Przez całe dwa tygodnie, codziennie wstawałam rano i szłam do szkoły żeby zająć się przygotowaniami. Festyn miał być tego samego dnia co mecz finałowy naszej szkolnej drużyny. Codziennie spędzałam z Liam'em mnóstwo czasu. Nadal miał swoje ataki agresji, ale wszytko szybko mu przechodziło. W sumie nawet nieźle się dogadywaliśmy. Raz chciał mnie odprowadzić do domu, ale pojawił się Andy więc grzecznie zrezygnował. Lubiłam go. Jednak nadal nic prawie o nim nie wiedziałam. W przeciwieństwie do niego. On wiedział o mnie dużo. Ciągle mnie o coś pytał a ja - ja odpowiadałam no bo co miałam zrobić.
W przeddzień meczu i festynu byłam bardzo zdenerwowana. Stres nie dawał mi spać. Całą noc "tłukłam się" na łóżku, bijąc się z myślami. Rano wybiegłam z domu bez śniadania. Wymknęłam się Oldze bo nie wypuściłaby mnie. Dochodząc do szkoły zauważyłam, że ekipa rozstawiła już scenę i wszystkie namioty. Uśmiechnięta weszłam na plac obok boiska szkolnego gdzie miał być festyn. Wyglądało to nawet lepiej niż sobie wyobrażałam.
-Ej panienko! Tu się nie wolno jeszcze kręcić!
Usłyszałam za sobą głos jednego z pracowników. Przez moment mnie zatkało. Odwróciłam się do starszego mężczyzny.
-Yyy...ja tylko...
-Spokojnie ona jest ze mną. Jest drugim sponsorem. Nic się nie stanie. Zajmę się nią.
Ja cie piernicze jak on mógł mnie przestraszyć! Nie zapomnę mu tego. Czy nikt go nigdy nie nauczył, że nie wolno ludzi zachodzić od tyłu? Zwłaszcza zestresowane dziewczyny? Mężczyzna skinął głową do kogoś za mną i odszedł. Odwróciłam się do, już pękającego ze śmiechu, Liam'a.
-Możesz mi powiedzieć, co Cię tak śmieszy? - zapytałam z irytacją w głosie, zakładając ręce na piersiach. Pokręcił tylko głową i powrócił do swojej stałej, poważnej miny. Przewracając oczami ruszyłam w stronę szkoły. Chłopak szedł za mną. Przez minione dwa tygodnie zawsze jak miałam trening siedział na trybunach dosłownie zabijając mnie wzrokiem. Czy on nie ma nic lepszego do roboty? Podobno przejmuje firmę po ojcu, nie powinien się tam czymś zająć? Potrząsnęłam delikatnie głową uwalniając się od niechcianych myśli. Przed budynkiem szkoły było już bardzo dużo osób. Wśród nich zobaczyłam Rebecc'e. Tak bardzo chciałam ją wywalić, niestety nie miałam podstaw. Po tej naszej ''rozmowie" starała się nieźle. Zawsze była na czas, nie gubiła się w układach. No po prostu nie mogłam jej wywalić. Stanęłam przy schodkach do głównego wejścia i odwróciła się do Liam'a, który z nieznanego mi powodu przyszedł tu za mną.
-Masz zamiar iść ze mną na lekcje?
-Co? - zapytał wyrwany z zamyślenia. Spojrzałam na niego unosząc brwi - a.. nie. Chciałem Cię tylko odprowadzić i życzyć Ci miłego dnia. - odpowiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego zaskoczona ale uśmiechnęłam się. Szczerze.
-Dzięki.
Wtedy chłopak przysunął się do mnie i pocałował w policzek. Jego lekki zarost łaskotał mnie w skórę. Przez ciało przebiegły dreszcze. Stałam osłupiała wpatrując się w jego roześmiane oczy, (swoją drogą bardzo piękne oczy) które były bardzo blisko moich.
-Widzimy się jutro na festynie - puścił mi oczko i odszedł w stronę parkingu. Pierwszy raz widziałam jak wsiada do samochodu. Odjechał a ja nadal stałam w tym samym miejscu. Palcami dotknęłam miejsca w którym kilka minut temu jego usta zetknęły się z moją skórą. Co to miało być?
Zamyślona weszłam do budynku i ruszyłam w stronę swojej szafki. Omijałam wszystkich ludzi jakby byli duchami. Ciągle miałam w głowie "incydent", który miał miejsce przed szkołą. Czemu to zrobił? To znaczy to w sumie nie było nic takiego. Zwykły całus w policzek. Przyjacielski. Niby to nie było ważne, znaczące ale jakoś nie mogłam się tego pozbyć z głowy. Wyjęłam z szafki podręcznik do matematyki. Spojrzałam na odbicie swojej twarzy. Byłam tak bardzo przemęczona, że nawet makijaż nie do końca dał rade to ukryć. Przeczesałam palcami włosy i zamknęłam drzwiczki. Wszystkie lekcje mijały mi bardzo powoli i nudnie. Stresowałam się tym festynem no i oczywiście meczem. Ciągle też w głowie siedział mi Liam. Nie mogłam go zrozumieć. Ciągle wysyłał takie sprzeczne sygnały.
-El może ty nam odpowiesz? - z zamyślenia wyrwał mnie głos profesora od historii.
-Emm.. przepraszam czy mógłby pan powtórzyć pytanie>
Spojrzałam na niego trzepocząc rzęsami i uśmiechając się słodko. Nie zrobiło to na nim niestety wrażenia. Przewrócił oczami wyraźnie poirytowany.
-Powiedz nam co się wydarzyło w 1864 roku.
W którym? 1864? Nie mam pojęcia.... Co wtedy było? Jakaś wojna? Jakiś pokój? Nie wiem...
-Yyy.. przepraszam ale nie znam odpowiedzi na to pytanie - wybąkałam pod nosem. Wiedziałam, że chce mi pocisnąć ale chyba ugryzł się w język bo zaczął pytać kogoś innego. Oczywiście wszyscy pozostali znali odpowiedź na to pytanie. Przez wszystkie zajęcia nikt nie zapytał mnie o nic. Akurat na ostatniej i to pod koniec lekcji musiało wyjść na jaw, że jestem nieprzygotowana do zajęć. Zignorowałam dalszy wykład profesora i wyjrzałam za okno. Zamarłam z otwartą buzią.
-Co do cholery? - powiedziałam pod nosem. To moje "pod nosem" okazało się jednak być zbyt głośne bo po chwili wszyscy się na mnie patrzyli. Zignorowałam ich machnięciem ręki. Na chodniku przed szkołą stał sportowy samochód, a o maskę opierał się uśmiechnięty Liam. Po jaką cholerę on tu przyjechał? Poszpanować swoją urodą i drogim autem? Też mam drogi samochód i co? Nie staję nim przed głównym wejściem żeby go wszyscy widzieli. Do końca lekcji siedziałam jak na szpilkach wpatrując się w chłopaka za oknem. Nie miałam w ogóle pomysłu po co on mógł się tu zjawić. Po dzwonku jak strzała wypadłam z klasy. Wrzuciłam podręcznik do szafki i wyszłam przed szkołę. Podeszłam prosto do chłopaka.
-Co ty wyprawiasz? - zapytałam lekko zdenerwowana. Wiedziałam, że jest tu dla mnie bo nie znał nikogo więcej. Byłam zmęczona po całym dniu w szkole. Na dodatek było gorąco. Chłopak zsunął okulary i spojrzał na mnie.
-Uspokój się. Nie zrobiłem niczego złego. Chciałem tylko z Tobą porozmawiać - odpowiedział spokojnym tonem. Jego głos wpłyną na mnie lekko uspokajająco.
-Nie mogłeś zadzwonić? - kontynuowałam swoje małe przesłuchanie.
-Nie mam twojego numeru. Nie pamiętasz?
Zmieszałam się lekko. Chłopak już wcześniej chciał mieć mój numer. Sama mu nie dałam tłumacząc, że na pewno nigdy mu się nie przyda. Zrobiłam mu "aferę'' a on po pierwsze nie jest dla mnie nikim bliskim a po drugie nie zrobił niczego złego. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku.
-Daj swój telefon.
-Co?
-Daj mi swój telefon.
Niepewnie wyjął z kieszonki smartfona. Przypuszczam, że nieźle drogi sprzęt. Podał mi go. Odblokowałam go, wpisałam mu swój numer podpisując się "El, ta od festynu" i oddałam właścicielowi.
-Proszę. Teraz masz mój numer. Możesz jak człowiek w XXI wieku zadzwonić. Nie musisz się fatygować.
Posłałam mu sztuczny uśmieszek. Byłam już serio bardzo poirytowana całą tą sytuacją. Spojrzał na mnie tym swoim tajemniczym i wrogim spojrzeniem.
-Dzięki - odpowiedział jakby lekko obrażony i wziął telefon z mojej dłoni chowając go w tylnej kieszeni spodni.
-Ale skoro już tu jesteś to może powiesz mi co było tak ważne, że aż czekasz na mnie pod moją szkołą? - zapytałam zniecierpliwiona. Chciałam to jak najszybciej załatwić bo staliśmy na oczach całej szkoły. Wieści szybko się roznoszą, więc o mojej kłótni z Andy'm wiedział już chyba każdy. O tym, że do siebie wróciliśmy pewnie też. A to, że stoję przed szkołą z jakimś młodym, atrakcyjnym chłopakiem to tylko kolejny temat do plotek. W jego oczach widziałam rozbawienie.
-Hmm... no nie wiem. Może jednak powinienem do Ciebie zadzwonić. No wiesz jak to przystało na człowieka z XXI wieku.
Nie wytrzymałam i roześmiałam się. On również. Uwielbiam jego śmiech. Taki krótki, pojedynczy dźwięk. Atmosfera między nami nieźle się rozluźniła.
-A skąd masz pewność, że odbiorę? - zapytałam słodko się uśmiechając. Czy ja z nim flirtuję? Muszę przestać! Uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Mój ojciec ma dzisiaj spotkanie biznesowe. W sumie to bardziej kolacja biznesowa. U mnie w domu. I ja muszę na niej być. No wiesz przejmuję firmę i te sprawy... - machnął ręką - tata nalega, żebym przeszedł z kimś. No więc... pomyślałem sobie..., że może ty byś ze mną poszła?
Zrobiłam wielkie oczy. Co? Czy on zwariował? W charakterze kogo miałabym tam pójść?
-Nie wiem czy to dobry pomysł... - odpowiedziałam nieśmiało. Spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony moją odmową.
-Co? Czemu?
-No bo wiesz.... Ja mam chłopaka....
Przewrócił oczami lekko się śmiejąc.
-Zwariowałaś? Przecież wiem. Z resztą nie da się tego nie zauważyć - przewrócił oczami. Zaczerwieniłam się - nie zapraszam Cię przecież na randkę. To zwykła kolacja. Można powiedzieć w podziękowaniu za wspólne interesy.
Spojrzałam na niego. Był rozluźniony i pewny siebie. Nadal się wahałam. C ja mam mu odpowiedzieć? Zgodzić się? W sumie to tylko zwykła kolacja. Nic osobistego. Zwykły posiłek. Westchnęłam.
-No dobra. O której i gdzie?
Niespodziewanie chłopak pocałował nie w policzek. Znowu! Dokładnie w to samo miejsce co rano. Tym razem jednak trwało to dłużej a jego dłoń zakryła drugą połowę mojej twarzy. Ponownie stanęłam jak sparaliżowana. Jego brązowe oczy dosłownie błyszczały radością. Z czego on się tak cieszy? Odsunął się i oparł się o samochód jednak nadal trzymał mnie za rękę. Widziałam miny ludzi, którzy nas mijali. To się nie skończy dobrze.
Z lekkim opóźnieniem tak wiem i przepraszam.
Informacje na temat kolejnego rozdziału jak i jego zapowiedź znajdziecie TU
czytam = komentuję
proszę to dla mnie wiele znaczy bo nie wiem czy jest sens pisania tego dalej ;/
Cudo. Czekam z nierciepliwością na nexta. Jużjestem ciekawa co wydarzy się na tej kolacji. ;-)
OdpowiedzUsuńCharakter Liama jest tajemniczy i zadziwiający...Nadal czekam aż El w końcu mu ulegnie i bedzie z nim... No i czekam na moment wyrzucenia Rebbeki. Krótko mówiąc rozdział znowu świetny i nieprzewidywalny
OdpowiedzUsuńJest sens. Twoje opowiadanie jest intrygujące i oryginalne. Czekam na ciąg dalszy. Jedno wiem na pewno to nie będzie "zwykły posiłek" ;)
OdpowiedzUsuń