16 lipca 2014

Rozdział 3

Spotkanie z panem Paynem minęło bardzo miło. Okazało się, że to jego syn - Liam ma się zająć razem ze mną tym festynem. Nie miałam okazji go poznać, bo nie mógł być obecny na spotkaniu. Po obiedzie, który podała nam pani Meyer - nasza gospodyni, poszłam do swojego pokoju. Wzięłam telefon z biurka i rzuciłam się na miękkie łózko. Rozświetliłam 5-calowy ekran. Moim oczom ukazało się 53 nieodebrane połączenia. Zupełnie zapomniałam o sprawie z Andym. Nie miałam zamiaru wtedy się nad tym zastanawiać. Wygasiłam telefon i rzuciłam go za siebie. Leżałam wpatrując się w bladoróżowy sufit. Na chwilę przymknęłam oczy. Poczułam, że ktoś kładzie się koło mnie na łóżku. Zerwałam się w przerażeniu, że to ktoś obcy. Usłyszałam cichy chichot. Otworzyłam oczy i zobaczyłam moją przyjaciółkę leżącą obok mnie i zwijającą się ze śmiechu. Kuśknęłam ją w bok i przytuliłam. Leżałyśmy tak chwilę śmiejąc się. Odsunęłam ją od siebie na długość ramion i spojrzałam w oczy. Była szczęśliwa ale i jednocześnie smutna.
-Jak się czujesz? - zapytałam.
Wzruszyła ramionami i przekręciła się na plecy z rękami za głową. Ja położyłam się na boku, przodem do niej i podparłam głowę na ręce.
-Em przecież widzę, że coś się dzieje. Czemu nie chcesz mi powiedzieć? Nie ufasz mi?
Spojrzała na mnie a później z powrotem na bladoróżowy sufit.
-Nie... No przecież wiesz, że ci ufam. Jesteś moją przyjaciółką, moją siostrą. Kocham Cię... po prostu nie wiem jak mam o tym mówić.
Zakryła oczy ręką. Wpatrywałam się w nią milcząc.
-No bo chodzi o moich rodziców... - zaczęła. Postanowiłam jej nie przerywać. Czekałam, aż sama mi wszystko powie.
-Bo moi rodzice... oni się rozwodzą...
-Co? Czemu? Ale.. jak? Co?
Westchnęła i usiadła na łóżku. Poszłam w jej ślady.
-Moja mama - powiedziała z sarkazmem - znalazła sobie nowego. Młodszego. Powiedziała, że przenosi się do niego. Do Kanady. No wiesz facet ma jakąś tam swoją firmę, jest bogaty to na niego poleciała. Chce żebym z nią tam jechała - spojrzałam na nią przerażona. Chciałam jej przerwać ale uciszyła mnie gestem dłoni - spokojnie. Nie mam zamiaru. Już postanowiłam. Zostaję z tatą. Ostatnio szef coraz więcej mu płaci więc damy radę. Z matki też mam zamiar ściągnąć niezłe alimenty skoro ma teraz takiego sponsora. Będzie dobrze. Dam sobie radę. Mam tatę. No i Ciebie.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam ją do siebie.
-Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem. Dziękuję Ci za to.
Złapałyśmy kontakt wzrokowy i już po chwili tarzałyśmy się ze śmiechu. Em wstała i włączyła muzykę na moim McBooku. Kręcąc tyłkiem wróciła na łóżko. Widać było, że jej ulżyło gdy się wygadała. Mi mogła zaufać. Nigdy bym jej nie zdradziła. Znowu była dawną Emily. Moją Emily. Olga przyniosła nam nasz ulubiony, sok pomarańczowy.
-A u Ciebie jak tam? O co chodziło z tą sprawą z dyrem?
-Umm... no wiesz - zaczęłam popijając napój - w sumie to trochę przegięłam. Ale zaskoczyli mnie tym wszystkim. Poznałam drugiego sponsora, tak właściwie to jego syn ma się tym zająć, ale go nie było. W sumie chyba nie będzie tak źle. Mam nadzieję, że mi pomożesz?
-Z największa przyjemnością.
-A no i zerwałam z Andy'm - dodałam opróżniając szklankę. Em zakrztusiła się napojem.
-Że co? Dlaczego?
Wzruszyłam ramionami.
-Zobaczyłam go dzisiaj w szkole z Rebeccą.
-Z tą Rebeccą? Z pierwszej klasy? Z siostrą Sary?
Skinęłam głowa w potwierdzeniu. Em usiadła naprzeciwko mnie i wzięła mnie za rękę.
-Jak się czujesz?
Sama nie wiedziałam jak się czuję. W sumie było mi ciężko, że go nie mam. Tak właściwie to między nim a tą dziewczyną nic takiego nie było.Nie chciałam go stracić. Poza Em miałam tylko jego. To znaczy miałam dużo znajomych ale całą prawdę o mnie znał tylko on i Em. Nie mogę tak po prostu pozwolić mu odejść. Nie mogę go zostawić. 
-Sama nie wiem - odpowiedziałam w końcu - ciężko to chyba nie, ale może to była zbyt pochopna decyzja. To były emocje. Nie myślałam racjonalnie.
Emily spojrzała na mnie za współczuciem. 
-Przemyśl sobie to wszystko. Pogadaj z nim. Niech jakoś to wytłumaczy. Będzie dobrze. Musi być. Andy był twoją pierwszą prawdziwą miłością. Nie możesz tego stracić z powodu zbyt pochopnej decyzji. Nieprzemyślanej decyzji. 
Westchnęłam i przytuliłam ją mocno.
-Nie mam pojęcia czy to nadal jest miłość, czy sympatia, czy zwykłe przyzwyczajenie ale jedno wiem na pewno. Nie mogę się z nim rozstać. Przynajmniej nie teraz. Uśmiechnęłyśmy się do siebie i zmieniłyśmy temat. 
Długo leżałyśmy śmiejąc się z byle czego. Namawiałam Em, żeby została u mnie na noc. Wolała jednak wrócić do taty. Nie chciała go zostawiać samego. W sumie miała rację. Odprowadziłam ją do drzwi i wróciłam do siebie. Po szybkim prysznicu poszłam od razu do łóżka. Byłam wykończona.

***

Ciepłe promienie słoneczne wpadające przez okno wybudziły mnie z mojego już i tak płytkiego snu. Przeciągnęłam się i w świetnym humorze pobiegłam do łazienki. Podśpiewując sobie zaczęłam rozczesywać włosy i robić - dziś wyjątkowo - lekki makijaż. Była to pierwsza noc od ponad tygodnia, którą przespałam w całości. Po podkrążonych oczach ani śladu. Dzień zapowiadał się upalnie. Z samego rana miałam trening z dziewczynami wiec od razu wskoczyłam w strój cheerleaderki. Krótka spódniczka i opięta bluzka odsłaniająca mój kolczyk w pępku - tak to zdecydowanie mój styl. Na nogi wsunęłam buty do kompletu i z torbą na ramieniu zbiegłam po schodach. Rodzice już dawno byli w pracy więc w domu panowała cisza. Bez śniadania ruszyłam do szkoły. Nie zaspałam więc poszłam piechotą. Może wcześniej przesadziłam a tą bliskością mojego domu i szkoły. Nie miałam znowu aż tak blisko. Daleko w sumie też nie. Było tak w sam raz. Byłam już pod szkołą gdy wpadłam na roześmiane Emily i Sarę. Sara to nasza bardzo bliska koleżanka. Tak jak ja i Em jest cheerleaderką. Ruszyłyśmy prosto na boisko szkolne, gdzie na drugiej połowie miała trening drużyna Andy'ego. Chłopak wpatrywał się we mnie rozbrajającym spojrzeniem. Położyłam swoje rzeczy na trawie i zleciłam dziewczynom serię ćwiczeń na rozgrzewkę przywołując gestem dłoni Rebeccę. Widziałam, że ręce jej się trzęsą co dodało mi jeszcze więcej odwagi. Niziutka i drobna dziewczynka stanęła przede mną spuszczając wzrok na swoje nerwowo spleciona palce. 
-Rebecca spójrz na mnie.
Poleciłam. Dziewczyna nerwowo podniosła głowę unikając kontaktu wzrokowego. Niestety na długo jej się to nie udawało. Założyłam ręce na piersiach, przestępując z nogi na nogę. 
-Posłuchaj mnie - zaczęłam łagodnie - obydwie dobrze wiemy jaka jest teraz między nami sytuacja. Dobrze również wiemy, że nie za dobrze idą Ci wszystkie treningi. Nie wyrzucę Cię z zespołu bo to by była zemsta, ale moje przymykanie oczu na wszystkie twoje spóźnienia i nie dociągnięcia właśnie się skończyły. Staraj się, pracuj, pokaż, że Ci zależy. W innym przypadku będziemy się musiały pożegnać. Zrozumiałaś?
Moje rozmówczyni potrząsnęła głową. Spojrzeniem kazałam jej wrócić do rozgrzewki. Siadłam na trawie, przeglądając papiery dotyczące festynu, które wczoraj przyniósł pan Payne. Były już częściowo wypełnione przez jego syna. Przyznam szczerze, jak na chłopaka miał bardzo ładny charakter pisma. Miał dzisiaj zjawić się w szkole, więc w końcu będę miała okazje go poznać. Przejrzałam dokumenty tylko z grubsza i z powrotem włożyłam do teczki. Wstałam żeby zacząć trening z dziewczynami, kiedy podbiegł do mnie Andy. 
-Nie mam teraz czasu - powiedziałam przewracając oczami. Ruszyłam w stronę rozciągających się na trawie i roześmianych dziewczyn. Chłopak złapał mnie za ramię, odwrócił przodem do siebie i pocałował. Szybko go od siebie odepchnęłam. 
-Mógłbyś bez takich akcji? - zapytałam wycierając resztki rozmazanego błyszczyku. 
-Ale El... to był błąd. Wiesz, że Cię kocham.
Spojrzałam na niego. Był na prawdę zdenerwowany. Znałam go bardzo dobrze. Widziałam po jego minie, zachowaniu, że żałował tego co zrobił. Wiedziałam już, że mu wybaczę i do niego wrócę, jednak wolałam go na razie o tym nie informować. 
-Andy - zaczęłam powoli - to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy. Ale na pewno musimy o tym pogadać. Tylko nie teraz. Masz czas wieczorem? 
-Jasne. Dla Cienie zawsze. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. Przewróciłam oczami. 
-A teraz na prawdę nie mam czasu.
-Okej. I El...
-Tak?
-Dziękuję.
Uśmiechną się szeroko. Nie wytrzymałam i odwzajemniłam uśmiech. 
-Za co? Przecież nic nie zrobiłam...
-Ty już dobrze wiesz za co.
Puścił mi oczko i odbiegł. Co? O co mu chodzi? W sumie nie ważne. Jeszcze to z niego wyciągnę. Poszłam w stronę dziewczyn. Na boisko wszedł dyrektor prowadząc jakiegoś chłopaka. Od razu wiedziałam, że to Liam. No bo w sumie kto inny? Z resztą był bardzo podobny do swojego ojca. Obydwaj byli bardzo przystojni. Ubrany był w ciemne rurki i białą koszulkę z nadrukiem. Na nosie miał przyciemniane okulary.

                                               
Kolejny rozdział będzie w poniedziałek ;) 
czytam = komentuję 
bardzo proszę to dla mnie ważna informacja ;))

3 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że postać El bardzo mi się spodobała. Nie zachowuje się jak głupia gówniara, jak to ma miejsce w wielu fanfiction o 1D. Chociaż sposób, w jaki rozmawiała z Andy'm wydawał mi się trochę zbyt luźny... Ale domyślam się, że to celowe, nawiązując do prologu, w którym pisałaś o przyzwyczajeniu ;)
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania :) Masz zasobne słownictwo i w przeciwieństwie do wielu autorek fanfiction o 1D, umiesz z sensem sklejać zdania złożone. Ogół wychodzi Ci świetnie :)
    Jestem ciekawa, jak ta historia potoczy się dalej. Pozdrawiam i życzę dużo weny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdzial bardzo ciekawy :) teksnilam za twoimi opowiadaniami i stylem pisania. Nie moge sie doczekac az akcja z Liamem sie rozkreci. El niech zerwie w koncu z tym Andy'm nooo :) Niecierpliwie czekam na poniedzialek

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa jak to opowiadanie się rozkręci :)
    zawsze chciałam pisać opowiadania o 1D ale nigdy mi to nie wychodziło :3

    OdpowiedzUsuń