-El! Szybciej! Spóźnimy się!
Przewróciłam oczami wrzucając ostatnie rzeczy do torby i zbiegłam po schodach na dół. Przy drzwiach czekała na mnie moja przyjaciółka - Emily. Wpadłam do kuchni, wzięłam dwa tosty z talerza i skierowałam się do wyjścia.
-Mamo wychodzę! - krzyknęłam z pełną buzią podając przyjaciółce przekąskę. Mieszkałam bardzo blisko szkoły ale z powodu naszego spóźnienia pojechałyśmy samochodem. Przez kilka ostatnich dni nie mogłam rozgryźć Em. Kiedyś buzia się jej nie zamykała. Teraz całą drogę pokonałyśmy w milczeniu. Minuty dłużyły mi się niemiłosiernie. Nienawidzę takich niezręcznych sytuacji. Parkując samochód na szkolnym parkingu spojrzałam na przyjaciółkę.
-Em... powiesz mi co się dzieje?
Cisza.
-Emily?
Dziewczyna potrząsnęła głową jakby wyrwana z transu.
-Co? Pytałaś o coś?
Zamrugała kilkakrotnie oczami jak wybudzona ze snu.
-Em co się dzieje?
Ponowiłam pytanie. Nie odrywając dłoni od kierownicy spojrzałam na nią z troską. Odwróciła twarz od okna i złapałyśmy kontakt wzrokowy. Już myślałam, że zacznie mówić. Wstrzymałam oddech w oczekiwaniu.
-Bo wiesz.. - zaczęła ale przerwał jej dźwięk dzwonka dobiegający ze środka budynku. Odetchnęła z rezygnacją. Wypuściłam wstrzymywane powietrze świadoma porażki.
-Chyba powinnyśmy już iść - dodała wysiadając z samochodu i powolnym krokiem skierowała się w stronę wielkich, podwójnych drzwi. Przygryzłam wargę, wzięłam swoją torbę z tylnego siedzenia i ruszyłam za nią. W koło panującą ciszę przerwało jedynie znajome piknięcie oznajmiające zamknięcie mojego samochodu.
Dogoniłam przyjaciółkę i w milczeniu pokonałyśmy drogę jaka została nam do naszych szafek. Niestety dopiero czwartą lekcję mamy razem więc musiałyśmy się rozstać. Dotarłam do swojej szafki i stojąc przed nią starałam się przypomnieć sobie tą czterocyfrową kombinację, która umożliwiała otworzenie zamka. Jak to było? 27? 04? Aaa... wiem 2470. Z uśmiechem wpisałam cyfry. Wzięłam podręcznik do matematyki. Przyjrzałam się jeszcze swojemu odbiciu w lusterku, które zręcznie przyczepiłam do drzwiczek pierwszego dnia szkoły. Ostatnio nie sypiałam zbyt dobrze. Jednak oznaki jakiegokolwiek zmęczenia dokładnie przykryłam makijażem, którego pozazdrościłaby mi nie jedna modelka czy aktorka. Jak to się mówi: lata praktyk. Nałożyłam nową warstwę błyszczyku na usta i zamknęłam mój mały, szkolny sejf. Z książką w lewej dłoni i telefonem w prawej ruszyłam korytarzem w stronę sali 113 w której właśnie trwała matematyka na której powinnam być. Przesuwając nogę za nogą byłam coraz bliżej wymierzonego celu. Niespodziewanie wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok z małego ekraniku smartfona na osobę stojąca przede mną.
-Znowu spóźniona.
Burkną zamyślony pan dyrektor nie odrywając wzroku od starty papierów które trzymał w dłoniach. Przewróciłam oczami.
-No ale jestem - powiedziałam puszczając mu oczko.
-Za 10 minut w moim gabinecie - powiedział jak gdyby nigdy nic, wyminął mnie i ruszył w przeciwnym kierunku do mojego.
-Co? Ale... co? Przecież nie pierwszy - i nie oszukujmy się, znając mnie zapewne nie ostatni - raz się spóźniam.
Odwróciłam się i spojrzałam na plecy pana Collins'a. Zatrzymał się gwałtownie jednak nadal się do mnie nie odwrócił. Zapanowała cisza. Słychać było tylko mój miarowy, chociaż nieco głośny oddech. W końcu stanął przodem do mnie. Dzieliły nas jakieś cztery kroki. Oderwał wzrok od swoich notatek i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Co? O czym Ty mówisz? Chcę z Tobą porozmawiać o szkolnym festynie. W końcu jesteś przewodniczącą szkoły czy nie?
-A no tak. Jestem - odetchnęłam w ulgą - za moment będę tylko zgłoszę profesorowi Moore'owi, że jestem u pana.
-Taką właśnie miałem nadzieję.
Przewracając oczami i uspokajając głośny oddech ruszyłam w swoim kierunku.
Gdy weszłam do sali wszystkie oczy spoczęły na mnie. Byłam już w sumie przyzwyczajona do tego. Pewnym krokiem podeszłam do biurka profesora. Mężczyzna spojrzał na mnie swoim jak zwykle wrogim spojrzeniem.
-Tak wiem, dyrektor mi mówił.
Co? No to po co mnie tu wysłał? Co za człowiek... Bez słowa odwróciłam się i wyszłam z pomieszczenia nieco za głośno zamykając drzwi. Nie przejęłam się tym. Idąc w stronę gabinetu dyrektora napisałam sms do Andy'ego - mojego chłopaka.
ale mnie ci ''profesorowie'' wkurzają -.-
Już miałam dotknąć ekranu w miejscu w którym znajduje się prostokąt z napisem ''wyślij'', kiedy przez podwójne, plastikowe drzwi prowadzące na boisko szkolne wybiegła drużyna Andy'ego, z moim chłopakiem na czele. Z telefonem w dłoni przystanęłam wpatrując się w grupę spoconych i roześmianych chłopców. Posłałam Scottowi, który właśnie na mnie spojrzał, delikatny uśmiech. Szturchnął ręką kapitana i wskazał palcem w moim kierunku. Szeroki uśmiech przeznaczony wyłącznie dla mnie zagościł na jego twarzy. Powiedział coś do swoich znajomych i podbiegł do mnie. Moje warki lekko drgnęły układając się w coś podobnego do uśmiechu. Nie byłam w stanie wysilić się na nic więcej.
-Hej
Pocałował mnie w policzek.
-Hej
-Co taka nie w humorze?
Westchnęłam i przeczesałam palcami włosy.
-Idę właśnie do dyra, chodź mnie odprowadzisz to pogadamy.
-Okej
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy przez korytarz. Szliśmy w zupełnej ciszy. Bardzo powoli. Noga za nogą. Pod gabinetem dyrektora chłopak staną przede mną. Spojrzałam mu z oczy. Znałam to spojrzenie.
-Powiesz mi w końcu co się stało?
Martwił się.
-Tak właściwie to sama nie wiem...
Potarłam ręką czoło. Spojrzał na mnie zdezorientowany i pytająco uniósł brew.
-No nie wiem. Ostatnio źle sypiam. Co chwila zmienia mi się nastrój. Wszystko mnie wkurza. Do tego doszła Em. Nie wiem co się z nią dzieje, ciągle chodzi z głową w chmurach. Tata wymaga ode mnie nie wiadomo co. Jeszcze dyro coś znowu wymyślił. Za dwa miesiące koniec roku, wy macie mecz a ja nie mam nic dla dziewczyn, żadnego układu czy coś. Za dużo tego, po prostu na dużo...
Nareszcie to z siebie wyrzuciłam. Chłopak bez słowa przyciągną mnie do siebie. W tamtym momencie nie przeszkadzało mi nawet, że był po treningu, spocony i nie ukrywajmy z lekka zajeżdżał potem. Przylgnęłam do niego całym ciałem. Łza zakręciła mi się w oku ale szybko się jej pozbyłam. Ze sztucznym uśmiechem odsunęłam się od niego.
-Będzie dobrze skarbie.
Założył mi pasmo włosów za ucho i cmoknął w czoło.
-Leć do dyra, pogadaj z nim, ja lecę pod prysznic i spotykamy się tu, okej?
-Okej.
Dałam mu buziaka i stałam patrząc jak odbiega truchtem. Nie przerywając biegu odwrócił się i krzyknął:
-A później zabiorę Cie gdzieś.
-Uciekniemy ze szkoły?
-A kto bogatemu zabroni? - odpowiedział z rozłożonymi rękami. Puścił mi oczko i zniknął za rogiem. Mimowolnie zachichotałam. On zawsze potrafi mnie rozweselić.
Cała w skowronkach weszłam do gabinetu Collins'a i... stanęłam jak wryta. Uśmiech zniknął mi z twarzy.
-Mama? Tata? Co wy tu robicie?
Tak jak obiecywałam jest w poniedziałek. Następny rozdział pojawi się jakoś w sobotę/niedzielę. Byłby wcześniej ale w ciągu tygodnia jadę do stolicy i odpada mi trochę czasu ;/
Mam nadzieję, że nie zanudzam ale kilka pierwszych rozdziałów właśnie takie będzie.
Jeśli czytasz to proszę skomentuj to dla mnie na prawdę ważne ;)
ZAAAAJEEEFAJNE!! Jestem ciekawa co będzie z Emily.. Czekam na następne rozdziały :))
OdpowiedzUsuńWooow mega *.* czuje ze niedlugo zacznie sie dziac. Juz nie moge doczekac sie kolejnego rozdzialu :*
OdpowiedzUsuńNiceeee :)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Z niecierpliwością czekam na następny. :-D
OdpowiedzUsuńŚwietny początek :) Osobiście nie lubię, gdy wszystko dzieje się zbyt szybko. Takie wprowadzenie jest bardzo dobre i pozwala poczuć klimat opowiadania ;)
OdpowiedzUsuńsuper *o*
OdpowiedzUsuńświetny ! czekam na kolejne ! :)
OdpowiedzUsuń