?
Wzruszyłam ramionami.
-Zobaczyłam go dzisiaj w szkole z Rebeccą.
-Z tą Rebeccą? Z pierwszej klasy? Z siostrą Sary?
Skinęłam głowa w potwierdzeniu. Em usiadła naprzeciwko mnie i wzięła mnie za rękę.
-Jak się czujesz?
Sama nie wiedziałam jak się czuję. W sumie było mi ciężko, że go nie mam. Tak właściwie to między nim a tą dziewczyną nic takiego nie było.Nie chciałam go stracić. Poza Em miałam tylko jego. To znaczy miałam dużo znajomych ale całą prawdę o mnie znał tylko on i Em. Nie mogę tak po prostu pozwolić mu odejść. Nie mogę go zostawić. 
-Sama nie wiem - odpowiedziałam w końcu - ciężko to chyba nie, ale może to była zbyt pochopna decyzja. To były emocje. Nie myślałam racjonalnie.
Emily spojrzała na mnie za współczuciem. 
-Przemyśl sobie to wszystko. Pogadaj z nim. Niech jakoś to wytłumaczy. Będzie dobrze. Musi być. Andy był twoją pierwszą prawdziwą miłością. Nie możesz tego stracić z powodu zbyt pochopnej decyzji. Nieprzemyślanej decyzji. 
Westchnęłam i przytuliłam ją mocno.
-Nie mam pojęcia czy to nadal jest miłość, czy sympatia, czy zwykłe przyzwyczajenie ale jedno wiem na pewno. Nie mogę się z nim rozstać. Przynajmniej nie teraz. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i zmieniłyśmy temat. 
Długo leżałyśmy śmiejąc się z byle czego. Namawiałam Em, żeby została u mnie na noc. Wolała jednak wrócić do taty. Nie chciała go zostawiać samego. W sumie miała rację. Odprowadziłam ją do drzwi i wróciłam do siebie. Po szybkim prysznicu poszłam od razu do łóżka. Byłam wykończona.

***

Ciepłe promienie słoneczne wpadające przez okno wybudziły mnie z mojego już i tak płytkiego snu. Przeciągnęłam się i w świetnym humorze pobiegłam do łazienki. Podśpiewując sobie zaczęłam rozczesywać włosy i robić - dziś wyjątkowo - lekki makijaż. Była to pierwsza noc od ponad tygodnia, którą przespałam w całości. Po podkrążonych oczach ani śladu. Dzień zapowiadał się upalnie. Z samego rana miałam trening z dziewczynami wiec od razu wskoczyłam w strój cheerleaderki. Krótka spódniczka i opięta bluzka odsłaniająca mój kolczyk w pępku - tak to zdecydowanie mój styl. Na nogi wsunęłam buty do kompletu i z torbą na ramieniu zbiegłam po schodach. Rodzice już dawno byli w pracy więc w domu panowała cisza. Bez śniadania ruszyłam do szkoły. Nie zaspałam więc poszłam piechotą. Może wcześniej przesadziłam a tą bliskością mojego domu i szkoły. Nie miałam znowu aż tak blisko. Daleko w sumie też nie. Było tak w sam raz. Byłam już pod szkołą gdy wpadłam na roześmiane Emily i Sarę. Sara to nasza bardzo bliska koleżanka. Tak jak ja i Em jest cheerleaderką. Ruszyłyśmy prosto na boisko szkolne, gdzie na drugiej połowie miała trening drużyna Andy'ego. Chłopak wpatrywał się we mnie rozbrajającym spojrzeniem. Położyłam swoje rzeczy na trawie i zleciłam dziewczynom serię ćwiczeń na rozgrzewkę przywołując gestem dłoni Rebeccę. Widziałam, że ręce jej się trzęsą co dodało mi jeszcze więcej odwagi. Niziutka i drobna dziewczynka stanęła przede mną spuszczając wzrok na swoje nerwowo spleciona palce. 
-Rebecca spójrz na mnie.
Poleciłam. Dziewczyna nerwowo podniosła głowę unikając kontaktu wzrokowego. Niestety na długo jej się to nie udawało. Założyłam ręce na piersiach, przestępując z nogi na nogę. 
-Posłuchaj mnie - zaczęłam łagodnie - obydwie dobrze wiemy jaka jest teraz między nami sytuacja. Dobrze również wiemy, że nie za dobrze idą Ci wszystkie treningi. Nie wyrzucę Cię z zespołu bo to by była zemsta, ale moje przymykanie oczu na wszystkie twoje spóźnienia i nie dociągnięcia właśnie się skończyły. Staraj się, pracuj, pokaż, że Ci zależy. W innym przypadku będziemy się musiały pożegnać. Zrozumiałaś?
Moje rozmówczyni potrząsnęła głową. Spojrzeniem kazałam jej wrócić do rozgrzewki. Siadłam na trawie, przeglądając papiery dotyczące festynu, które wczoraj przyniósł pan Payne. Były już częściowo wypełnione przez jego syna. Przyznam szczerze, jak na chłopaka miał bardzo ładny charakter pisma. Miał dzisiaj zjawić się w szkole, więc w końcu będę miała okazje go poznać. Przejrzałam dokumenty tylko z grubsza i z powrotem włożyłam do teczki. Wstałam żeby zacząć trening z dziewczynami, kiedy podbiegł do mnie Andy. 
-Nie mam teraz czasu - powiedziałam przewracając oczami. Ruszyłam w stronę rozciągających się na trawie i roześmianych dziewczyn. Chłopak złapał mnie za ramię, odwrócił przodem do siebie i pocałował. Szybko go od siebie odepchnęłam. 
-Mógłbyś bez takich akcji? - zapytałam wycierając resztki rozmazanego błyszczyku. 
-Ale El... to był błąd. Wiesz, że Cię kocham.
Spojrzałam na niego. Był na prawdę zdenerwowany. Znałam go bardzo dobrze. Widziałam po jego minie, zachowaniu, że żałował tego co zrobił. Wiedziałam już, że mu wybaczę i do niego wrócę, jednak wolałam go na razie o tym nie informować. 
-Andy - zaczęłam powoli - to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy. Ale na pewno musimy o tym pogadać. Tylko nie teraz. Masz czas wieczorem? 
-Jasne. Dla Cienie zawsze. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. Przewróciłam oczami. 
-A teraz na prawdę nie mam czasu.
-Okej. I El...
-Tak?
-Dziękuję.
Uśmiechną się szeroko. Nie wytrzymałam i odwzajemniłam uśmiech. 
-Za co? Przecież nic nie zrobiłam...
-Ty już dobrze wiesz za co.
Puścił mi oczko i odbiegł. Co? O co mu chodzi? W sumie nie ważne. Jeszcze to z niego wyciągnę. Poszłam w stronę dziewczyn. Na boisko wszedł dyrektor prowadząc jakiegoś chłopaka. Od razu wiedziałam, że to Liam. No bo w sumie kto inny? Z resztą był bardzo podobny do swojego ojca. Obydwaj byli bardzo przystojni. Ubrany był w ciemne rurki i białą koszulkę z nadrukiem. Na nosie miał przyciemniane okulary.

                                               
Kolejny rozdział będzie w poniedziałek ;) 
czytam = komentuję 
bardzo proszę to dla mnie ważna informacja ;))

13 lipca 2014

Rozdział 2

Zdenerwowana wybiegłam z gabinetu. Mocno pchnęłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Nie usłyszałam, żeby się zamknęły. Ktoś musiał je zatrzymać. Nie odwróciłam się żeby zobaczyć kto.
-El.
Usłyszałam głos taty za plecami. Nie miałam zamiaru reagować.
-El stój.
Jego głos był spokojny. Szłam dalej.
-Eleanor White masz się natychmiast zatrzymać!
Stanęłam. Łzy napłynęły mi do oczu. Nawet nie wiem dlaczego. Zawsze byłam twarda. Chociaż, z nieznanego mi powodu, przepłakałam kilka ostatnich nocy. Szybko przetarłam oczy, żeby tata nie zobaczył mojej chwili słabości i odwróciłam się do niego.
-Co? - zapytałam nieco głośniej niż zamierzałam.
-Może trochę ciszej, co?
W jego głosie było słychać zdenerwowanie ale nie podniósł tonu. Widziałam, że zaciska dłonie w pięści. Miał rację. Przegięłam. Odetchnęłam i uspokoiłam się  trochę. Ojciec widząc, że się  rozluźniłam podszedł do mnie.
-El... porozmawiajmy spokojnie.
Położył mi dłoń na ramieniu. Od razu ją zrzuciłam. Spojrzał na mnie błagalnie.
-El przecież to nic takiego. To taka mała darowizna dla szkoły.
Wtedy wybuchłam.
-Nic takiego? Mała? Tato! Dwa miliony to mało? Zwariowałeś? Niektórzy w tej szkole nie mają nawet jednej setnej tego rocznie! A Ty mówisz, że to mało?
Zbliżył się  do mnie jeszcze bardziej. Całe szczęście, że mnie nie dotkną bo wtedy nie ręczyłabym za siebie.
-Uspokój się. Te pieniądze są ciężko zarobione przeze mnie i twoją matkę. Mamy prawo przeznaczyć je na co chcemy. Zwłaszcza na taki cel.
Oczy zaszły mi łzami. O co mi w ogóle chodzi? Przecież tata ma rację. To są ich pieniądze. Jak chcę iść na zakupy to kasa mi nie przeszkadza. Nie mam pojęcia dlaczego tak wybuchałam. Przytuliłam się mocno do taty. Zawsze miałam z nim lepszy kontakt niż z mamą. Byłam taką typową córeczką tatusia. Odsuwając się przetarłam oczy. 
-Przepraszam.
Tata uśmiechnął się zakładając mi włosy za ucho. 
-Nie za za co skarbie.
Odwzajemniłam uśmiech. Kochałam mojego staruszka. Był najlepszy na świecie. Nie dlatego, że dawał mi kasę. Dlatego, że zawsze był przy mnie. Pomimo ciężkiej pracy zawsze znalazł dla mnie czas. Jak byłam mała zabierał mnie do kina, do zoo, na lody. Zawsze było "tata i El''. 
-Chcesz jechać do domu czy zostajesz? 
-A mogę jechać?
-Oczywiście.
-Dzięki tato.
Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go w policzek. Odwróciłam się i wycierając resztę łez ruszyłam w stronę męskich szatni, gdzie miał na mnie czekać mój chłopak. Wyjęłam telefon i napisałam sms do Emily.
przepraszam Cie ale jadę już do domu, miałam niefajną sytuację z dyrem i rodzicami. wpadnij do mnie po lekcjach to pogadamy. KC. El  
Wysłałam wiadomość i skręciłam w korytarz z szatniami. Gdy tylko podniosłam wzrok telefon i torebka wypadły mi z rąk. Oparta plecami o ścianę stała Rebecca a przed nią Andy. Trzymał swoja dłoń na ścianie obok jej głowy a drugą na jej biodrze. Coś jej szeptał do ucha a ona chichotała jak mała dziewczynka, której ktoś daje lizaka. W oczach znowu pojawiły mi się łzy. Para była tak bardzo zajęta sobą, że mnie nie zauważyła. Podniosłam z podłogi upuszczone przedmioty i z podniesiona głową przeszłam koło nich. Gdy byłam za plecami chłopaka kątem oka zerknęłam na nich. Zdusiłam narastającą falę bólu i szłam dalej. Szybkim krokiem pokonałam odległość, która dzieliła mnie z drzwiami na zewnątrz. Położyłam dłoń na klamce i jeszcze raz, ostatni raz odwróciłam się. Dwójka "zakochanych" patrzyła wprost na mnie. W oczach Andy'ego widziałam żal, a w tej szmaty - przerażenie. Posłałam mu pełne rezygnacji spojrzenie i wyszłam na ciepłe nowojorskie powietrze. Byłam zszokowana. Nawet łzy przestały mi płynąć. Podchodząc do samochodu zaczęłam nerwowo szukać kluczy, kiedy usłyszałam głos dobiegający ze szczytu niskich schodów prowadzących do budynku szkoły. 
-El poczekaj!
Andy. W szybkim tempie wyjęłam klucze i wsiadłam do auta. Niestety rano zostawiłam otwarty dach, więc nie mogłam tak po prostu odjechać. Chłopak dobiegł do mnie i stanął koło drzwi dla kierowcy.
-El... To nie było to na co wyglądało. My tylko...
Przerwał nie wiedząc jak się wytłumaczyć. Siedziałam milcząc z dłońmi na kierownicy, patrząc przed siebie. Unikałam jego wzroku. Dotknął mojej ręki. Nie poruszyłam się. 
-Nie dotykaj mnie - powiedziałam ze spokojem nie zmieniając pozycji.
-El posłuchaj to nic takiego. To ona się na mnie rzuciła. Ja tego nie chciałem.
Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Jakoś nie zauważyłam żebyś się wyrywał. Mam nadzieję, że będzie ode mnie lepsza. Życzę wam szczęścia.
Chłopak zaniemówił. Skorzystałam z okazji i odjechałam. Po kilku minutach Byłam w domu. Wbiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Nie płakałam. Jak zwykle dusiłam to wszystko w sobie. Po chwili wstałam i stanęłam na łóżku przed ogromną korkową tablicą, która wisiała na ścianie tuż nad nim. Zdjęłam wszystkie nasze zdjęcia i wrzuciłam je do szuflady biurka. Wyjęłam z szafy krótkie spodenki i cienka koszulkę i rzuciłam je na łóżko. Weszłam do mojej własnej łazienki, przylegającej do mojego pokoju by wziąć prysznic. Wrzuciłam zdjęte wcześniej ubrania do kosza na brudną bieliznę i weszłam do kabiny. Gorąca woda spływająca kaskadami zmoczyła mi włosy i ciało. Dopiero tu pozwoliłam moim uczuciom wydostać się na zewnątrz. Zaczęłam płakać. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego mi? Długo stałam pod strumieniem wody myśląc nad ta całą sytuacją. Na dworze było ciepło wiec mój prysznic stopniowo zmieniał się w coraz zimniejszą kąpiel. Łzy przestały mi już płynąć. Owinęłam ciało ręcznikiem i weszłam do pokoju, gdzie pozostawiłam na łóżku wcześniej przygotowane ubrania.
Gdy rozczesywałam włosy do mojego pokoju wszedł tata. Odwróciłam się do niego z lekkim i sztucznym uśmiechem. 
-Eleanor. Zejdź na dół. Chcę żebyś kogoś poznała. 
-Jasne już idę.
Związałam wilgotne jeszcze włosy w niezdarnego koka i zeszłam na dół. Mama z uśmiechem patrzyła się na mnie. 
-El to jest pan Payne. Drugi sponsor szkolnego festynu i być może w przyszłości biznesowy partner twojego ojca.

                                                               
Kolejny rozdział pojawi się w środę. Jeśli czytasz to proszę skomentuj ;)

7 lipca 2014

Rozdział 1

-El! Szybciej! Spóźnimy się!
Przewróciłam oczami wrzucając ostatnie rzeczy do torby i zbiegłam po schodach na dół. Przy drzwiach czekała na mnie moja przyjaciółka - Emily. Wpadłam do kuchni, wzięłam dwa tosty z talerza i skierowałam się do wyjścia.
-Mamo wychodzę! - krzyknęłam z pełną buzią podając przyjaciółce przekąskę. Mieszkałam bardzo blisko szkoły ale z powodu naszego spóźnienia pojechałyśmy samochodem. Przez kilka ostatnich dni nie mogłam rozgryźć Em. Kiedyś buzia się jej nie zamykała. Teraz całą drogę pokonałyśmy w milczeniu. Minuty dłużyły mi się niemiłosiernie. Nienawidzę takich niezręcznych sytuacji. Parkując samochód na szkolnym parkingu spojrzałam na przyjaciółkę. 
-Em... powiesz mi co się dzieje? 
Cisza. 
-Emily?
Dziewczyna potrząsnęła głową jakby wyrwana z transu. 
-Co? Pytałaś o coś?
Zamrugała kilkakrotnie oczami jak wybudzona ze snu. 
-Em co się dzieje?
Ponowiłam pytanie. Nie odrywając dłoni od kierownicy spojrzałam na nią z troską. Odwróciła twarz od okna i złapałyśmy kontakt wzrokowy. Już myślałam, że zacznie mówić. Wstrzymałam oddech w oczekiwaniu. 
-Bo wiesz.. - zaczęła ale przerwał jej dźwięk dzwonka dobiegający ze środka budynku. Odetchnęła z rezygnacją. Wypuściłam wstrzymywane powietrze świadoma porażki.
-Chyba powinnyśmy już iść - dodała wysiadając z samochodu i powolnym krokiem skierowała się w stronę wielkich, podwójnych drzwi. Przygryzłam wargę, wzięłam swoją torbę z tylnego siedzenia i ruszyłam za nią. W koło panującą ciszę przerwało jedynie znajome piknięcie oznajmiające zamknięcie mojego samochodu.
Dogoniłam przyjaciółkę i w milczeniu pokonałyśmy drogę jaka została nam do naszych szafek. Niestety dopiero czwartą lekcję mamy razem więc musiałyśmy się rozstać. Dotarłam do swojej szafki i stojąc przed nią starałam się przypomnieć sobie tą czterocyfrową kombinację, która umożliwiała otworzenie zamka. Jak to było? 27? 04? Aaa... wiem 2470. Z uśmiechem wpisałam cyfry. Wzięłam podręcznik do matematyki. Przyjrzałam się jeszcze swojemu odbiciu w lusterku, które zręcznie przyczepiłam do drzwiczek pierwszego dnia szkoły. Ostatnio nie sypiałam zbyt dobrze. Jednak oznaki jakiegokolwiek zmęczenia dokładnie przykryłam makijażem, którego pozazdrościłaby mi nie jedna modelka czy aktorka. Jak to się mówi: lata praktyk. Nałożyłam nową warstwę błyszczyku na usta i zamknęłam mój mały, szkolny sejf. Z książką w lewej dłoni i telefonem w prawej ruszyłam korytarzem w stronę sali 113  w której właśnie trwała matematyka na której powinnam być. Przesuwając nogę za nogą byłam coraz bliżej wymierzonego celu. Niespodziewanie wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok z małego ekraniku smartfona na osobę stojąca przede mną.
-Znowu spóźniona.
Burkną zamyślony pan dyrektor nie odrywając wzroku od starty papierów które trzymał w dłoniach. Przewróciłam oczami. 
-No ale jestem - powiedziałam puszczając mu oczko. 
-Za 10 minut w moim gabinecie - powiedział jak gdyby nigdy nic, wyminął mnie i ruszył w przeciwnym kierunku do mojego. 
-Co? Ale... co? Przecież nie pierwszy - i nie oszukujmy się, znając mnie zapewne nie ostatni - raz się spóźniam. 
Odwróciłam się i spojrzałam na plecy pana Collins'a. Zatrzymał się gwałtownie jednak nadal się do mnie nie odwrócił. Zapanowała cisza. Słychać było tylko mój miarowy, chociaż nieco głośny oddech. W końcu stanął przodem do mnie. Dzieliły nas jakieś cztery kroki. Oderwał wzrok od swoich notatek i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co? O czym Ty mówisz? Chcę z Tobą porozmawiać o szkolnym festynie. W końcu jesteś przewodniczącą szkoły czy nie? 
-A no tak. Jestem -  odetchnęłam w ulgą - za moment będę tylko zgłoszę profesorowi Moore'owi, że jestem u pana. 
-Taką właśnie miałem nadzieję.
Przewracając oczami i uspokajając głośny oddech ruszyłam w swoim kierunku.
Gdy weszłam do sali wszystkie oczy spoczęły na mnie. Byłam już w sumie przyzwyczajona do tego. Pewnym krokiem podeszłam do biurka profesora. Mężczyzna spojrzał na mnie swoim jak zwykle wrogim spojrzeniem. 
-Tak wiem, dyrektor mi mówił. 
Co? No to po co mnie tu wysłał? Co za człowiek... Bez słowa odwróciłam się i wyszłam z pomieszczenia nieco za głośno zamykając drzwi. Nie przejęłam się tym. Idąc w stronę gabinetu dyrektora napisałam sms do Andy'ego - mojego chłopaka. 
ale mnie ci ''profesorowie'' wkurzają -.- 
Już miałam dotknąć ekranu w miejscu w którym znajduje się prostokąt z napisem ''wyślij'', kiedy przez podwójne, plastikowe drzwi prowadzące na boisko szkolne wybiegła drużyna Andy'ego, z moim chłopakiem na czele. Z telefonem w dłoni przystanęłam wpatrując się w grupę spoconych i roześmianych chłopców. Posłałam Scottowi, który właśnie na mnie spojrzał, delikatny uśmiech. Szturchnął ręką kapitana i wskazał palcem w moim kierunku. Szeroki uśmiech przeznaczony wyłącznie dla mnie zagościł na jego twarzy. Powiedział coś do swoich znajomych i podbiegł do mnie. Moje warki lekko drgnęły układając się w coś podobnego do uśmiechu. Nie byłam w stanie wysilić się na nic więcej.
-Hej
Pocałował mnie w policzek.
-Hej
-Co taka nie w humorze?
Westchnęłam i przeczesałam palcami włosy. 
-Idę właśnie do dyra, chodź mnie odprowadzisz to pogadamy.
-Okej
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy przez korytarz. Szliśmy w zupełnej ciszy. Bardzo powoli. Noga za nogą. Pod gabinetem dyrektora chłopak staną przede mną. Spojrzałam mu z oczy. Znałam to spojrzenie. 
-Powiesz mi w końcu co się stało?
Martwił się.
-Tak właściwie to sama nie wiem... 
Potarłam ręką czoło. Spojrzał na mnie zdezorientowany i pytająco uniósł brew. 
-No nie wiem. Ostatnio źle sypiam. Co chwila zmienia mi się nastrój. Wszystko mnie wkurza. Do tego doszła Em. Nie wiem co się z nią dzieje, ciągle chodzi z głową w chmurach. Tata wymaga ode mnie nie wiadomo co. Jeszcze dyro coś znowu wymyślił. Za dwa miesiące koniec roku, wy macie mecz a ja nie mam nic dla dziewczyn, żadnego układu czy coś. Za dużo tego, po prostu na dużo...
Nareszcie to z siebie wyrzuciłam. Chłopak bez słowa przyciągną mnie do siebie. W tamtym momencie nie przeszkadzało mi nawet, że był po treningu, spocony i nie ukrywajmy z lekka zajeżdżał potem. Przylgnęłam do niego całym ciałem. Łza zakręciła mi się w oku ale szybko się jej pozbyłam. Ze sztucznym uśmiechem odsunęłam się od niego.
-Będzie dobrze skarbie.
Założył mi pasmo włosów za ucho i cmoknął w czoło. 
-Leć do dyra, pogadaj z nim, ja lecę pod prysznic i spotykamy się tu, okej?
-Okej.
Dałam mu buziaka i stałam patrząc jak odbiega truchtem. Nie przerywając biegu odwrócił się i krzyknął: 
-A później zabiorę Cie gdzieś.
-Uciekniemy ze szkoły?
-A kto bogatemu zabroni? - odpowiedział z rozłożonymi rękami. Puścił mi oczko i zniknął za rogiem. Mimowolnie zachichotałam. On zawsze potrafi mnie rozweselić. 
Cała w skowronkach weszłam do gabinetu Collins'a i... stanęłam jak wryta. Uśmiech zniknął mi z twarzy.
-Mama? Tata? Co wy tu robicie?


                                               

Tak jak obiecywałam jest w poniedziałek. Następny rozdział pojawi się jakoś w sobotę/niedzielę. Byłby wcześniej ale w ciągu tygodnia jadę do stolicy i odpada mi trochę czasu ;/ 
Mam nadzieję, że nie zanudzam ale kilka pierwszych rozdziałów właśnie takie będzie.
Jeśli czytasz to proszę skomentuj to dla mnie na prawdę ważne ;)

4 lipca 2014

Prolog


Nic nie jest na zawsze. Czasami ludzie zdają sobie sprawę, że są ze sobą z przyzwyczajenia. Trzyma ich przy sobie tylko głupi stereotyp: kapitan szkolnej drużyny musi mieć swoją cheerleaderkę. A co jeśli na horyzoncie pojawi się ktoś inny? Jeśli przyzwyczajenie przestanie już wystarczać?

18-letnia Eleanor jest uczennicą ostatniej klasy liceum. Kapitanką drużyny cheerleaderek. Jest popularna, jej chłopakiem jest kapitan szkolnej drużyny. Wszytko układa się świetnie aż do dnia w którym dyrektor szkoły kazał jej się zająć szkolnym festynem.
Poznaje chłopaka, który z pozoru jest idealny. Pewnego dnia postanawia wyjechać. Bez słowa opuszcza kraj. U swojej babci w Londynie życie zaczyna się jej zmieniać. Zmienia towarzystwo, nowe zainteresowania, inne plany na przyszłość. Nowy chłopak na horyzoncie. Beztroskie życie zostanie na innym kontynencie. Tu pojawią się problemy, alkohol, narkotyki. Jak dziewczyna sobie z tym wszystkim poradzi? Który z chłopaków okaże się jej bliższy? 





Heejka :D 
Na tym blogu będzie powstawać ff o Liamie, którego jestem autorką ;) rozdziały postaram się dodawać systematycznie i w miarę często, ale wszystko zależy od tego czy będę miała czas i pomysł na pisanie ;p na pewno będę informować na tt, kiedy pojawi się kolejny rozdział ;) hmm.. co jeszcze.. w razie pytań piszcie na tt albo w zakładce "KONTAKT". No to chyba na razie tyle. Jak coś ktoś chce wiedzieć to pisać, pytać mogę nawet podać aska jak ktoś będzie chciał :)

proszę o szczerą opinie :D